promo do 70

Tresowane mewy i statki pułapki. Jak sto lat temu zwalczano U-booty

Autor: | 12 stycznia 2016 | 9,151 odsłon

Skuteczność U-Bootów sprawiła, że trzeba było znaleźć sposoby na ich zwalczanie. Na ilustracji obraz Willy'ego Stöwera (źródło: domena publiczna).Podczas pierwszej wojny światowej, wraz z gwałtownym wzrostem liczby i skuteczności niemieckich okrętów podwodnych, pierwszorzędnego znaczenia nabrał problem ich skutecznego zwalczania. Ówcześni specjaliści mieli w tej materii pomysły czasem dziwne, a niekiedy wręcz szalone.

Brytyjska marynarka wojenna przystąpiła do Wielkiej Wojny kompletnie nieprzygotowana do lokalizacji i unieszkodliwienia podwodnych jednostek przeciwnika. A problem był palący, ponieważ straty rosły w zastraszającym tempie.

Zmartwienie admirała Jellicoe

O ile w 1914 r. U-booty zatopiły zaledwie 3 statki handlowe, o tyle w kolejnym roku liczba ta wyniosła już 640, a w roku 1916 aż 1301. Przy tym tempie strat we flocie transportowej wyspiarskiemu królestwu groziło widmo głodu.

Dla admirała Johna Jellicoe'a U-booty stanowiły nie lada zmartwienie (źródło: domena publiczna).

Dla admirała Johna Jellicoe’a U-booty stanowiły nie lada zmartwienie (źródło: domena publiczna).

Brytyjczycy byli świadomi powagi sytuacji. Jak cytuje Robert K. Massie w czwartym tomie książki „Stalowe Fortece”, Admirał John Jellicoe, ówczesny dowódca Royal Navy, pisał pod koniec 1916 r.:

Sytuacja żeglugi handlowej jest najważniejszym problemem. (…) Powinny zostać podjęte drastyczne środki kilka miesięcy temu, by powstrzymać zbędny import, wprowadzić racjonowanie żywności i przystąpić do budowy nowych statków. Wszystko trzeba zrobić w tej chwili, o ile nie jest na to już za późno.

Brytyjskie „pospolite ruszenie”

Najważniejszą sprawą było jednak skuteczne zwalczanie okrętów podwodnych. Jednostki brytyjskiej floty były na początku wojny niemal bezbronne wobec atakujących U-bootów. Próbując jakoś zaradzić tej sytuacji, zmobilizowano do współpracy chętnych obywateli i okolice portów zaczęły patrolować prywatne jachty i łódki.

W przypadku napotkania podwodnego wroga miały one jednak marne szanse, aby w jakikolwiek sposób mu zagrozić. Według wspomnianego już Roberta K. Massiego tylko 1 na 10 był uzbrojony w coś większego niż strzelba.

Kolejna ofiara U-boota idzie na dno. No i jak tu walczyć z takim przeciwnikiem? Na ilustracji obraz Willy'ego Stöwera (źródło: domena publiczna).

Kolejna ofiara U-boota idzie na dno. No i jak tu walczyć z takim przeciwnikiem? Na ilustracji obraz Willy’ego Stöwera (źródło: domena publiczna).

Wśród tych jednostek pływających było co najmniej kilka takich, które przewoziły na swoich pokładach po dwóch nurków. Jeden z nich wyposażony był w młotek a drugi w czarny worek. W przypadku zlokalizowania peryskopu U-boota jeden z nurków miał założyć na niego ów worek.

Gdyby to się nie udało, do akcji miał wejść drugi żołnierz i strzaskać młotkiem szkło peryskopu. Pojawiły się również pomysły „uzbrojenia” nurków w kilofy, którymi mieli dziurawić kadłuby wrażych okrętów.

Artykuł powstał między innymi w oparciu o czwarty tom „Stalowych Fortec” Roberta K. Massiego (Finna 2015).

Artykuł powstał między innymi w oparciu o czwarty tom „Stalowych Fortec” Roberta K. Massiego (Finna 2015).

Niektóre koncepcje były wręcz kuriozalne. Proponowano np. rozlać na powierzchni morza zieloną farbę, która oblepiając szkła peryskopu, miała zdezorientować niemieckiego dowódcę co do głębokości zanurzenia jego jednostki.

Rekomendowano również użycie niezwykle silnych magnesów mających unieruchamiać U-booty. Dowództwo brytyjskiej floty, chyba w geście bezsilności, posunęło się nawet do tego, że zatrudniło jasnowidza, aby określać lokalizację kryjących się w głębinach przeciwników!

Jak naprowadzić mewę na cel?

Brytyjczycy prowadzili również pionierskie eksperymenty w dziedzinie wykorzystania zwierząt do lokalizacji okrętów podwodnych. W ścisłej tajemnicy szkolono lwy morskie i mewy. Pierwsze z nich tresowano w ten sposób, aby ignorowały obecność ryb, ale reagowały na dźwięk, jaki wytwarza płynący w zanurzeniu U-boot, za co nagradzane były specjalnymi smakołykami.

