Damy - empik

Krew, pot i łzy… oraz szampańska zabawa. Tak wyglądało prawdziwe życie myśliwców RAF-u

Autor: | 20 maja 2016 | 9,193 odsłon

Piloci RAF-u żyli szybko i ginęli młodo (źródło: domena publiczna).Piekielna niepewność jutra, smród benzyny lotniczej, jazgot działek i karabinów maszynowych, odór spalonych ludzkich ciał. Do tego cysterny wypitej whisky i upojne noce z przygodnie poznanymi kobietami. Pilot myśliwski Royal Air Force żył szybko i gwałtownie. Często tak też umierał…

Podczas Bitwy o Anglię piloci myśliwców byli uważani za podniebnych herosów, niemal rycerzy Okrągłego Stołu, których udziałem był zaszczyt obrony królestwa przed germańskimi hordami. Oni sami za to początkowo nie do końca zdawali sobie sprawę z brutalności walki w powietrzu. Jak to ładnie ujął jeden z nich: tej paczce rozdokazywanych małych Johnów Wayne’ów w głowie były tylko piwo, kobiety i spitfire’y.

Niestety, statystyki były nieubłagane. Dla wielu z tych chłopców podniebna przygoda kończyła się brutalną śmiercią.

Obrońcy imperium

Wielu brytyjskich pilotów miało 19-20 lat i było świeżo po szkole lotniczej. Dwudziestokilkulatkowie mogli uważać się już za stare wygi. Żółtodziób, przychodzący z jednostki szkoleniowej do dywizjonu myśliwskiego, nie miał prawa przeżyć pierwszych pięciu lotów bojowych. Kiedy jakimś cudem mu się to udawało, jego szanse na przetrwanie rosły, jednak znów spadały po wykonaniu dwudziestu lotów.

"Jeszcze nigdy tak liczni nie zawdzięczali tak wiele tak nielicznym" tymi słowami Winstona Churchilla zachęcano młodych ludzi do wstąpienia w szeregi RAFu (źródło: domena publiczna).

„Jeszcze nigdy tak liczni nie zawdzięczali tak wiele tak nielicznym” tymi słowami Winstona Churchilla zachęcano młodych ludzi do wstąpienia w szeregi RAF-u (źródło: domena publiczna).

Nowicjusz dostawał przeważnie najgorszy, najczęściej postrzelony i łatany samolot. Do tego obsługiwany przez najbardziej nieudolnych i leniwych mechaników w dywizjonie. W powietrzu zajmował zwyczajowo ostatnie miejsce w szyku i był szczególnie narażony na ataki myśliwców Luftwaffe.

W okresie najcięższych bitew powietrznych nad Anglią, w sierpniu i wrześniu 1940 roku, służba w jednostkach myśliwskich RAF-u była szczególnie ciężka. Podpułkownik Peter Matthews, pilot 1 dywizjonu z Northolt wspominał:

Chodziliśmy spać tuż po zapadnięciu zmroku, próbowaliśmy się trochę zdrzemnąć, a potem znowu… Najgorsze było czekanie. Siedzieliśmy ze ściśniętymi żołądkami i graliśmy w pokera. (…) Wciągu dnia podrywano nas ze trzy, cztery, a nawet pięć razy. W powietrzu byliśmy nie dłużej niż 30 czy 45 minut. Jakoś to znosiliśmy, bo byliśmy młodzi.

W kokpicie

Pilotowanie myśliwca w 1940 roku to zajęcie wyjątkowo niewdzięczne. Kokpit „Spitfire’a” czy „Hurricane’a” był ciasny, wręcz klaustrofobiczny. Trudno do niego wejść, a co dopiero wydostać się w powietrzu z uszkodzonego samolotu. Aby tego dokonać, najprościej było zrobić półbeczkę, czyli obrócić maszynę podwoziem do góry, odsunąć osłonę kabiny i pozwolić działać sile ciążenia. Należało przy tym uważać, aby nie rąbnąć przypadkiem w ogon samolotu.

