Damy - empik

Niemiec, który zdezerterował z Wehrmachtu, by… służyć w Armii Krajowej!

Autor: | 10 marca 2016 | 88,118 odsłon

Na nic zdała się hitlerowska machina propagandowa. Manfred Zanker nie dał zrobić z siebie modelowego nazisty. Na ilutracji fragment niemieckiego plakatu propagandowego (źródło: domena publiczna).Manfred Zanker miał zostać nazistą, jak ojciec. Syn działacza NSDAP stwierdził jednak, że nie będzie narażał życia dla szaleńca z wąsikiem. Wagarował z zajęć w Hitlerjugend. By uniknąć poboru do armii, próbował uciec do Szwajcarii. Wreszcie zdezerterował z Wehrmachtu i… wstąpił do polskiej partyzantki. Ten życiorys po prostu trzeba znać! 

W moje ręce powierza się wychowanie narodowe Niemców. Już ja się tym zajmę – zanotował w swoim dzienniku Joseph Goebbels w sierpniu 1932 roku. I dotrzymał słowa. Nazistowska propaganda była obecna na ekranach kin, w radiu, teatrze, szkołach, na uniwersytetach.

Jednym ze sposobów na „wychowanie narodu niemieckiego” było też Hitlerjugend, organizacja młodzieżowa związana z partią nazistowską. Dla Oswina Zankera, pełniącego kierownicze stanowisko w partii w Budziszynie, zapisanie syna Manfreda do Hitlerjugend, było kwestią honoru.

"W moje ręce powierza się wychowanie narodowe Niemców. Już ja się tym zajmę" - obiecywał sobie Joseph Goebbels. Słowa dotrzymał (źródło: Bundesarchiv, lic.: CC-BY-SA 3.0).

„W moje ręce powierza się wychowanie narodowe Niemców. Już ja się tym zajmę” – obiecywał sobie Joseph Goebbels. Słowa dotrzymał (źródło: Bundesarchiv, lic.: CC-BY-SA 3.0).

Syn nazistypacyfistą

Jak większość Niemców, Oswin Zanker po I wojnie światowej zmagał się z biedą. Dopiero po 1933 roku, gdy naziści doszli do władzy, z obwoźnego handlarza stał się zarządcą dużego domu towarowego. Przepełniała go wdzięczność. Wyobrażał sobie, że syn będzie pomagał w budowie narodowej ojczyzny.

Manfred miał jednak inne plany. Chłopaka nie interesowała służba ani partia nazistowska. Nie dla niego zabawa w wojnę. Wolał godzinami patrzeć na rośliny i zwierzęta. Zbierał motyle. Podobno chciał zostać biologiem.

Manfredowi Zankerowi nie po drodze było z ulizanymi kolegami z Hitlerjugend. Codzienna musztra i stanie w szeregu? To nie jego bajka! (źródło: Bundesarchiv, lic.: CC-BY-SA 3.0).

Manfredowi Zankerowi nie po drodze było z ulizanymi kolegami z Hitlerjugend. Codzienna musztra i stanie w szeregu? To nie jego bajka! (źródło: Bundesarchiv, lic.: CC-BY-SA 3.0).

Z zajęć w Hitlerjugend Manfred notorycznie wagarował. Były to jego pierwsze próby ucieczki przed systemem totalitarnym. Ku rozpaczy ojca, nie popierał hitlerowców. Syn nazisty wyrastał na pacyfistę – wstyd i hańba dla całej rodziny! A to był dopiero początek.

Dezerter i symulant

W 1942 roku Manfred skończył osiemnaście lat. Armia potrzebowała takich jak on – wyrośniętych, zdrowych młokosów. Otrzymał wezwanie do hufca pracy w okolice Gdańska. Postanowił, że zamiast tego, ucieknie do Szwajcarii przez zieloną granicę. Niemcy go złapali i za próbę ucieczki trafił do aresztu.

Oswin Zanker musiał użyć swoich wpływów i pieniędzy, by wybawić jedynaka z opresji. Manfred tłumaczył przed sądem, że chciał przedostać się do Afrika Korps. Po trzech miesiącach do więzienia przyjechał ojciec i zawiózł syna prosto do hufca pracy pod Dreznem.

Tam młody Zanker zdobył reputację największego symulanta. Nacierał termometr i wmawiał wszystkim, że ma gorączkę. Wiedział, że na termometrze nie może być więcej niż 38 stopni, bo wtedy zmienia się puls i lekarz może wykryć oszustwo. Udawał też atak wyrostka robaczkowego, aż skierowano go na operację. Szpital był lepszy niż codzienna musztra.

Zamiast hufca pracy Manfreda skusiła piękna Szwajcaria... niestety, nie udało mu się przekroczyć zielonej granicy. Na fotografii hotele w szwajcarskim Leysin (źródło: domena publiczna).

Zamiast hufca pracy Manfreda skusiła piękna Szwajcaria… niestety, nie udało mu się przekroczyć zielonej granicy. Na fotografii hotele w szwajcarskim Leysin (źródło: domena publiczna).

W połowie 1943 roku, kilka miesięcy po ogłoszeniu przez Goebbelsa wojny totalnej, Manfred został szeregowcem w Batalionie Saperów 154 Dywizji Piechoty. Początkowo stacjonował pod Dreznem, po kilku miesiącach jego batalion przeniesiono w okolice Przemyśla.

Szeregowiec Zanker miał już przećwiczony bogaty repertuar sztuczek. Udawanie chorego szło mu tak znakomicie, że przełożeni wysłali go na dwa tygodnie do sanatorium w Krynicy, gdzie kurował się wraz z żołnierzami rannymi na froncie wschodnim. Tam zaczął uczyć się polskiego.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2 3

Powiedz innym co myślisz:

Małgorzata Brzezińska - Dziennikarka, absolwentka Instytutu Dziennikarstwa UW. Zafascynowana dwudziestoleciem międzywojennym, a szczególnie ówczesną sceną kabaretową. Miłośniczka historycznych filmów dokumentalnych oraz spacerów miejskich śladami przedwojennej Warszawy.

Okupacja
Komentarze do artykułu (13)
      • „Jędrusie” z AK scalili się w końcu lipca ’44 roku. Organizacja „Odwet” z której się wywodzili powstała już na jesieni ’39r. Pierwsze akcje „Jędrusiów” to ’41r. Powstanie AK to ’43r. Dowódca oddziału Władysław Jasiński „Jędruś” miał wyrok śmierci od AK za to że nie chciał podporządkować oddziału AK. Równocześnie AK „wypożyczała” „Jędrusiów” do akcji gdzie AK się kompromitowała, np. rozbicie więzienia AK w Mielcu i Opatowie.

  1. Szczerze mówiąc w polskojęzycznym Bildzie czyli Fakcie piszą lepsze teksty. Fatalne to, a te zdjęcia i ich podpisy to już totalna kompromitacja. Po co na siłę wciskać zdjęcia, które nie przedstawiają kompletnie niczego z ilustrowanego nimi tekstu?

  2. Manfred Zaenker, ps. Malutki (200 cm wzrostu). Dobry przyjaciel moich rodziców, W „Jędrusiach” zadołował się tylko dlatego, że zakochał się w Polce o imieniu Stefania, dziewczynie z Sandomierza. Po odniesieniu ran w starciach z hitlerowcami leczył się w okolicach Rudy Pilczyckiej gdzie mieszkali moi rodzice (również z AK). Po wojnie okazał się Manfred niezłym obieżyświatem, ożenił się w Budziszynie, dopracował trójki dzieci, w tym syna Stefana, po czym… wyszedł po papierosy i zniknął na parę lat. W międzyczasie zawędrował nawet na Nordkap. W lata 70-tych leczył się z depresji (również w Polsce, gdzie miałem okazję go poznać. Ciekawy facet. Mówił mieszaniną polsko-rosyjską lecz polski rozumiał doskonale. W latach 80-tych odwiedził mnie już na moim własnym gospodarstwie i potem zaczął mieszkać naprzemiennie; w Busku lub na Węgrzech. Potem w Berlinie (jeszcze zachodnim, potem w RFN, potem już w zjednoczonych Niemczech. Najchętniej jednak przebywał w Busku. Kontakt urwał się po śmierci mojego Ojca w 1998 roku, choć jeszcze parę lat przychodziły pocztówki z dziwnych miejsc rozsianych po całej Europie.

  3. Wybrane komentarze do artykułu z naszego profilu na fb:
    //www.facebook.com/ciekawostkihistoryczne/posts/1249096911785632

    Mat H.: Ciekawa historia w podobnym tonie wydarzyła się także podczas Powstania Warszawskiego. Niemiecki dezerter dołączył do oddziałów powstańczych w których szeregach walczył aż do kapitulacji Mokotowa i aby nie zostać rozstrzelanym, dogadał sie z jednym z polskich kolegów z oddziału, że będą udawać jakoby Niemiec był rannym żołnierzem, którego uratował i wyprowadził do swoich właśnie ten powstaniec. Podstęp się udał, przynajmniej na pewno dla powstańca, którego w „nagrodę” za uratowanie żołnierza niemieckiego wcielono do Wehrmachtu, przeszkolono i skierowano do Włoch jako kierowcę ciężarówki. Następnie powstaniec przy najblizszej okazji uciekł do partyzantów włoskich, którzy pomogli dostać mu się do II Korpusu gen Andersa.
    Co się stało z Niemcem, nie wiadomo, ale zapewne żadnych konsekwencji nie poniósł, bo w końcu nikt nie wiedział, że wcześniej zdezerterował.

    Paweł C.: Wujek mojej matki też uciekł, po podpisaniu wolksdojcze, wcielony siłą do wehrmachhtu. Jego ojciec w więzieniu za to że był radnym w Brodnicy, miejscowości polskiej przed wojną, donosił chleb skazańcom, początkowo brytyjskim potem rosyjskim do obozu, bo pracował w piekarni Niemca. Wraz z kolegami Polakami wcielony do armii niemieckiej. Przeszkolony służył w Serbii, zrzucił szwabskie łachy, ukradł z linki ciuchy i wiał do Afryki do Armii Andersa przez Grecję. Po drodze zabił SS-mana który rozkazywał w okopach nastoletnim chłopcom wcielonym do SS.

