Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Przedwojenny GROM. Mieliśmy swoich komandosów, kiedy Brytyjczykom jeszcze się o tym nie śniło

Brytyjscy komandosi wcale nie byli pierwsi! Zdjęcie poglądowe polskich spadochroniarzy z okresu międzywojennego (źródło: domena publiczna; koloryzacja: Rafał Kuzak).Tych żołnierzy trzeba uznać za pierwszy aliancki oddział specjalny drugiej wojny światowej. Mieli urządzić bezwzględne polowanie na niemieckich dowódców wojskowych i funkcjonariuszy NSDAP w Prusach Wschodnich. I byli rzecz jasna Polakami.

Wiosną 1939 roku Oddział II Sztabu Głównego Wojska Polskiego opracował plan przerzucenia na teren Prus Wschodnich specjalnych grup dywersyjno-rozpoznawczych. Polskie oddziały miały prowadzić tam działania paraliżujące niemiecką administrację państwową i infrastrukturę terenową oraz eliminować dygnitarzy wojskowych i partyjnych. Ich transport na terytorium wroga zamierzano przeprowadzić drogą lotniczą.

Bydgoscy komandosi

W maju 1939 roku w Bydgoszczy otwarto Wojskowy Ośrodek Spadochronowy. To tam mieli szkolić się dywersanci. Dowódcą ośrodka został major Władysław Tuchółko. Podlegali mu kapitanowie Kulesza i Rybicki, odpowiedzialni za transport lotniczy. Sprzętem spadochronowo-desantowym opiekował się porucznik Kędzierski.

Grupowy skok polskich spadochroniarzy na zdjęciu z lat 30. (źródło: domena publiczna).

Grupowy skok polskich spadochroniarzy na zdjęciu z lat 30. (źródło: domena publiczna).

Z zakresu dywersji szkolenia prowadził porucznik Jerzy Górecki, działań saperskich uczył podporucznik Jerzy Siegenfeld, łączności zaś podporucznik Wacław Malinowski. Szkolenia spadochronowe prowadzili instruktorzy Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej: Antoni Grabowski, Julian Gębołyś i Feliks Zacharski. Ośrodkowi przydzielono trzy samoloty transportowe Fokker F-VII/3m z załogami i personelem technicznym.

Pierwszy dwumiesięczny kurs dywersyjny dla osiemdziesięciu oficerów i podoficerów ruszył na początku czerwca 1939 roku. Preferowano kandydatów posługujących się językiem niemieckim lub rosyjskim, co jednoznacznie określało przyszłe kierunki działań grup specjalnych. Ponadto każdy z nich musiał cieszyć się doskonałą kondycją fizyczną i być po podstawowym przeszkoleniu spadochronowym. Jak to obrazowo ujął jeden z kursantów, wszyscy to byli chłopy jak dęby.

Samolot Fokker F-VII/3m. To właśnie takie maszyny przydzielono bydgoskiemu Wojskowemu Ośrodkowi Spadochronowemu (źródło: domena publiczna).

Samolot Fokker F-VII/3m. To właśnie takie maszyny przydzielono bydgoskiemu Wojskowemu Ośrodkowi Spadochronowemu (źródło: domena publiczna).

W skład każdej grupy specjalnej wchodziło od ośmiu do dziesięciu żołnierzy o różnych specjalnościach, co miało zagwarantować przeprowadzenie dowolnego rodzaju misji. Podczas akcji taka drużyna dzieliła się na trzy zespoły: osłonowy, saperski-niszczący i łączności.

Szkolenie

Przy szkoleniu duży nacisk położono na zaprawę fizyczną, walkę wręcz i długie, wyczerpujące marsze z pełnym obciążeniem bojowym. Żołnierze uczyli się również pracy konspiracyjnej i organizowania ruchu oporu na zajętym przez wroga terytorium. Wszyscy kursanci przeszli doskonalące szkolenia spadochronowe, charakterystyczne dla elitarnych jednostek specjalnych.

Obejmowały one skoki w trudnych warunkach atmosferycznych, podczas silnego wiatru, w deszczu czy we mgle, oraz w zróżnicowanych warunkach terenowych – w lesie, w rejonach zbiorników wodnych i na bagnach. Przeszkolenie saperskie obejmowało naukę skutecznego niszczenia różnorodnych obiektów przemysłowych i komunikacyjnych przy wykorzystaniu małych ilości materiałów wybuchowych.

Sprzęt i uzbrojenie

W ośrodku w Bydgoszczy wdrażano i testowano sprzęt, który w przyszłości miał być na wyposażeniu nie tylko drużyn specjalnych, ale i planowanej większej jednostki spadochronowej. Według wymogów spadochroniarzy warszawska fabryka sprzętu łączności „Ava” wyprodukowała miniaturową radiostację o wadze zaledwie dwóch kilogramów.

Każdy ze spadochroniarzy szkolonych w Bydgoszczy musiał oddawać skoki w trudnych warunkach atmosferycznych. Zdjęcie podglądowe przedstawiające kurs spadochronowy, lata 30. (źródło: domena publiczna).

Każdy ze spadochroniarzy szkolonych w Bydgoszczy musiał oddawać skoki w trudnych warunkach atmosferycznych. Zdjęcie podglądowe przedstawiające kurs spadochronowy, lata 30. (źródło: domena publiczna).

Saperzy pod kierownictwem pułkownika Stelmachowskiego skonstruowali specjalną małą minę do niszczenia torów. Miała szerokość szyny kolejowej i wybuchała pod wpływem nacisku bądź próby podniesienia. Jednostka otrzymała ponadto do testów kilka pistoletów maszynowych „Mors” próbnej serii.

