promo do 70

Czy wszyscy volksdeutsche byli zdrajcami?

Autor: | 15 czerwca 2016 | 14,783 odsłon

Dla niektórych status etnicznego Niemca był powodem do dumy. Dla innych wpis na listę był kwestią fizycznego przetrwania... Na ilustracji członkowie Legionu Sudeckoniemieckiego (źródło: Bundesarchiv, lic.: CC BY-SA 3.0 de). Koloryzacja: Rafał Kuzak.Określenie „folksdojcz” budzi jak najgorsze skojarzenia. Konformista, sprzedawczyk, zaprzaniec. Po drugiej wojnie światowej „niemieckie papiery” posiadało jednak blisko dwa i pół miliona osób. Czy to możliwe, by wszyscy oni byli zdrajcami?

Dla ludzi mieszkającymi poza granicami Rzeszy, ale uważającymi się za Niemców i pragnących przyjąć niemieckie obywatelstwo, hitlerowcy stworzyli dwie ekskluzywne kategorie – pierwsza, dla aktywnie politycznych osób pochodzenia niemieckiego oraz druga – dla ludzi kultywujących niemiecką kulturę, posługujących się na co dzień językiem niemiecki, ale biernych politycznie.

Chętnych nie brakowało. Poza mniejszościami niemieckimi, rozsianymi po terytorium Rzeczpospolitej, największy odsetek wśród zgłaszających stanowili mieszkańcy Generalnego Gubernatorstwa. Ale sprawa nie dotyczyła jedynie terytorium Polski. Znaczną grupę stanowili bowiem Niemcy zamieszkujący tereny ZSRR oraz reszty podbitej Europy.

Polskie folksdojczki radośnie witają żołnierzy niemieckich (źródło: Bundesarchiv, lic.: CC BY-SA 3.0 de).

Polskie folksdojczki radośnie witają żołnierzy niemieckich (źródło: Bundesarchiv, lic.: CC BY-SA 3.0 de).

Powrót do Rzeszy

To właśnie z myślą o owych Volksdeutcherach (I grupa) i Deutschestammigerach( II grupa) stworzono program Heim ins Reich (Powrót do Rzeszy), którego realizacja ruszyła bezzwłocznie po wkroczeniu nazistów do Polski. Rozpoczęło się masowe zaludnianie nowych ziem Rzeszy przez Niemców z Litwy, Szwajcarii, Czechosłowacji, Belgii i Francji.

W 1942 roku namiestnik Okręgu Rzeszy Gdańsk-Prusy Zachodnie Albert Forster raportował, że już niemal dziewięćset tysięcy osób podpisało Niemiecką Listę Narodową. Był to nie lada sukces, szczególnie biorąc pod uwagę zadanie, jakie postawił przed sobą ambitny nazista. W ciągu dziesięciu lat chciał on doprowadzić do całkowitego zniemczenia Pomorza.

Jak wyliczają jednak historycy, dobrowolne podpisy stanowiły jedynie niewielką cześć – około stu osiemdziesięciu tysięcy nazwisk. Resztę trzeba było w jakiś sposób przekonać.

Argumenty za

Leon Pawlikowski wspomina, że w Bydgoszczy wydano komunikat, wedle którego na przydział opału mogły liczyć te jedynie rodziny, które złożyły podpisy na listach narodowych. Jeśli ktoś myśli jednak, iż groźba mroźnej zimy była jedynym argumentem za podpisaniem list, żyje w błędzie.

Na terenach Górnego Śląska, zarządzanego przez Fritza Brachta, krążyła rymowanka ukazująca prawdziwe oblicze wyboru, przed którym stawiani byli obywatele polscy uznani przez nazistowskich badaczy rasy za częściowo i tymczasowo spolonizowanych, a więc spełniających warunki umożliwiające ponowne zniemczenie: Jeśli się nie podpiszesz, twoja wina – zaraz cię poślą do Oświęcimia; a gdy się podpiszesz, ty stary ośle, zaraz cię Hitler na Ostfront pośle.