Na większych wysokościach lotnikom dawało się we znaki przenikliwe zimno. Na pułapie 7,5 tysiąca metrów temperatura wynosiła trzydzieści stopni poniżej zera, a kabiny pilota w żaden sposób nie ogrzewano. Pełna za to była spalin, oparów wysokooktanowej benzyny lotniczej czy przepalonego oleju. Upaprana wymiocinami tablica przyrządów nikogo nie dziwiła.

W tych samolotach brytyjscy lotnicy walczyli nie tylko z hitlerowskim agresorem, ale również z chłodem i własnymi słabościami (źródło: domena publiczna).

W tych samolotach brytyjscy lotnicy walczyli nie tylko z hitlerowskim agresorem, ale również z chłodem i własnymi słabościami (źródło: domena publiczna).

Walka manewrowa przypominała diabelski młyn i była bardzo wyczerpująca fizycznie. Zesztywniałymi z zimna rękami trzeba było ostro szarpać drążkiem sterowym, a zziębniętymi stopami bezustannie kopać pedały sterów. Do tego dawały się we znaki bóle karku, ponieważ piloci bezustannie rozglądali się, wypatrując wroga.

Zegary w kabinie wirowały w rytm ewolucji samolotu, a chaos potęgowało jeszcze radio, w którym na przemian krzyżowały się komendy i ostrzeżenia dowódców oraz okrzyki zwycięstwa bądź rozpaczy zestrzelonych kolegów. W takich warunkach trzeba było jeszcze pilnować swego miejsca w szyku, mieć baczenie na skrzydłowego, zlokalizować wroga, wycelować, trafić…

Śmierć na tysiąc sposobów

Myśliwcy ginęli nie tylko od pocisków nieprzyjacielskich samolotów. Równie często ponosili śmierć w katastrofach spowodowanych przez niespodziewane, trudne warunki atmosferyczne, czasem w ogniu własnej artylerii przeciwlotniczej, po zaplątaniu się w liny balonów zaporowych, przez błędną ocenę sytuacji taktycznej, wreszcie w wyniku zwykłej ludzkiej niedbałości. Dawały im się we znaki także „gremliny”, czyli niewytłumaczalne awarie mechaniczne, występujące nawet po drobiazgowych kontrolach maszyn.

Peter Townsend (z lewej) i C. B Hull - jeden z najwybitniejszych duetów w historii Royal Air Force (źródło: domena publiczna).

Peter Townsend (z lewej) i C. B Hull – jeden z najwybitniejszych duetów w historii Royal Air Force (źródło: domena publiczna).

Lotnicy najbardziej bali się płomieni. Słynny as myśliwski Peter Townsend stwierdził nawet, że wojna jest kostnicą, w której większość moich znajomych zmieniła się w spalone, okaleczone trupy. Śmierć w tym przypadku wydawała się wybawieniem od naznaczonego bólem życia ze zdeformowanymi przez ogień częściami ciała. Czasami dochodziło do drastycznych wręcz sytuacji.

Polski pilot Witold Herbst był świadkiem awaryjnego lądowania bez wysuniętego podwozia Spitfire’a pilotowanego przez kolegę z dywizjonu, porucznika Tadeusza Kołeckiego. Nieszczęsny pilot nie odrzucił zapasowego zbiornika paliwa, w którym znajdowała się jeszcze benzyna i został uwięziony we wraku. Potrzaskany samolot zapalił się, a wóz straży pożarnej utknął gdzieś na skraju lotniska.

"Dajcie nam narzędzia i...". Właśnie tak motywowano brytyjskich żołnierzy do walki. Plakat autorstwa Franka Newboulda (źródło: domena publiczna).

„Dajcie nam narzędzia i…”. Właśnie tak motywowano brytyjskich żołnierzy do walki. Plakat autorstwa Franka Newboulda (źródło: domena publiczna).