Popisowa akcja

Ukoronowaniem kursu były ćwiczenia przeprowadzone 2 sierpnia 1939 roku. Dwudziestu dywersantów, dowodzonych przez porucznika Góreckiego, miało zostać zrzuconych w rejonie linii kolejowej Mińsk Mazowiecki – Tłuszcz.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Czy wiesz, że ...

…pierwowzorem stereotypowego fryzjera geja był polak Antoni Cierplikowski? Żona tego króla fryzjerów musiała patrzeć, jak trwonił pokaźny majątek na utrzymanków.

...królowa Afganistanu od 1926 roku Soraja założyła pierwsze kobiece czasopismo w tym kraju i była ministrem edukacji? Z kolei jej szwagierka, Kobra, dała początek Organizacji Ochrony Kobiet, otwarcie zwalczającej stare zwyczaje, uprzedzenia, akty dyskryminacji.

...jednym ze sposobów na przeżycie w gułagu było samookaleczanie? W ten sposób można było uniknąć pracy ponad siły. Można było symulować chorobę przez wsypywanie do oczu pyłku z ołówka albo wstrzykiwanie ropy naftowej pod skórę, a pewna kobieta przebiła sobie palec u nogi na wylot wielkim gwoździem.

...największy zjazd monarchów przed I wojną światową odbył się z okazji pogrzebu króla Wielkiej Brytanii Edwarda VII? Zgromadzeni władcy dalecy byli jednak od żałobnego nastroju.

Komentarze (10)

  1. indian Odpowiedz

    Nazwanie ludzi po 2 miesięcznym kursie przedwojennym Gromem to chyba jednak bzdura… Niemniej artykuł ciekawy.

  2. CzeNX Odpowiedz

    Ta narracja historyczna(?) w stylu cepeliady jest już irytująca. Mieliśmy (mieć) super samoloty, super czołgi, super karabiny, super okręty (aż trzy na krzyż), super lasery bajery lepsiejsze od szwabskich i amerykanckich… tylko Niemcy nam na to nie pozwolili, bo zbyt wcześnie zaatakowali – psy zdradzieckie razem z ruską swołoczą. Poczekaliby z wojną ze 20 lat – to byśmy ich czapkami nakryli. Wodzu prowadź na Kowno ! Nie oddamy nawet guzika !

    • Anonim Odpowiedz

      dokładnie.

      wszystko takie super, że po 4-5 dniach było pozamiatane a po tygodniu próżno było szukać funkcjonującego urzędu w stolicy tego dzielnego kraju. nawet policji brakowało i Starzyński musiał organizować straż obywatelską w obawie przed kradzieżami.

    • Anonim Odpowiedz

      Polskie przeginanie historii. Ale faktem tez jest, ze porównujac te prawie 21 lat II. RP i 27 lat III. RP, to miedzy osiagnieciami tych panstw lezy kosmos. Kraj po 146/123 latach niebytu, zniszczeniach wojennych i dezintegracji narodowej (Polacy walczyli nawet w armiach zaborców przeciw sobie) byl w stanie stworzyc dobrze funkcjonujaca gospodarke, zbudowac nowoczesne miasto portowe, zbudowac zaklady przemyslowe, miec spore osiagniecia techniczne – wlasny przemysl lotniczy, wlasny przemysl motoryzacyjny i zbrojeniowy, wlasna nowoczesna flota, jaka by nie byla, juz w 40-tych latach miano budowac metro w Warszawie itd. itp. A dzisiaj? Wszystko posprzedawane, wszystko zagraniczne i z importu, kto ma cos w glowie, ten emigruje i wspomaga swoja wiedza inne panstwa. Po prostu szkoda gadac…

  3. Anonim Odpowiedz

    Mówimy o czasach, kiedy o wojnach myślano jeszcze kategoriami starć całych armii. Jednostki specjalne w tamtym czasie na pewno były rzadkim zjawiskiem :) Myślę, że możemy być z nich dumni zamiast narzekać, że Niemcy byli skuteczniejsi. Wszystko co zawodzi w oczach wielu przestaje budzić podziw i szacunek.

    • sss Odpowiedz

      No bo realnie były to starcia całych armii. Jednostkami specjalnymi trudno wygrać klasyczną wojnę, więc gdybyśmy nawet mieli 1000 komandosów, to i tak nic by to nie zmieniło. Natomiast czy faktycznie jednostki specjalne były wtedy aż tak rzadkim zjawiskiem? – kwestia jak zdefiniujemy jednostki specjalne. Jeśli zgodzimy się, że są to po prostu odpowiednio przeszkoleni żołnierze do walki na tyłach wroga (czyli akcji dywersyjnych), to myślę że bez problemu takich żołnierzy w tamtym okresie znajdziemy i u Niemców i u Stalina.

      • Kasjusz Odpowiedz

        Abwehra wyszkoliła oddział dywersyny, będący częścią Legionu Ukraińskiego, złożony z ochotników ukraińskich. Oddział wyposażony w MP 38 i odpowiednio przeszkolony był przeznaczony do działań na zapleczu wojsk polskich. Najprawdopodobnie nie wszedł od do użycia z powodu ofensywy wojsk sowieckich. Ukraińcy też więc mieli swój oddział komandosów.

        • Darek Kaliński

          Poruszył Pan bardzo ciekawy temat. W naszym kraju raczej mało kto wie że Ukraińcy u boku Wehrmachtu, jako odrębna jednostka, wzięli udział w agresji na Polskę.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.