Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Wiedźmini istnieli naprawdę!

Niestety prawdziwi wiedźmini nie wyglądali jak Geralt z Rivii (autor: Aro the Hax, licencja: CC BY-SA 4.0).

Niestety prawdziwi wiedźmini nie wyglądali jak Geralt z Rivii (autor: Aro the Hax, licencja: CC BY-SA 4.0).

Opłacani, by zabijać dręczące ludzi potwory. Kosą, osikowym kołkiem, magią. Może i Geralt z Rivii jest literacką fikcją, ale Gyrda z Blechnarki czy Bacza z Keckovec istnieli naprawdę. I znali się na robocie. 

Wyglądem nie przypominali słynnego białowłosego zabijaki z wiedźmińskiej sagi Sapkowskiego. Ale to ci niepozorni pasterze owiec, stróże kościelni czy wioskowe zielarki zamieniali się, kiedy było trzeba, w prawdziwych łowców upiorów.

Kapłani, wzywani przez naszych przodków do przepędzania złych mocy, to tylko wierzchołek góry lodowej. Sługom bożym pomagali ludzie, którzy używali nie tylko modlitwy. I nie bali się ubrudzić rąk krwią!

Na kłopoty… kościelny

Prawdziwym wiedźminem mógł się stać nawet doświadczony kościelny. Opowieść o takim stróżu z Białej utrwalił kiedyś Jan Karłowicz. A było to tak…

Oto noc w noc ktoś łomotał w żelazną bramę cmentarza. Stary stróż, kiedy zorientował się, że ma do czynienia ze zmarłym, który powstał z grobu, szybko załatwił sprawę. Wziął igłę, nawlókł ją nicią z kłębka i wbił w upiora, nim ten zdążył zatopić w nim zmurszałe zębiska.

Prawdziwi wiedźmini mogli wyglądać mniej więcej w ten sposób... no może trochę lepiej (źródło: domena publiczna).

Prawdziwi wiedźmini mogli wyglądać mniej więcej w ten sposób… no może trochę lepiej (źródło: domena publiczna).

Kiedy żywy trup wrócił nad ranem do mogiły, kościelny, niczym Tezeusz po nici Ariadny, dotarł do schronienia potwora. Następnego dnia razem z księdzem rozkopali grób, włożyli w usta strzygonia trzygroszową monetę (czyli tak zwany obol zmarłych, wywodzącą się jeszcze ze starożytności symboliczną opłatę za transport w zaświaty) i przełożyli trupa na brzuch. Od tej pory już nie opuścił swego grobu.

Podobna drużyna do spraw nieumarłych – ksiądz plus kościelny – pojawia się w podkrakowskiej legendzie o Kasi, czekającej na powrót z wojny ukochanego Jasia. Któregoś wieczora doczekała się, lecz chłopak okazał się upiorem. Dziewczynie udało się uciec, gdy potwór chciał zawlec ją ze sobą do grobu. Wróciła nazajutrz z księdzem i kościelnym. Gdy otworzono grób Jasia-upiora, rozżalony i wściekły zaczął wygrażać narzeczonej. Lecz nie dogadywał jej długo, bo „wiedźmini” odrąbali mu głowę.

Pod batem owczarza

Za zwalczanie krążących po świecie upiorów brały się też znachorki. W Kongresówce taka specjalistka ze wsi Młynarze pod Makowem Mazowieckim za drobną opłatą przepędzała rozmaite zmory z gospodarstw. Mamrotała przy tym zaklęcia, okadzała domy i okładała je cuchnącymi szmatami. Trudno jednak podejrzewać, żeby prawdziwe potwory wystraszyły się starszej pani palącej zioła.

Bardziej imponująco prezentowały się metody działającego w tym samym rejonie owczarza z Czarnostowa, który walczył z monstrami pod koniec XIX wieku. Jak można przeczytać w pracach poświęconych etnografii, był on w regionie człowiekiem-instytucją. Ponoć posyłano po niego nawet z arystokratycznych dworów, spod Łomży i Płocka. Przybywał na miejsce akcji uzbrojony w worek, do którego nikomu nie pozwalał zaglądać.

Mniej więcej tak mógł wyglądać owczarz z Czarnostowa (źródło: domena publiczna).

Mniej więcej tak mógł wyglądać owczarz z Czarnostowa (źródło: domena publiczna).