    Dariusz W.: zaraz napiszecie ze wszyscy Niemcy przeszli na strone nasza by walczyc ze Zwiazkiem Radzieckim..coz takie czasy..
    Dariusz W.: dzisiaj nie wypada zle mowic o Niemcach Żydach.. nie wypada..szkodzi to Polsce.. a jak Rosjanie byli w naszym wojsku to krzyku co niemiara..

    Nena K.: Panie Dariuszu, proszę być bardziej obiektywnym. Tu nie chodzi i to, co wypada czy nie tylko o starą jak świat prawdę, że są ludzie i istoty czlekoksztaltne. Tych kilka historii ludzi przechodzących na stronę „wrogów” bo nie godzą się że sposobem postrzegania tłumu nie umniejsza krzywdy jaką III Rzesza wyrządził Polsce i światu a daje po prostu powód do małej konkluzji, że nie każdy jest zły. Moi dziadkowie i mama dużą część wojny przeżyli również dzięki kilku Niemcom nie popierajacym w duchu calego tego barbarzyństwa.

    Sebastian S.
    : Dokładnie. Dlatego nie każdy syn komunisty będzie komunistą etc.
    Należy o tym pamiętać

    Mateusz P.
    : Oj nie pisz tego publicznie:p.

    • Cytuję: „Paweł C.: Wujek mojej matki też uciekł, po podpisaniu wolksdojcze, wcielony siłą do wehrmachhtu. Jego ojciec w więzieniu za to że był radnym w Brodnicy, miejscowości polskiej przed wojną, donosił chleb skazańcom, początkowo brytyjskim potem rosyjskim do obozu, bo pracował w piekarni Niemca. Wraz z kolegami Polakami wcielony do armii niemieckiej. Przeszkolony służył w Serbii, zrzucił szwabskie łachy, ukradł z linki ciuchy i wiał do Afryki do Armii Andersa przez Grecję. Po drodze zabił SS-mana który rozkazywał w okopach nastoletnim chłopcom wcielonym do SS”.

      Ręce opadają… czy tego nie można było napisać w języku polskim??? Dalej – nie można podpisać „volksdocze” tylko ‚Volksliste”, której nadto nikt w Brodnicy nie podpisywał. Pewnego dnia uznano, iż każdy kto był poddanym cesarza niemieckiego lub Wolnego Państwa Prusy przed 10 stycznia 1920 – dostaje przymusowo obywatelstwo III Rzeszy.

  4. Około 2000 roku, mieszkając wraz z mężem i synem w Staszowie, a potem w Połańcu, też poznaliśmy p. Manfreda :-) – miły i trochę zabawny starszy pan. Ubierał się dość oryginalnie, uwielbiał niezliczone ilości kieszeni – na różnych wysokościach i z różnych stron na rękawach, na nogawkach… wszędzie, gdzie tylko można sobie wyobrazić :-) Mam o nim małą książeczkę, gdzie na okładce z jednej z takich kieszeni wygląda główka ślicznego malutkiego kotka :-) Resztkę włosów wiązał nad karkiem w mały ogonek, a pojedynczy, sterczący do przodu zabawny wąs, „zaglądając do kieliszka”, odgarniał na bok :-D
    Bywaliśmy w jego, jak to sam określał, „apartamencie” w Sanatorium „Włókniarz” w Busku Zdroju – malusieńkim pokoiku, gdzie trójka gości z ogromną trudnością mogła się pomieścić…

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

W mrokach średniowiecza Polską rządziły kobiety. I były piekielnie skuteczne

rycheza

Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium. Ich duma unicestwiła królestwo. Bezkompromisowa opowieść przywracająca godność najważniejszym kobietom w dziejach polskiego średniowiecza. Już dzisiaj kup „Damy ze skazą” z autografem autora!

2 listopada 2016 | Czytaj dalej...

Damy ze skazą. Bez nich nie byłoby Polski

zapowiedz2-miniatura

Silne, bezwzględne i żądne władzy. Oto historia kobiet, które nie czekały bezczynnie, co przyniesie los. To właśnie one sprawiły, że początki państwa polskiego wyglądały tak, a nie inaczej. Poznaj „Damy ze skazą”, bohaterki naszej najnowszej książki, którą wydajemy wspólnie ze Znakiem Horyzont.

30 października 2016 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Imperium

Czy wiesz że...


…liberyjski dyktator Samuel Doe zginął w strasznych męczarniach, po wielogodzinnych torturach? Jakby tego było jeszcze mało, po wszystkim został częściowo zjedzony przez swoich zabójców.


…starożytni Rzymianie załatwiali wszelkie potrzeby fizjologicznie wspólnie? Przy okazji ucinali sobie w tym czasie przyjacielskie pogawędki.

powstanki1
…jednym z głównych składników menu powstańców warszawskich była tzw. pluj-zupka? Jej nazwa związana była z tym, że gotowano ją z niełuskanego zboża. W związku z czym jedzący co chwilę musiał wypluwać plewy.