Historia z mniej (choć nie zawsze) poważnej strony. Ciekawostki, odkrycia, kontrowersje, czyli „jak to naprawdę było” w formie przystępnej dla każdego.

Czy Bona Sforza parała się czarną magią?

Czy Bona naprawdę korzystała z czarnej magii? Na ilustracji fragment rysunku Jana Matejki (źródło: domena publiczna).„Chciwa, przewrotna, zła matka, zła żona!” – podśpiewywano w Polsce na temat starej królowej Bony. Poddani zarzucali jej, że morduje przeciwników politycznych i z zimną krwią wysyła na tamten świat kolejne synowe. To bzdura. Podobną bzdurą nie jest natomiast fakt, że Bona parała się czarną magią. I to samo robiła cała jej rodzina.

Neapol, jeszcze przed paroma godzinami tętniący życiem, pełen upojonych zabawą oraz alkoholem gości, pogrążył się w głębokim śnie. Tylko nadgryziony księżyc, znajdujący się tej nocy w ostatniej kwadrze, rzucał odrobinę światła na labirynt wąskich, krętych uliczek, oplatających podnóże Wezuwiusza niczym macki ośmiornicy.

Nawet strażnicy miejscy nie zdołali zwalczyć senności. Nikt więc nie mógł zauważyć, jak w samym środku nocy otwierają się bramy Castel Capuano. To tutaj, we wspaniałym pałacu, przytulonym do północnego muru miasta, od dwóch tygodni trwały huczne bale, przyjęcia i festyny zorganizowane przez księżną Izabelę Aragońską.

Rozrzutność gospodyni zapierała dech w piersiach. Ale i powody do świętowania były zupełnie niezwykłe – już nazajutrz jej córka, 21-letnia księżniczka Bona Sforza miała zawrzeć umowę ślubną z jednym z najbardziej pożądanych kawalerów Europy. Swoich posłów wysłał do niej sam król Polski, Zygmunt I.

Neapolitański Castel Capuano na obrazie Carlo Coppoli. To właśnie tam zdecydowano o małżeństwie Bony i Zygmunta (źródło: domena publiczna).

Neapolitański Castel Capuano na obrazie Carlo Coppoli. To właśnie tam zdecydowano o małżeństwie Bony i Zygmunta (źródło: domena publiczna).

Tajemny rytuał w nadmorskiej grocie

Gdyby ktokolwiek obserwował niepozorny powóz, kiedy ten mijał bramę miejską, z zaskoczeniem dostrzegłby, że to właśnie Bona jest jego pasażerką. Miała na sobie powłóczystą szatę z kapturem, a towarzyszyły jej dwie podobnie odziane kobiety – zaprzyjaźniona mniszka i starsza dama dworu.

Włosy ma śliczne jasnopłowe, podczas gdy (rzecz dziwna) rzęsy i brwi są zupełnie czarne. Nos prosty beż żadnego garbu ani zakrzywienia. Usta jak koral najczerwieńszy, zęby równe i nadzwyczaj białe, pierś śnieżnej białości – tak młodą księżniczkę opisywali przybysze z Polski.

Artykuł powstał w oparciu o materiały zebrane przez autora podczas prac nad książką pod tytułem „Damy złotego wieku” (Znak Horyzont 2014).

Artykuł powstał w oparciu o materiały zebrane przez autora podczas prac nad książką pod tytułem „Damy złotego wieku” (Znak Horyzont 2014).

Teraz jednak w prostym stroju, bez makijażu, z wyrazem trwogi malującym się na twarzy, w niczym nie przypominała dumnej arystokratki. I nic dziwnego. Właśnie zamierzała wziąć udział w rytuale równie tajemniczym, co niebezpiecznym. A zarazem – surowo zakazanym przez władze kościelne.

Wyruszyła do położonych pod miastem ruin rzymskiego amfiteatru. Tam, w wiejącej grozą i wypełnionej gęstym dymem jaskini nad samym morzem, czekał już na nie słynny miejscowy „nekromanta”. Zobowiązał się on wywołać duchy przodków Bony i z ich pomocą określić, jaka będzie jej przyszłość. To miała być tylko zabawa.

Przyszła królowa pragnęła zasmakować owocu zakazanego. Jak na córkę epoki zafascynowanej magią i siłami nadprzyrodzonymi przystało, domagała się dreszczyku emocji. Chciała zastrzyku adrenaliny. Szybko zaczęła przeklinać własne ciągoty i żałować całej tej nieodpowiedzialnej wyprawy. Było już jednak za późno.

To właśnie w ruinach tego rzymskiego amfiteatru Bona wzięła udział w tajemniczym rytuale, mającym na celu przyzwanie z zaświatów przodków przyszłej polskiej królowej (fot. Roberto Rive; lic. domena publiczna).

To właśnie w ruinach tego rzymskiego amfiteatru Bona wzięła udział w tajemniczym rytuale, mającym na celu przyzwanie z zaświatów przodków przyszłej polskiej królowej (fot. Roberto Rive; lic. domena publiczna).

Duch ojca i niechciana przepowiednia

Wśród dymu i cieni tańczących na ścianach przerażona Sforzówna dostrzegła sylwetkę swego zmarłego ojca Giangaleazza. Duch wyjawił jej, że przyczyną jego przedwczesnej śmierci w boleściach nie była wcale żadna tajemnicza choroba, jak dotąd sądziła. W rzeczywistości „zgasł jak niewinne jagnię” po tym, jak jego własny stryj – chytry i bezwzględny Ludwik Sforza – uraczył go trucizną.

To nie była jedyna rewelacja czekająca tej nocy na zbyt ciekawską księżniczkę. Za karę za naruszenie zasłony oddzielającej świat żywych od krainy umarłych, zjawa zdradziła przyszłej polskiej królowej, że jej los wcale nie będzie lepszy. Miała pójść w ślady ojca i również zginąć otruta przez najbliższych sobie ludzi.

Kolejnego poranka niewyspaną i potwornie bladą Bonę odnaleziono leżącą krzyżem przed ołtarzem w katedrze świętego Januarego. Na przebłaganie losu było już jednak zbyt późno.

Śmiertelnie niebezpieczna wróżba

Opisane wydarzenia nastąpiły naprawdę. Magiczny rytuał z udziałem księżniczki został zrelacjonowany w wiarygodnych źródłach historycznych. Można dyskutować o szczegółach – o tym co dokładnie dostrzegła Bona i jakie targały nią emocje. Można też próbować dociekać prawdy kryjącej się za magiczną ceremonią. Czy była to tylko wprawna mistyfikacja? Czy rzekomy nekromanta był wyłącznie uzdolnionym hochsztaplerem?

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Komentarze

  1. Macc Odpowiedz

    Z takiego punktu widzenia na Bonę nie miałem jeszcze okazji popatrzyć. Zawsze miałem ją za wytrawnego, stąpającego mocno po ziemi, polityka. A tu taka afera.

  2. Andgie Odpowiedz

    Barbara Radziwillowna zmarla na raka, chorobe zdiagnozowano u niej i przepowiedziano jej smierc na rok przed. Miedzy innymi dlatego tak bardzo sie sprzeciwiano temu malzenstwu. Wiedziano, ze Barbara jest chora i bezplodna i nie urodzi nastepcy tronu.

Dodaj komentarz