Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Tajna operacja „Eagle”. Polscy szpiedzy w amerykańskiej służbie przeciw nazistom

Amerykański plakat propagandowy z okresu II Wojny Światowej (źródło: domena publiczna).Jankesi sądzili, że powierzenie misji szpiegowskiej na terenie dogorywającej III Rzeszy świetnym polskim agentom to strzał w dziesiątkę. Jednego nie przewidzieli – po zdradzie w Jałcie nasi rodacy stracili zapał do dalszej walki „o wolność naszą i waszą”…

Na prośbę OSS (Office of Strategic Services) polski rząd w Londynie wytypował wśród żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych czterdziestu ludzi, którzy mieli pracować dla Amerykanów.

Wybierano głównie przedstawicieli niższych warstw polskiego społeczeństwa. „Proletariackie” pochodzenie i niezbyt wykwintne maniery miały pozwolić im niepostrzeżenie wmieszać się w tłum cudzoziemskich robotników przymusowych, pracujących w różnych sektorach niemieckiej gospodarki i dzięki temu uzyskać cenne dane wywiadowcze.

Wszystkich tych ludzi, jak podkreślali w raportach Amerykanie, cechował ogromny zapał do pracy i gorący patriotyzm. A z racji tego, że polski wywiad cieszył się wielkim szacunkiem u naszych sojuszników, sporo sobie obiecywano po efektach pracy Polaków.

Robotnicy przymusowi w III Rzeszy (źródło: Bundesarchiv, Bild 185-23-21, licencja: CC-BY-SA 3.0).

Robotnicy przymusowi w III Rzeszy (źródło: Bundesarchiv, Bild 185-23-21, licencja: CC-BY-SA 3.0).

Naszych żołnierzy, w ramach operacji „Eagle”, jak nazwano ten projekt, podzielono na szesnaście zespołów. Każdemu z nich nadano kryptonim pochodzący od nazwy popularnego drinka, jak „Pink Lady” czy „Martini”. Dowództwo nad całością objął szef sekcji „polskiej” w OSS, Amerykanin polskiego pochodzenia, podpułkownik Joseph Dasher (Daszewicz).

Szkolenie przyszłych agentów w arkanach sztuki szpiegowskiej i konspiracji przebiegało pomyślnie, i zbliżało się już ku końcowi, gdy w lutym 1945 roku doszło do zdarzenia, które w efekcie znacząco rzutowało na finał operacji „Eagle”. Polacy dowiedzieli się o ustaleniach konferencji w Jałcie i wiarołomstwie sojuszników. To ich załamało. Przyszły dyrektor CIA William Casey, sprawujący wówczas nadzór nad operacją, wspominał:

Widać było gołym okiem spadek morale u tych ludzi. Wyczuwaliśmy to, kiedy odjeżdżali. Niektórzy po prostu bili się z myślami. Byli inni, niż wtedy, gdy trafili na przeszkolenie.

Wielka Trójka w Jałcie (źródło: domena publiczna).

Wiadomość o ustaleniach Konferencji Jałtanskiej miała negatywny wpływ na morale polskich żołnierzy (źródło: domena publiczna).

Hej, kto Polak, na bagnety!

Mimo fatalnego nastroju w polskich szeregach, Amerykanie postanowili kontynuować operację. Aby wskrzesić heroizm wśród naszych żołnierzy, energiczny podpułkownik Dasher organizował im patriotyczne wieczorki, na których odśpiewywano polskie pieśni narodowe. Gdy jednak przyszło co do czego, kilku naszych chłopaków ukierunkowało swój bojowy zapał w zgoła innym kierunku.

Jeden z szpiegowskich zespołów miał zostać przerzucony ciężarówką z Belgii do Maastricht w Holandii, i tam przekroczyć linię frontu. Kiedy pojazd przejeżdżał przez Brukselę, doszło do dosyć nieoczekiwanej sytuacji. W pewnym momencie siedzący w szoferce obok kierowcy, opiekujący się zespołem oficer OSS, ze zdumieniem zorientował się, że skrzynia ładunkowa ciężarówki jest pusta!

