Polskie Imperium

Wiara w żywe trupy towarzyszy nam od zarania dziejów. Oto prawdziwa historia zombie [WYWIAD]

Autor: | 27 czerwca 2016 | 1,433 odsłon

Węgłowski miniaturkaPowstające zza grobu upiory nie są jedynie wymysłem popkultury. Nasi przodkowie chwytali się przeróżnych sposobów, by pozbyć się niechcianego żywego trupa. – W niektórych częściach świata wiara w zombie utrzymuje się do dziś – mówi Adam Węgłowski, autor książki „Żywe trupy. Prawdziwa historia zombie”.

Adam Gaafar: Jakie są najstarsze źródła, w których natrafiamy na wzmianki o żywych trupach?

Adam Węgłowski: Słowo „zombie” pojawiło się po raz pierwszy w XVII wieku w napisanej na Karaibach francuskiej książce „Zombie z Grand Perou” i nawiązywało do ducha z wierzeń afrykańskich niewolników. Natomiast same wierzenia w możliwość powrotu nieboszczyków z zaświatów sięgają korzeni naszej cywilizacji.

W pochodzącym sprzed czterech tysięcy lat podaniu o zstąpieniu mezopotamskiej bogini Inany do świata podziemnego, grozi ona uwolnieniem martwych, by pożarli żywych. Jeszcze starsze są prawdopodobne ślady zabezpieczania się żywych przed powrotem zmarłych – na przykład poprzez miażdżenie im czaszek. Mają one nawet ponad dziesięć tysięcy lat!

Pierre-Corneille Blessebois, Le zombi du Grand-Pérou, ou la comtesse de Cocagne, Paris 1862.To w tej publikacji po raz pierwszy użyto określenia "zombie".

Pierre-Corneille Blessebois, Le zombi du Grand-Pérou, ou la comtesse de Cocagne, Paris 1862. To w tej publikacji po raz pierwszy użyto określenia „zombie” (źródło:domena publiczna).

A.G.: Na Karaibach i w Afryce zombie były elementem miejscowych obrządków. W jaki sposób, według tamtejszych wierzeń, dochodziło do ożywienia zmarłego?

A. W.: Za sprawą czarownika. Najpierw trucizną doprowadza ofiarę do śmierci, a potem ożywia ją, ale pozbawioną jednej z dwóch dusz, jakie – wedle afrokaraibskich wierzeń – tkwią w człowieku. Ale taki wydobyty z grobu zmarły jest już tylko bezwolną maszyną.

Brzmi to jak bajka, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że w grę wchodziło nie śmiertelne zatrucie człowieka, tylko doprowadzenie go do stanu przypominającego śmierć, a potem uprowadzenie go półżywego z cmentarza, nie wydaje się to już takie niemożliwe…

Więcej historii o żywych trupach znajdziesz w książce Adama Węgłowskiego pod tytułem m "Żywe trupy. Prawdziwa historia zombie". Jest to najnowsza publikacja wydaną pod marką „Ciekawostek historycznych”. Kliknij, aby kupić ją 30% taniej!

Więcej historii o żywych trupach znajdziecie w książce Adama Węgłowskiego pt. „Żywe trupy. Prawdziwa historia zombie”. Kliknij, aby kupić ją 30% taniej!

A. G.: Na czym polegał ten proces „zombifikacji”?

A. W.: Haitańscy czarownicy słyną ze znajomości trucizn. Któraś z nich, być może z ryb rozdymek, potrafi wprowadzić człowieka w przejściowy stan przypominający śmierć. A potem wystarczy już tylko przejąć jego „zwłoki” i – gdy ofiara wróci do siebie – ogłupić innymi preparatami i do woli wykorzystywać.

A. G.: Podobno Haitańczycy wierzą, że pierwszym zombie miał być Jezus…

A. W.: Faktycznie wśród Haitańczyków – zwłaszcza wśród wyznawców religii wodu – można czasem spotkać się z legendą, że pierwszym zombie był sam Jezus. Wedle niej, strzegący grobu Pańskiego żołnierze wykradli i przekazali czarownikom boskie zaklęcie, służące do wskrzeszania ludzi…

Adam Węgłowski w poszukiwaniu "żywych trupów" na Haiti.

Adam Węgłowski w poszukiwaniu „żywych trupów” na Haiti (fotografia ze zbiorów Adama Węgłowskiego).

A. G.: Wiara w żywe trupy występowała również w Polsce. Panowało przekonanie, że przyszłego zombie można rozpoznać już za życia. Jakie, zdaniem naszych przodków, były jego cechy charakterystyczne?

A. W.: Odpowiednikami zombie były u nas strzygonie, wąpierze, upiory. Na polskich wsiach w zasadzie każdy „odmieniec” był podejrzany. Garbaty, kulawy, z wystającymi zębami albo z ich dwoma rzędami… Podejrzane były osoby pozbawione brwi, albo ze znamionami na ciele. No i oczywiście chorzy, na przykład gruźlicy kaszlący krwią…

A. G.: Co robiono, gdy ktoś taki umarł?

A. W.: Jeśli sąsiedzi nabrali przekonania, że ktoś wraca z zaświatów i im szkodzi, rozkopywali jego grób, obcinali nieboszczykowi głowę i przekładali w nogi. Zwłoki odwracali zaś na brzuch, by nie mogły znaleźć wyjścia z grobu. Czasem je przebijano (kołkiem, zębem od brony) albo przywalano kamieniami.

A. G.: Jak częste były przypadki, gdy zabijano kogoś, kto zbudził się z letargu?

A. W.: Nikt nie przeprowadził takich badań, nie znamy liczb. Natomiast to, ile krąży opowieści o strzygoniach, wąpierzach i upiorach, wskazuje, że nie były to przypadki sporadyczne. Szczególnie, że nie chodziło tylko o letarg, ale i inne stany, w których człowiek wyglądał na nieżywego. Jeszcze w XX wieku pod Wieluniem sąsiedzi potrafili sąsiada, który obudził się w trumnie, zakatrupić jako strzygonia!

A.G.: W Polsce istniała nawet profesja „łowcy żywych trupów”…

A. W.: Takimi łowcami upiorów byli na przykład tak zwani baczowie, znani na Podkarpaciu, zwłaszcza wśród Łemków. Wzywani na miejsce, na przykład podczas zarazy, odnajdywali (dzięki swoim „magicznym” umiejętnościom) grób upiora, który za sprawą diabelskich mocy roznosił zarazę. Po czym dokonywali ekshumacji, zakończonej wcześniej już opisanym rytualnym unieszkodliwieniem zmarłego.

Znana jest także relacja o tym, jak baczowie ze Słowacji „unieszkodliwili” w Radoszycach błąkającą się dziewczynkę, uważaną za upiora wracającego z pustego grobu…

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2

Powiedz innym co myślisz:

Adam Gaafar - Historyk i dziennikarz, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Współpracuje m.in. z magazynami "Focus Historia" i "II światowa". W centrum jego zainteresowań są religioznawstwo, dzieje Jugosławii oraz teatr działań wojennych związany z konfliktem na Pacyfiku.

Czytasz jeden z artykułów redakcyjnych "Ciekawostek historycznych". Do tej kategorii trafiają między innymi zapowiedzi książek, reklamy i aktualności z życia naszego serwisu (zobacz pozostałe Wiadomości, zapowiedzi i reklamy).
Okupacja

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

Wkroczenie Armii Czerwonej w rodzinnych opowieściach. Jak to naprawdę wyglądało?

Czerwonoarmista w trakcie ofensywy na zachód. Tak przedstawiał ją radziecki plakat propagandowy, a jak wyglądała prawda? (źródło: domena publiczna).

Z pewnością nie raz słuchaliście relacji bliskich o tym, jak wyglądał koniec II wojny światowej. Z jednej strony uwolnienie od niemieckiej okupacji, z drugiej – wkroczenie Armii Czerwonej. Ten przełomowy moment polskiej historii przybliży nasza najnowsza książka, „Czerwona zaraza”. Pomóżcie nam ją napisać, dzieląc się rodzinnymi historiami.

9 lutego 2017 | Czytaj dalej...

Czerwona zaraza. Jak naprawdę wyglądało wyzwolenie Polski

Obiecywali wolność i bezpieczeństwo. Zdruzgotany brutalną okupacją Naród witał ich z nadzieją i kwiatami. Zamiast wybawicieli nadeszli jednak bezwzględni zbrodniarze i złoczyńcy. Nikt nie mógł czuć się bezpieczny w zetknięciu z czerwoną szarańczą.

31 stycznia 2017 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Przekret - pion

Czy wiesz że...

peter_the_great_the_tsarevich_alexei_petrovich
…Piotr Wielki był dla swojego pierworodnego ojcem jak z koszmaru? Kiedy carewicz uciekł przed jego gniewem do Austrii, zmusił go do powrotu i skazał na śmierć.

miniaturka-1
…podstawową, choć nieoficjalną walutą w Auschwitz były papierosy? Nałogowi palacze oddawali jedzenie za papierosy i wykańczali się w ciągu kilku tygodni.

luzyce-smolensk
…jedna z polskich organizacji podziemnych chciała po II wojnie światowej utworzyć słowiańskie imperium w Europie? Miało ono obejmować ziemie, na których kiedykolwiek stanęła stopa Słowianina.