Po czym spędzał sam noc w „opętanym” domostwie. Nie wiadomo, jak wyglądały zmagania z upiorami – słychać było tylko mrożące krew w żyłach odgłosy walki, jęki i hałasy, przypominające trzask bata. Rankiem z budynku wyłaniał się mocno poturbowany owczarz z pełnym workiem. To, co w nim było, natychmiast topił w rzece lub jeziorze.

Miał opinię niezwyciężonego, ale i łasego na pieniądze. Wedle legendy, jego dobra passa skończyła się, gdy kiedyś przyjął łapówkę od… schwytanej zmory. Chciwość nie opłaciła się – odtąd złe duchy już go nie słuchały, a on sam zmarł jako żebrak.

Więcej historii o żywych trupach znajdziesz w książce Adama Węgłowskiego pod tytułem m "Żywe trupy. Prawdziwa historia zombie". Jest to najnowsza publikacja wydaną pod marką „Ciekawostek historycznych”. Kliknij, aby kupić ją 30% taniej!

Artykuł powstał w oparciu o materiały zebrane przez Adama Węgłowskiego podczas pisania książki „Żywe trupy. Prawdziwa historia zombie”. Kliknij, aby kupić ją 30% taniej!

Jedenastolatka bez głowy

Cóż, walki z nocnymi duchami i topienie zmór w worku łatwo jest symulować. Inaczej było w przypadku akcji wiedźminów krążących po Podkarpaciu na Łemkowszczyźnie. Zwano ich baczami (nie mylić z bacami – pasterzami owiec).

Było ich wśród Łemków bardzo wielu. Do najznaczniejszych należeli: Leszko Babej, zwany Gyrda z Blechnarki i drugi nazwiskiem Bacza z Keckovec po stronie słowackiej. Pozostała po nich legenda, a po Babeju również samotny, kamienny nagrobek, jaki ostał się na zrujnowanym cmentarzu w Blechnarce – pisał etnograf Roman Reinfuss.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Uwaga! Nie jesteś na pierwszej stronie artykułu. Jeśli chcesz czytać od początku kliknij tutaj.

Baczowie pojawiali się na miejscu akcji, wzywani niczym karetka pogotowia, mająca zająć się żywym trupem dręczącym sąsiadów.

Interesujący przykład działalności zawodowych poskramiaczy upiorów miał miejsce przed I wojną światową w Radoszycach. Dwóch ogromnych chłopów sprowadzono do zmarłej 11-letniej dziewczynki, która nie dawała spokoju swoim bliskim – pisze archeolog Piotr Kotowicz.

Dwóch Łemków – tak mogli wyglądać baczowie ustalający taktykę polowania na upiora (źródło: domena publiczna).

Dwóch Łemków – tak mogli wyglądać baczowie ustalający taktykę polowania na upiora (źródło: domena publiczna).

Przed czekającym zadaniem przygotowano dla nich jedzenie oraz wódkę, ale nie skorzystali z zaproszenia. Jeden z nich natomiast zapalił świecę i czytał do późna książkę. Pół godziny przed północą udali się z krewnymi zmarłej na cmentarz, wykopali trumnę, lecz dziewczynki w niej nie było.

Dostrzegli ją jednak jak biegnie przez wieś i po pościgu złapali przy ostatnich zabudowaniach. Wówczas zaprowadzili ją do grobu, obcięli głowę i włożyli między nogi. Gdy wrócili do domu, byli mokrzy od potu. Zabieg jednak okazał się na tyle skuteczny, że dziewczynka przestała chodzić.

I straszenie się skończyło…

Przykazania łowcy upiorów

Z „wiedźmińskiej” praktyki naszych łowców strzygoni i innych upiorów wyłania się następujący obraz ich metod działania: po pierwsze, odkopywali grób podejrzanego. Po drugie, zwłoki przewracali na brzuch, by wgryzały się w ziemię i nie mogły znaleźć wyjścia z mogiły.

Więcej historii o żywych trupach znajdziesz w książce Adama Węgłowskiego pod tytułem m "Żywe trupy. Prawdziwa historia zombie". Jest to najnowsza publikacja wydaną pod marką „Ciekawostek historycznych”. Kliknij, aby kupić ją 30% taniej!