Na miejscu oprócz Herbsta był jeszcze podporucznik Roman Brygider. Doszło wówczas do rozdzierających serce scen:

Pilot – oszołomiony lub ranny – zaczął krzyczeć przeraźliwie. Staliśmy sparaliżowani. Widzieliśmy wśród płomieni sylwetkę pilota usiłującego otworzyć kabinę. (…) Brygider zdecydował się pierwszy. Wyciągnął pistolet celując w Kołczaka. Chybił. Sięgnąłem po swoją broń. Pudło. Krzyk w kabinie pilota zmienił się w nieludzkie wycie. (…) Rzuciłem się na ziemię i, używając ramy roweru jako podstawy, strzeliłem jeszcze raz. Wycie ucichło. Kołczak nie żył.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2

Powiedz innym co myślisz:

Dariusz Kaliński - Specjalista od II wojny światowej i działań sił specjalnych, a także jeden z najpoczytniejszych w polskim internecie autorów z tej dziedziny. Od 2014 roku stały publicysta "Ciekawostek historycznych.pl". Wielbiciel zlotów militarnych, zespołu Dżem i talentu aktorskiego Clinta Eastwooda.

Okupacja
Komentarze do artykułu (1)
  1. Prezentujemy kilka komentarzy z naszego facebookowego profilu:

    //www.facebook.com/ciekawostkihistoryczne/posts/1304850752876914

    Edward P.: Mojej babci szwagier Antoni Obuchowski był mechanikiem naziemnym w polskich dywizjonach lotniczych . Opowiadał jak wyglądało życie pod angielskim niebem.Olbrzymia odpowiedzialność za stan techniczny samolotów.Jeżeli były jakieś wątpliwości to trzeba było zasuwać na lotnisko i sprawdzić czy jest wszystko ok.Znam więc jak to było w rzeczywistości.

    Tomasz M.: Tadeusz Kibort brat mojej Mamy był lotnikiem właśnie tam Babcia tylko krzyżyk zachowała,nigdy nie dowiedziałem się co się z nim stalo.Po wojnie przez pewien czas był z rodziną Eliot.

    Maciej L.: Nie przesadzajcie z tym alkoholem Nie byliby w stanie walczyć w powietrzu Nawet jako młodzi ludzie Natomiast jest pewne ze dostawali coś w rodzaju amfetaminy Nawet o tym nie wiedzac Również załogi bombowców Szczególnie tych nocnych Z mojej dalszej rodziny zgineło gdzies nad Niemcami dwóch kuzynów Latali w RAFie w nocnych bombowcach

    Tomasz B.: miałem przyszywanego krewnego który latał nad oceanem na WELLINGTONIE opowiadał że za jeden lot nad niemcy ci z bombowców dostawali równowartość nowego samochodu. Sam wrócił do Polski po odwilży z nowiutkim krążownikiem szos

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

W mrokach średniowiecza Polską rządziły kobiety. I były piekielnie skuteczne

rycheza

Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium. Ich duma unicestwiła królestwo. Bezkompromisowa opowieść przywracająca godność najważniejszym kobietom w dziejach polskiego średniowiecza. Już dzisiaj kup „Damy ze skazą” z autografem autora!

2 listopada 2016 | Czytaj dalej...

Damy ze skazą. Bez nich nie byłoby Polski

zapowiedz2-miniatura

Silne, bezwzględne i żądne władzy. Oto historia kobiet, które nie czekały bezczynnie, co przyniesie los. To właśnie one sprawiły, że początki państwa polskiego wyglądały tak, a nie inaczej. Poznaj „Damy ze skazą”, bohaterki naszej najnowszej książki, którą wydajemy wspólnie ze Znakiem Horyzont.

30 października 2016 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Imperium

Czy wiesz że...

Wagner
…słynna amerykańska aktorka zginęła po szamotaninie wyrzucona z jachtu? To nie jedyny przykład, gdy młoda kobieta oddała życie dla sławy.

rosa
…mit o zębatej waginie jest stary jak świat? Nawet Apacze, mieszkańcy Dalekiego Wschodu i Oceanii mieli swoje wersje opowieści o żarłocznej otchłani między kobiecymi udami.

Charlotta
…księżniczka Charlotta pruska, siostra cesarza Wilhelma II, nienawidziła dzieci? Gdy jej niekochana jedynaczka nie mogła zajść w ciążę, nie okazała cienia współczucia, warcząc, że może żyć „bez przeklętego miotu”.