Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Nie chciałbyś się tam znaleźć po zmroku. Historia tych miejsc mrozi krew w żyłach

Przepraszam, czy tu straszy? (autor: Brenda Clarke, lic. CC BY 2.0).

Przepraszam, czy tu straszy? (autor: Brenda Clarke, lic. CC BY 2.0).

Są takie miejsca w USA, gdzie można umrzeć ze strachu. Nie pomoże strzelba wyładowana solą, zapas święconej wody ani potężne medium. Z pozoru to mogą być idealne budynki na imprezę albo wyprawę ze znajomymi, bo co może grozić w jakimś starym więzieniu czy szpitalu? Sami się przekonajcie.

W mroczne lasy nieopodal Cumberland w stanie Rhode Island lepiej nie zapuszczać się samemu. W latach 1675-76 na tych terenach toczyła się krwawa wojna króla Filipa, w której Indianie Wampanoag i koloniści wyrzynali się nawzajem o prawo do ziemi. W niedzielę 26 marca 1676 roku doszło tam do straszliwych wydarzeń.

Wściekłe duchy kolonistów

Kapitan Michael Pierce poprowadził swój liczący niespełna stu ludzi oddział w stronę obozu wrogo nastawionych rdzennych Amerykanów. Nieopodal wąwozu Blackstone River oddział wpadł w pułapkę, a kapitan zginął.

Legenda głosi, że 9 kolonistów zostało obdartych ze skóry, głowy odrąbano im tomahawkami, a ciała powieszono na drzewach. Dzień później angielscy żołnierze odnaleźli zmasakrowane szczątki i pogrzebali je. Ale to nie koniec historii.

Napis upamiętniający miejsce tragedii - "Nine Men's Misery" w Cumberland (źródło: domena publiczna).

Napis upamiętniający miejsce tragedii – „Nine Men’s Misery” w Cumberland (źródło: domena publiczna).

Miejsce spoczynku ofiar masakry, znane jako „Nine Men’s Misery”, od początku wzbudzało strach. Ludzie widywali jeźdźca na koniu, słyszeli straszliwe krzyki i jęki z lasu. Opowieści podsycał fakt, że w XVIII wieku rabusie wielokrotnie wykopywali szczątki.

Nelson W. Aldrich House w Providence - główna siedziba Towarzystwa Historycznego Rhode Island (fot. Daniel Case, lic. CC BY-SA 3.0).

Nelson W. Aldrich House w Providence – główna siedziba Towarzystwa Historycznego Rhode Island, któremu „oddano” zwłoki (fot. Daniel Case, lic. CC BY-SA 3.0).

Na początku XX wieku cystersi wykupili od miasta tę ziemię i zbudowali na niej klasztor. Nie życzyli sobie na swoim terenie szczątek „pogańskich” kwakrów. Ciała ofiar masakry ponownie wykopano i oddano… Towarzystwu Historycznemu Rhode Island.

W latach 50. ogromny pożar strawił większość klasztoru. Czyżby duchy zemściły się na zakonnikach? Braciszkowie wynieśli się do innego stanu, miasto odzyskało ziemię, a szczątki wróciły na swoje miejsce w 1976 roku. Czy zapewniło to spokój duszom dziewięciu kolonistów?

W tym nawiedzonym „psychiatryku” naprawdę można zwariować

Trans-Allegheny Lunatic Asylum w Wirginii Zachodniej jest największym budynkiem z ręcznie obrabianego kamienia w Ameryce Północnej. Wzniesiono go w drugiej połowie XIX wieku. Umieszczono na elewacji maszkarony, które miały odstraszać złe moce. Mroczna sława tego miejsca zdaje się potwierdzać, że nic to nie dało.

Trans-Allegheny Lunatic Asylum - widok głównego budynku w 2006 roku (fot. Tim Kiser "Malepheasant", lic. CC BY-SA 2.5).

Trans-Allegheny Lunatic Asylum – widok głównego budynku w 2006 roku (fot. Tim Kiser „Malepheasant”, lic. CC BY-SA 2.5).