Artykuł powstał w oparciu o materiały zebrane przez Adama Węgłowskiego podczas pisania książki „Żywe trupy. Prawdziwa historia zombie”. Kliknij, aby kupić ją 30% taniej!

Po trzecie, na wszelki wypadek przygważdżali truchło kołkiem albo zębem od brony. I wreszcie po czwarte, ukoronowaniem całej akcji była dekapitacja umarlaka. Czerep należało umieścić między nogami byłego upiora.

We wsi Jawornik pod Sanokiem nie było chyba jednego nieboszczyka, który zachowałby nienaruszoną głowę – pisał dziewiętnastowieczny etnograf Oskar Kolberg. Zapał rodzimych łowców potworów rozlewał się na cały kraj, jak Polska długa i szeroka. Między XVII a XX stuleciem obcinano głowy sierpami i motykami „upiorom” pod Krakowem, pod Łodzią i pod Gdańskiem, na Mazurach i na Wołyniu.

Tak wyglądały antywampiryczne pochówki: przykład z Bułgarii (autor: Bin im Garten, licencja: CC BY-SA 3.0).

Tak wyglądały antywampiryczne pochówki: przykład z Bułgarii (autor: Bin im Garten, licencja: CC BY-SA 3.0).

Z kolei wczesnośredniowieczne pochówki „antywampiryczne”, mające zapobiec powrotowi umarlaków z zaświatów, znaleźli naukowcy między innymi w Brześciu Kujawskim, Kałdusie i Niemczy.

Ofiarami tych praktyk padali nieboszczycy budzący podejrzenia nawet z całkiem niewinnych przyczyn, między innymi wyróżniający się za życia nietypowym wyglądem lub wskutek choroby, na przykład plujący krwią.

Zestaw łowcy wampirów. Nasi kościelni, znachorzy i baczowie nie potrzebowali tego rodzaju pomocy dla amatorów (autor: Josh Berglund, licencja: CC BY 2.0).

Zestaw łowcy wampirów. Nasi kościelni, znachorzy i baczowie nie potrzebowali tego rodzaju pomocy dla amatorów (autor: Josh Berglund, licencja: CC BY 2.0).

Czasem wystarczało nieodpowiednie pochodzenie. Badając „antywampiryczne” pochówki z XVII-XVIII wieku w Drawsku nad Notecią, polscy i amerykańscy badacze zastanawiali się nawet, czy tamtejsze „wampiry” nie były niechcianymi przybyszami, imigrantami! Analizy jednak w tym przypadku to wykluczyły.

Tym niemniej, wśród „podejrzanych” na polskich wsiach tradycyjnie znajdowali się ludzie o „niepewnym” pochodzeniu – na przykład wywodzący się z rodzin, w których ktoś parał się magią lub był kiedyś wzięty za upiora. Kto wie, czy na celowniku nie znalazł się nawet nieszczęsny owczarz z Mazowsza, który najpierw sam łapał zmory, a potem dał im się przekupić…

Bibliografia:

  1. Baranowski Bohdan, W kręgu upiorów i wilkołaków, Wydawnictwo Łódzkie 1981.
  2. Kotowicz Piotr, Wampir z ul. Zamkowej 20 w Sanoku, „Rocznik Sanocki” t. X/2011.
  3. Reinfuss Roman, Śladami Łemków, Wydawnictwo PTTK „Kraj” 1990.
  4. Shroudeater.com (European Vampire Research).

Więcej o polowaniach na żywe trupy dowiesz się z najnowszej książki Ciekawostek Historycznych:

Czy wiesz, że ...

…pierwowzorem stereotypowego fryzjera geja był polak Antoni Cierplikowski? Żona tego króla fryzjerów musiała patrzeć, jak trwonił pokaźny majątek na utrzymanków.

...największy zjazd monarchów przed I wojną światową odbył się z okazji pogrzebu króla Wielkiej Brytanii Edwarda VII? Zgromadzeni władcy dalecy byli jednak od żałobnego nastroju.

Komentarze (2)

  1. Asia Odpowiedz

    Ciekawe jakie jest pochodzenie tych opowiesci 😊. Mam nadzieję, ze nie ukatrupiono powracającego żołnierza z powodu jego złego stanu psychofizycznego po traumie wojny. Albo dziewczynki pochowanej po nieprawidłowym stwierdzeniu zgonu.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.