Znacznie bardziej zaawansowane były prace nad wykorzystaniem mew. Zadaniem tych ptaków było „zbombardowanie” peryskopu własnymi odchodami, tak aby oślepić niemiecką załogę! Royal Navy potraktowała tę sprawę jak najbardziej poważnie i przydzieliła nawet swój okręt podwodny do prowadzenia prób. Projekt zawieszono ostatecznie w sierpniu 1917 r.

Odchody mewy jako skuteczna broń w walce z U-bootami? Brytyjczycy naprawdę rozważali taką możliwość! (fot. Sanchezn; lic. CC ASA 3.0).

Odchody mewy jako skuteczna broń w walce z U-bootami? Brytyjczycy naprawdę rozważali taką możliwość! (fot. Sanchezn; lic. CC ASA 3.0).

Wszystkie te pomysły nie doczekały się praktycznego zastosowania. Najskuteczniejszym sposobem na zniszczenie U-boota pozostał jego ostrzał lub staranowanie przez okręt nawodny. Ale i w tym przypadku potrzebna była duża doza szczęścia. Rzadko kiedy udawało się przydybać niemiecką jednostkę podwodną na powierzchni, aby można było użyć armat. Niska sylwetka uniemożliwiała jej szybkie wykrycie i ostrzelanie.

Wnętrze U-boota z okresu I wojny światowej (źródło: domena publiczna).

Wnętrze U-boota z okresu I wojny światowej (źródło: domena publiczna).

Maksymalny czas alarmowego zanurzenia wynosił około 3 minut i U-bootom zazwyczaj udawało się skryć bezpiecznie w głębinach. W przypadku taranowania atakujący okręt musiał być na tyle blisko, aby zdążyć dopaść znikającego wroga. Zawsze też istniało ryzyko ciężkiego uszkodzenia własnej jednostki.

Niespodzianki Churchilla

23 czerwca 1915 r., ok. 60 mil na północ od zatoki Firth of Forth, sygnaliści na okręcie podwodnym U-40 dostrzegli mały statek rybacki. Pewni łatwej zdobyczy Niemcy natychmiast skierowali się w jego stronę. „Taranaki”, bo tak się nazywał ów statek, zastopował na sygnał z U-boota. U-40 podszedł bliżej, oczekując, aż brytyjska załoga opuści swoją jednostkę i będzie można zatopić ją ogniem z działa.

Niespodziewanie w kadłub okrętu, tuż pod kioskiem, uderzyła torpeda. U-40 błyskawicznie poszedł na dno. Spośród marynarzy uratowało się tylko trzech ludzi, łącznie z dowódcą, którzy akurat przebywali na zewnątrz, w kiosku.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2

Powiedz innym co myślisz:

Dariusz Kaliński - Specjalista od II wojny światowej i działań sił specjalnych, a także jeden z najpoczytniejszych w polskim internecie autorów z tej dziedziny. Od 2014 roku stały publicysta "Ciekawostek historycznych.pl". Wielbiciel zlotów militarnych, zespołu Dżem i talentu aktorskiego Clinta Eastwooda.

Okupacja

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

W mrokach średniowiecza Polską rządziły kobiety. I były piekielnie skuteczne

rycheza

Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium. Ich duma unicestwiła królestwo. Bezkompromisowa opowieść przywracająca godność najważniejszym kobietom w dziejach polskiego średniowiecza. Już dzisiaj kup „Damy ze skazą” z autografem autora!

2 listopada 2016 | Czytaj dalej...

Damy ze skazą. Bez nich nie byłoby Polski

zapowiedz2-miniatura

Silne, bezwzględne i żądne władzy. Oto historia kobiet, które nie czekały bezczynnie, co przyniesie los. To właśnie one sprawiły, że początki państwa polskiego wyglądały tak, a nie inaczej. Poznaj „Damy ze skazą”, bohaterki naszej najnowszej książki, którą wydajemy wspólnie ze Znakiem Horyzont.

30 października 2016 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Imperium

Czy wiesz że...

szarlatan
…rosyjscy szarlatani przed wiekiem serwowali chorym makabryczne terapie? Przykładowo wenerycy mogli trafić nawet na 5 dni do kupy gnoju.

miniaturka-2
…przy stole plenarnym podczas obrad Okrągłego Stołu zasiadały tylko dwie kobiety i aż trzech biskupów? Na ponad siedemset osób, które w sumie wzięły udział w obradach, było zaledwie pięćdziesiąt pięć kobiet.

plague_victims
…japoński wydział  zapobiegania epidemiom i oczyszczania wody Armii Kwantuńskiej tak naprawdę zajmował się eksperymentami na ludziach? By odczłowieczyć „pacjentów”, nazywano ich „kłodami drewna”.