Przeciętny człowiek, mając do wyboru Oświęcim lub podpisanie listy, wybierał listę (źródło: Bundesarchiv, lic.: CC BY-SA 3.0 de).

Przeciętny człowiek, mając do wyboru Oświęcim lub podpisanie listy, wybierał listę (źródło: Bundesarchiv, lic.: CC BY-SA 3.0 de).

Tymczasowi Niemcy na potrzeby armii

Zarówno Bracht jak i Forster prowadzili liberalną politykę zniemczania wobec Polaków. Znaczyło to mniej więcej tyle, że w zasadzie każdy, kto spełniał podstawowe wymogi rasowe, mógł wpisać się na listę narodową. Z tą różnicą, ze stworzono dla nich dwie odrębne grupy obywatelstwa.

Najpowszechniejszą była więc grupa III – Eingedeutsche. Obywatelstwo było tu przyznawane czasowo – na okres dziesięciu lat, w ciągu których każdy miał udowodnić swoje oddanie III Rzeszy. W praktyce odmowa złożenia podpisu oznaczała zsyłkę do obozu koncentracyjnego. Masowe zniemczanie, szczególnie po klęsce pod Stalingradem, miało w przeważającej mierze służyć zasileniu armii niemieckiej.

Wcielani do Wehrmachtu „nowi Niemcy” traktowani byli jednak przez frontowych towarzyszy z pogardą i rezerwą i służyć mogli w zasadzie jedynie w wojskach lądowych. Masowe dezercje były zresztą na porządku dziennym. Jak podkreślał w swojej relacji wcielony do Wehrmachtu Augustyn Stolarski, większość mężczyzn wysyłanych na front w niemieckich mundurach nie posługiwała się nawet językiem niemieckim.

Mało żarliwa miłość do Führera

Liczby jednoznacznie wskazują, że przyjęcie niemieckiego obywatelstwa i wierność Hitlerowi to dwie odrębne kwestie. Chociaż blisko dziewięćdziesiąt procent Ślązaków posiadało niemieckie papiery, jedynie osiem tysięcy osób dysponowało legitymacjami NSDAP. Niemieckie archiwa odnotowały też zaledwie nieco ponad siedemset odwołań o przyznanie wyższej kategorii obywatelskiej.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2

Powiedz innym co myślisz:

Daniela Wołos - Absolwentka filozofii na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie. Publikowała między innymi w "Przeglądzie", "Nowej Europie Wschodniej" i "Kulturze Liberalnej".

Okupacja
Komentarze do artykułu (26)
  1. Pani autor.Relatywizowanie, nie jest moim zdaniem poprawne moralnie. Wszyscy oni byli zdrajcami z formalnego punktu widzenia. Jak sama Pani napisała cyt.”Tożsamość i płynące z niej obowiązki są zaś kwestią wolnego wyboru”. Ktoś podpisując volkslistę go dokonał, został Niemcem. Jeśli kogoś zabijam, dokonuję wyboru, mam świadomość jego skutków i konsekwencji. Pojawia się od razu tłumaczenie” ja tylko wykonywałem rozkazy to nie moja wina”. Artykuł ciekawy, ale idea jego powstania już nie.

    • Drogi panie, proponuję zapoznać się z książką pana Ryszarda Kaczmarka „Polacy w Wehrmachcie” i zapoznać się z działem odnoszącym się do Volkslisty ( który, podobnie jak cała książka jest wykonany bardzo solidnie i rzetelnie ). Dowie się pan tam, że zapis na Volkslistę był stosowany odgórnie wobec wielu Polaków, bez powiadamiania zainteresowanych o zaistnieniu takowego faktu! Wiele osób nawet nie zdawało sobie sprawy, że na takową Volkslistę zostało wpisanych !!! Wystarczyło zamieszkiwać tereny wcielone do III Rzeszy, w szczególności tereny tuż przygraniczne, by zostać odgórnie zakwalifikowanym na Volkslistę ( kwestia, którą grupę Volkslisty się otrzymało to już zupełnie inna sprawa )! Tyczyło się to w podobnym stopniu wszystkich terenów wcielonych do Rzeszy ! Największy procent wpisów występował na Pomorzu, Górnym Śląsku, ale w niewiele mniejszym w Wielkopolsce, na Kurpiach i północno-zachodnim Mazowszu czy na Ziemi Łódzkiej! Również Generalna Gubernia, nie była wolna od przymusowych zapisów do Volkslisty! Trzeba odróżniać wpis do kategorii I od kategorii IV. Na Volskliście wylądowało ostatecznie około 5 mln Polaków ( niektóre statystki mówią o liczbie 7-8mln ) na 35 mln ludzi posiadających polskie obywatelstwo przed wojną, z których zaledwie 21 mln to Polacy ( pozostałe 14 mln to Białorusini, Ukraińcy, Żydzi i Niemcy oraz inne pomniejsze mniejszości ) przy czym 10-12 mln z owych 21 mln, zamieszkiwało tereny wcielone do III Rzeszy. Zatem połowa mieszkańców terenów zaanektowanych była wpisana na Volkslistę ! Nawet odejmując 1 mln Niemców ( obywateli polskich pochodzenia niemieckiego) zamieszkujących przedwojenną Polskę, którzy posiadali pierwszą kategorię Volkslisty, to liczba Polaków wpisanych na Volkslistę to 4 mln osób, czyli 20% Polaków zamieszkujących przedwojenną Polskę. Na pańskim miejscu nie wypowiadałbym słowa zdrajca, w stosunku do wszystkich zapisanych na Volkslistę, szczególnie jeśli pańska rodzina pochodzi, któregoś z obszarów anektowanych do III Rzeszy, bo może się okazać , że członkowie pańskiej rodziny mogli być zakwalifikowani i zapisani do Volkslisty ( nawet bez ich wiedzy ) ! A relatywizowanie w tym kontekście jest bardzo na miejscu! Polecam do zapoznania się z problemem dogłębnie ( chociażby przez zapoznanie się z pracą pana Ryszarda Kaczmarka o której wspominałem na początku ) ! Proszę pamiętać, że historia nigdy nie jest czarno biała, ale ma wiele odcieni szarości ! Życzę więcej pokory w wydawaniu osądów !

      • Zadałem sobie trud i zapoznałem się z podaną przez książką. Mam wątpliwości co do odgórnego zapisywania na Volkslistę. Konieczny był podpis zainteresowanego primo. Secundo skąd liczba 5 milionów Polaków na niej, proszę o rzetelne dane nawet Wikipedia podaje 3 124 000. Na pewno nie było z Volkslistą jak z obywatelstwem mieszkańców Gdańska, że zostali Niemcami bez wiedzy i zgody. Zgadzam się z tezą, że często historia nie jest czarno – biała. Pochodzę z Górnego Śląska na szczęście moja rodzina uniknęła ww. listy, a dziadek strzelał do „przyjaciół” Niemców. Reasumując nie zmieniłem diametralnie opinii o folksdojczach. Nie można często oportunizmu uważać za dziejową konieczność. Proszę wziąć pod uwagę, że armia niemiecka wcielała pod koniec wojny rdzennych Polaków swoje szeregi.

        • Przepraszam za dwa błędy które się wkradły w moją wcześniejszą wypowiedź. Powinno być:”Zadałem sobie trud i zapoznałem się z podaną przez Ciebie książką”. oraz „Proszę wziąć pod uwagę, że armia niemiecka wcielała przymusowo pod koniec wojny rdzennych Polaków w swoje szeregi”. Odnosząc się do wcześniejszego komentarza, zawsze można stawić opór w ten lub inny sposób. Polecam książkę:Od Kaszubów do Niemców: Tożsamość Słowińców z perspektywy antropologii historii. Autor: Mariusz Filip.

        • Jeżeli miałbyś dwoje dzieci , będąc wdowcem i wiedział że za odmowę podpisania Volkslisty , trafisz do obozu z dziećmi albo będziesz wcielony do Wermachtu a dzieci zostaną wywiezione do Niemiec. Tylko głupek nie podpisałby Volkslisty , żeby nie ratować swoje dzieci

        • Do :”Stanisław , wnuk Wacława , który podpisał Volkslistę”. Panie Stanisławie rozumiem postępowanie pańskiego dziadka i go nie potępiam. To była konieczność, żeby przeżyć, nie oportunizm. Chodzi mi o pogląd wyrażony w artykule, który zmazuje różnicę pomiędzy dobrem a złem, wiernością a zdradą. Być może zbytnio uogólniłem opisując decyzje podejmowane prze ludzi w czasach wojny. Relatywizowanie wszystkiego stosowane powszechnie w dzisiejszych czasach powoduje, że stawia się pomniki ludziom pokroju Kuklińskiego.

    • Popieram pogląd Czytacza. Nie tylko idea ale cel tego portalu jest wątpliwy.
      Rzuca się hasła relatywizmu bez rzetelnej historycznej dokumentacji dotyczącej omawianego przedmiotu. Co to znaczy, źródło „domena publiczna”? Mówimy o pojedyńczych przykładach Polaków podpisujących listy dla korzyści i co, mamy rozgrzeszyć wszystkich volksdojczów na tej podstawie? Podejrzewam, że celem tego portalu, a szczególnie tego tematu jest próba wybielnia Niemców i kolaborantów. Stworzono pojęcie „Nazistowskie obozy”, „Nazistowskie Niemcy” a tutaj „dobrzy folksdojcze”.

      Mamy ważniejsze dla nas tematy, wreszcie pierwszą pozycję, która odwraca do góry nogami nasze pojęcie o „ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej”, książkę Ewy Kruk „Stosunki polsko-żydowskie w latach 1939-1945. Poza granicą solidarności”, Warszawa 2016. Każdy Polak powinien ją przeczytać. Stawia m.in. pytanie, czy bez instytucjonalnej współpracy Żydów z Niemcami holocaust byłby możliwy? Wydaje się, że nie. Z pewnością nie w takiej skali w jakiej się wydarzył.

      Jeśli autorzy portalu mają dobre intencje podejmą ten właśnie temat w chwili gdy jesteśmy oskarżani, że zabiliśmy więcej Żydów niż Niemców i jesteśmy współwinni w zagładzie Żydów.

      • Domena publiczna jest określeniem z zakresu praw autorskich, które oznacza (najkrócej rzecz ujmując), że prawa do danego dzieła wygasły bądź osoba/instytucja je posiadająca zrzekła się ich. Używamy tego określenia w podpisach fotografii i rysunków, do których się to dotyczy. Jeśli szuka Pan źródeł informacji z których korzystał autor, są podane pod każdym artykułem, pod wytłuszczonym słowem „Bibliografia”.

        Pańskie zarzuty wobec artykułu wskazują, że nie przeczytał Pan go do końca. Zachęcam do uważnej lektury.

      • Nie Ewa Kruk tylko Ewa Kurek. Autorka m.in. zmuszona wyrokami sądowymi do usunięcia nierzetelnych tekstów z książki „Zaporczycy 1943-1949”. Historycy KUL uznali, że wyżej reklamowana „Stosunki polsko-żydowski…” nie spełnia wymogów pracy habilitacyjnej.
        Propagowanie tej autorki w kontekście szans wiedzy o tych stosunkach to rzeczywiście odwracanie pojęć do góry nogami.

  2. Pochodzę i mieszkam w powiecie brodnickim, w dawnym Reichsgau Danzig – Westpreussen; ziemiach, które Szwaby uważali za swoje. Wiadomo z przekazów dziadka, że moi pradziadkowie podpisali Volkslistę, która nota bene była wtreniana Pomorzakom na chama. W czasie wykopków u dziecica, pradziadek lutnął w twarz jakiemuś Volksdeutschowi. Aby uniknąć hitlerowskiego wymiaru sprawiedliwości, szybko sam podpisał Volkslistę. Od razu w głodowych latach wojennych otrzymali większe kartki żywnościowe, prababcia nie musiała już u owego dziedzica (Niemca) pracować za darmo, i za pewnie uniknęli wywózki do obozu w Potulicach za Bydgoszczą, gdzie wywożono oporowo całe rodziny z Pomorza Gdańskiego, i którego cechowała rekordowa umieralność dzieci. Ale wtedy pradziadek dostał powołanie do Wermachtu i walczył w mundurze niemieckim najpierw we Włoszech, (twierdzę dlatego ze musial ja podpisać max w 1943 roku), a potem na Wegrzech, gdzie podczas zmasowanego ataku sowieckiego przestrzelił sobie rękę przez bochenek chleba – ażeby na ranie nie czuć było zapachu prochu i nie dostać kulki w łeb.
    Tak trafił do lazaretu, później po kapitucji do obozu dla Dipisów, następnie do obozu przejściowego (filtracyjnego NKWD?) w Działdowie, aż w końcu trafił do rodzinnego domu. Trzeba tu przyznać, że dość długo kładło się to cieniem na moich przodkach, i stanowiło jakiś problem, gdy kojarzyli się moi rodzice, bo druga strona rodziny takich sytuacji nie miała. Do dziś wiadomo kto we wsi podpisywał Volkslistę, chociaż wychowuje się już 3 – 4 pokolenie po wojnie.

    • Powiedziałeś A , powiedz B, Jak polonizowali. Polacy Niemców .Jak bylem gówniarz to myślałem , ze przejście na stronę zwycięscy, to zdrada. Dzisiaj myślę, ze to odwaga i rozsadek.
      Emigracja pokojowa tez ciekawy temat. Tysiące Polaków walczyło u Napoleona, w Rosji, Niemczech itd.,itp. i prawie wszyscy”dobrowolnie”, nawet Józef Piłsudski. Dezercja była, jest i będzie. Niech ci przy żłobie tak rządzą, żeby nie było wojny i każdy był syty. Miliony Polaków uciekło i ucieka z Polski za chlebem. Uciekają przed nieudolnymi rządami, korupcja itp. A jak ich zaciągną do wojska albo na wojnę to normalna rzecz. Wolność i pokój ma swoja cenę.
      ( NATO) USA żołnierz dobrowolnie nie będzie bronił Polski, Litwy i innych jak jego rząd na tym nie zarobi. Takie jest prawo łupa. Pluli Polacy na Hitlera i zebrali u Francuzów i Anglików.
      Dzisiaj plują na Merkel i Putina i żebrają w USA. Polak nawet po szkodzie ciemny jak trampek.

  3. Artykuł ciekawy. Porusza ważne i bolesne kwestie. Mieszkam w Świętochłowicach. Znam osoby, które siedziały w obozie Świętochłowice-Zgoda. Na terenie obozu są ogródki działkowe…tylko brama została. Spróbuj kwiatki albo znicz postawić to Cię działkowcy zlinczują. W szkołach też milczą. Ofiary odchodzą. Samuel Morel nie odpowiedział za swoje zbrodnie. Do końca życia dostawał wojskową emeryturę. A co do volkslisty faktycznie Ślązacy z automatu dostawali IV grupę.

    • Akurat ten obóz to jeden z kilku, gdzie „zgładzano” więźniów. I dokonywali tego strażnicy w polskich mundurach, dokonywano na terenie wyzwolonej Polski.
      Ale pojęcie polskich obozów zagłady drażni czy już nawet jest nielegalne.

        • Nie było robić wojny byłoby po staremu. Polok głupi nawet po szkodzie.

        • To byli polscy szabrownicy w z orzełkami bez korony i nie na ziemiach odzyskanych tylko podarowanych a później tak zwane ziemie wycyckane. Osiedlano tam na poniemieckich umeblowanych mieszkaniach, willach i gospodarstwach przeważnie tych co wcześniej dostali włości na Ukrainie po wypędzonych carskich urzędnikach i Ukraińskich bogaczy. Wcześniej mieli za pachołków Ukraińskich niewolników później niemieckich fachowców. Pomimo tego zniszczyli, zrujnowali i zrabowali co się dało. Dzisiaj dzięki kontroli Unii i pieniędzy RFN, widać pewną poprawę. Nieliczni wyrośli na praworządnych obywateli, reszta żyje jak dawniej. Korzystają z otwartej granicy poszerzając zakres swej wrodzonej nienawiści do porządku, prawa i posłuszeństwa organizując wyprawy po mienie łupieskie do Szwabii. Wielu pracuje dobrowolnie na czarno. Nie wywołujcie wilka z lasu, bo znowu was napadnie z tyłu i zerżnie d… aż będziecie mieli wielkie oczy jak babcia czerwonego kapturka.

  4. Volksdeutsch czy komunista jedno draństwo!
    Jeśli tylko podpisał Volkslistę to był zwuykłą gnidą jeśli pomagał okupantowi to był zdrajcą i nie ma tego co za woalem sofizmatów ukrywać.

    • Widać że masz znikome pojęcie w tym temacie i rzucasz tylko pogardliwe słowa. Jesteś niczym mieszkaniec Afryki, który chce krzykiem przekonać wszystkich że śnieg nie istnieje. Taki ktoś nigdy nie zrozumie i zawsze będzie pałał pogardą.

  5. Halo, a jak to było z polonizacja po I WS. i II WS? A wcielaniem do Andersa w Italii?
    (jak zaraz tu nie podpiszesz h… złamany to cie rozpie…. w sraczu głową w gównach i dostaniesz kopa w d.. przy pochowku.) A te 10 000 tys. dzisiaj w BRD amtach z podaniem błagalnym o obywatelstwo….. a te zebraki w Anglii? Wstyd i hańba, Medal ma dwie strony.

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

W mrokach średniowiecza Polską rządziły kobiety. I były piekielnie skuteczne

rycheza

Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium. Ich duma unicestwiła królestwo. Bezkompromisowa opowieść przywracająca godność najważniejszym kobietom w dziejach polskiego średniowiecza. Już dzisiaj kup „Damy ze skazą” z autografem autora!

2 listopada 2016 | Czytaj dalej...

Damy ze skazą. Bez nich nie byłoby Polski

zapowiedz2-miniatura

Silne, bezwzględne i żądne władzy. Oto historia kobiet, które nie czekały bezczynnie, co przyniesie los. To właśnie one sprawiły, że początki państwa polskiego wyglądały tak, a nie inaczej. Poznaj „Damy ze skazą”, bohaterki naszej najnowszej książki, którą wydajemy wspólnie ze Znakiem Horyzont.

30 października 2016 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Imperium

Czy wiesz że...

polki-4
w czasie rzezi wołyńskiej ukraińscy mężowie zabijali swoje polskie żony? Do tych zbrodni popychała ich ideologia nacjonalistyczna.

rosyjskie-sieroty
Finowie mieli własne obozy koncentracyjne? Za ich drutami zamęczali i swoich własnych współobywateli i jeńców radzieckich w czasie drugiej wojny światowej.

piegi
dawniej piegi uważano za paskudny defekt urody? Panie walczyły z nimi z gorliwością godną lepszej sprawy!