Okazało się że spragnieni kobiecego towarzystwa Polacy cichaczem wyskakiwali z auta, kiedy tylko mijało ono co atrakcyjniejszą przedstawicielkę płci pięknej. Ostatecznie po kilku dniach udało się ich wszystkich odnaleźć i, mocno sfatygowanych, przerzucić przez front.

Niestety, ani jeden z szesnastu zespołów, które znalazły się w Niemczech, nie nawiązał łączności radiowej z bazą Londynie i do końca nie wiadomo, co było tego powodem. Niektórzy z nich mogli zostać zdemaskowani przez Niemców. Taki los stał się udziałem jednego z agentów zespołu „Martini”, 41-letniego Leona Adriana.

Wpadka

Adrian został zrzucony na spadochronie 18 marca 1945 roku w rejonie Augsburga. Polak miał podawać się za elektryka kolejowego uciekającego z Poznania przed Armią Czerwoną. Było to o tyle proste, że w rzeczywistości wykonywał ten zawód w cywilu.

Samolot Messerschmitt Me 261 V-2 na lotnisku wojskowym w Lechfeld pod Augsburgiem, około 1945 roku (źródło: Bundesarchiv, Bild 141-2474, licencja: CC-BY-SA 3.0).

Samolot Messerschmitt Me 261 V-2 na lotnisku wojskowym w Lechfeld pod Augsburgiem, około 1945 roku (źródło: Bundesarchiv, Bild 141-2474, licencja: CC-BY-SA 3.0).

Po wylądowaniu udało mu się wykonać szkic dużego lotniska Luftwaffe koło Augsburga. Niestety Adrian wpadł już podczas pierwszej rutynowej kontroli policyjnej. Jego dokumenty, choć dobrze podrobione, były już nieco zdezaktualizowane. Ponadto policjanci dysponowali listą pracowników poznańskiej kolei, na której Adrian oczywiście nie figurował.

W łapach Gestapo

Polak został przewieziony na Gestapo do Halle. W drodze udało mu się połknąć kartkę z planami lotniska. Niestety, zauważyli to eskortujący go policjanci. W Halle gestapowcy poddali go z tego powodu brutalnemu przesłuchaniu. Adrian wspominał:

Najpierw bili mnie w brzuch, żebym zwrócił wszystko, co miałem w żołądku (…). Potem dali mi do wypicia jakiś roztwór, ale odmówiłem i natychmiast dostałem kolbą karabinu w twarz i wyplułem trzy zęby. Później przemocą wlali mi roztwór do ust, ale ja nadal nie zwymiotowałem. Wtedy użyli dwóch cylindrycznych, gumowych walców, które przycisnęli mi do ciała i jeździli nimi od kolan do żeber.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Czy wiesz, że ...

...jeden z rosyjskich naukowców postanowił skrzyżować człowieka z szympansem? Chociaż próba krzyżówki się nie powiodła, Iwanow wpadł na inny pomysł - do zapładniania kobiet chciał wykorzystywać spermę pobraną od ssaków naczelnych.

...w okupowanej Polsce jednym ze sposobów na wmieszanie żydowskiego dziecka w tłum było "opalanie" go? Ukrywające się w piwnicach i innych zakamarkach maluchy zazwyczaj były tak blade, że natychmiast rzucały się w oczy. Trzeba było więc chodzić z nimi na spacery, by nabrały kolorów.

...w powstańczej Warszawie nie brakowało spekulantów, z którymi polska żandarmeria nie mogła sobie poradzić? Tylko w połowie sierpnia ceny żywności były od 2 do 5 razy większe niż pod koniec lipca. Potem jedzenie sprzedawano jedynie za złote monety lub biżuterię.

...Stalin był tak zbulwersowany "zbyt namiętnym" pocałunkiem w jednej z rosyjskich komedii, że nakazał wycięcie nieprzyzwoitej sceny z filmu? Jego urzędnicy w obawie przed powtórką incydentu zakazali jakichkolwiek pocałunków we wszystkich radzieckich produkcjach kinowych.

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.