Szpital mógł pomieścić 250 pacjentów, ale do 1880 roku przyjęto ich niemal trzykrotnie więcej. Przed II wojną światową w salach gnieździło się 1661 pacjentów, a w latach 50. – aż 2600.

Wśród nich byli „epileptycy, alkoholicy, narkomani i niezdolni do edukacji upośledzeni na umyśle”. Przez krótki czas przebywał w Trans-Allegheny sam Charles Manson. W szpitalu przeprowadzano ponoć sto lobotomii tygodniowo oraz regularnie praktykowano elektrowstrząsy.

Inspirację do napisania artykułu stanowił serial CBS Reality "Tropiciele duchów".

Inspirację do napisania artykułu stanowił serial CBS Reality „Tropiciele duchów”.

Szpital Trans-Allegheny był koszmarem dla swoich lokatorów przez całe dekady. Według raportu Charlesa Hoaga pacjenci gnieździli się w „ponurych kwaterach”, żyjąc w warunkach, które „nie spełniłyby podstawowych standardów dla zwierząt domowych”. Dopiero w latach 80., wraz ze zmianą metod leczenia chorób psychicznych, zmniejszyła się liczba hospitalizowanych. Trans-Allegheny ostatecznie zamknięto w 1994 roku.

Ten przerażający szpital odwiedziła także ekipa serialu CBS Tropiciele duchów. Zdaniem filmowców w Trans-Allegheny Lunatic Asylum naprawdę można zwariować ze strachu…

Więzienie, w którym diabeł mówi dobranoc

Swoją historią Old City Jail w Charleston w Karolinie Południowej sięga czasów wojny secesyjnej. Siedzieli tam (i umierali) najbardziej osławieni przestępcy XIX wieku. Wśród nich była Lavinia Fisher, błędnie nazywana pierwszą seryjną morderczynią w historii USA. Przebywał tam także Denmark Vesey, którego oskarżano o próbę wywołania buntu niewolników, a także pirat-truciciel Alexander Tardy. Obecnie w budynku mieści się szkoła, ale zjawiska nadprzyrodzone wciąż przyciągają do Charleston turystów i pasjonatów.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Komentarze (5)

    • Anonim Odpowiedz

      Przecież ten artykuł to reklama amerykańskiego show. W dodatku nawet nie uwzględnili najciekawszych odcinków.

  1. Dociekliwy Odpowiedz

    Przy Trans-Allegheny Lunatic Asylum jako główne źródło wiedzy powinna być podana Wikipedia – ciekawe, że z grubej książki Autorka artykułu wybrała dokładnie te same informacje, jakie są podane na Wiki.
    Chyba nie na tym polega pisanie ciekawostek historycznych?
    Reszty nie chciało mi się sprawdzać. Jestem zażenowany poziomem, jaki ostatnio reprezentuje ta strona – z przyjemnością czytam jedynie artykuły p. Janickiego i p. Janickiej, wnoszące coś nowego.

    • Członek redakcji | Agnieszka Wolnicka Odpowiedz

      Drogi Dociekliwy,

      po dokładnym przestudiowaniu zarówno tekstu artykułu, jak i przytoczonych przez Pana wpisów na wikipedii, trudno mi się zgodzić z Pana zdaniem. Nic dziwnego, że autorka napisała o skrajnych liczbach więźniów, przytoczyła daty powstania budynków i napisała o pewnych historiach – także wspomnianych na wikipedii. Wpisy o przedstawionych tu nawiedzonych miejscach z reguły w języku angielskim są spore, za to w Polsce te historie nie należą do zbyt znanych. Należało je osadzić w pewnym kontekście (co, gdzie, jak, dlaczego). Zapewne stąd wzięło się wrażenie podobieństwa treści. Trudno nie napisać tej samej informacji, że budynek znajduje się w danej miejscowości, powstał w danym czasie, a nawiedzenia kojarzone są z osobą taką a taką. W artykule jednak zdecydowanie większość treści znajdzie Pan nowych.
      Mam nadzieję, że zmieni Pan swoje zdanie i będzie z przyjemnością czytać nie tylko artykuły autorstwa naszych założycieli.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.