Historia z mniej (choć nie zawsze) poważnej strony. Ciekawostki, odkrycia, kontrowersje, czyli „jak to naprawdę było” w formie przystępnej dla każdego.

Nasi Żydzi potrafili liczyć. I Polska mogła na tym zbić miliardy!

Wilhelm Schickard i jego maszyna licząca (fot. repliki Herbert Klaeren, CC BY-SA 3.0).Pierwsze maszyny liczące powstały na ziemiach polskich za sprawą żydowskich uczonych i wynalazców. Tyle że nikt ich nie docenił, a urządzeniami „zajęli się” Rosjanie…

Nie byłoby dzisiejszych komputerów bez prostego kalkulatora. Kalkulatora zaś – bez arytmometrów, czyli maszyn liczących. Te zaczęły na dobre powstawać w XVII w. Najpierw niemiecki matematyk Wilhelm Schickard skonstruował machinę przypominająca suwak logarytmiczny. Potem francuski uczony Blaise Pascal – sumator, nadający się do dodawania i odejmowania.

Urządzenia te nie były tylko sztuką dla sztuki, nie stanowiły gratki dla garstki matematyków i konstruktorów. Jasne było, że rozwijający się handel i budownictwo wymagają coraz bardziej skomplikowanych, coraz szybszych i pewniejszych obliczeń. Na Zachodzie to rozumiano, w Rzeczpospolitej niekoniecznie.

Synowie szlacheccy niezbyt interesowali się tak mało ekscytującą dziedziną jak matematyka i tak prostackim zajęciem jak kupiectwo. Mieszczanom brakowało wykształcenia i mecenasów dla takich ekstrawagancji. Kto więc pozostał na placu boju? Nasi Żydzi.

Pascalina – maszyna licząca zaprojektowana przez Blaise’a Pascala (fot. David Monniaux, CC BY-SA 3.0).

Pascalina – maszyna licząca zaprojektowana przez Blaise’a Pascala (fot. David Monniaux, CC BY-SA 3.0).

Zegarmistrz Radziwiłłów

To było kilka lat przed I rozbiorem Rzeczpospolitej. W Nieświeżu – gnieździe rodowym Radziwiłłów, hojnie sponsorujących artystów i rzemieślników – maszynę liczącą zbudował żydowski zegarmistrz Jewna Jakobson.

Pewnie z ciekawością przyglądał się jej Karol Stanisław Radziwiłł „Panie Kochanku”, gdy mógł już wrócić na Litwę po politycznych perturbacjach. Machina umożliwiała dodawanie, odejmowanie, mnożenie i dzielenie. Prawdopodobnie oparta była na konstrukcji Schickarda.

Polskie cudo w rosyjskich rękach

Nie wiadomo, w ilu powstała egzemplarzach i jakie znalazła praktyczne zastosowanie. Wiemy natomiast, że oglądać jej w Polsce nie możemy. Ani nawet na Białorusi, w której granicach znajduje się dziś Nieśwież.

Otóż jedyny, przepiękny egzemplarz maszyny Jakobsona znajduje się w Muzeum Nauki w Petersburgu (zapewne trafiła tam wywieziona z wieloma innymi skarbami z majątku Radziwiłłów). No i jest jeszcze jej współczesna replika – w amerykańskiej kolekcji informatyka z Polski Waltera Szreka, wykonana przez Francuza Valerego Monniera…

O ile maszyna z Nieświeża była raczej tylko lokalną ciekawostką i bazowała na wcześniejszych projektach, to kolejny arytmometr miał szansę zrobić światową karierę i był zupełnie oryginalny.

Maszyny liczące z przełomu XVIII i XIX wieku nie były tak zaawansowane jak ten arytmometr z I połowy XX wieku, ale były ważnym etapem w rozwoju techiki (fot. CEphoto, Uwe Aranas / CC-BY-SA-3.0).

Maszyny liczące z przełomu XVIII i XIX wieku nie były tak zaawansowane jak ten arytmometr z I połowy XX wieku, ale były ważnym etapem w rozwoju techiki (fot. CEphoto, Uwe Aranas / CC-BY-SA-3.0).

Piętno żydowskiej nauki?

Oto w czasach, gdy powstało urządzenie Jakobsona, w Hrubieszowie urodził się genialny wynalazca Abraham Stern. Talent jego musiał być naprawdę widoczny, skoro sam Stanisław Staszic (człek światły, lecz za Żydami nieprzepadający) postanowił go wesprzeć. Nad urządzeniami swymi pracował Stern w czasach Księstwa Warszawskiego, a po jego likwidacji – w Kongresówce.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz