Damy - empik

Polska wojna biologiczna. Czy Armia Krajowa wytruła jak szczury setki niemieckich cywilów?

Autor: | 13 listopada 2015 | 22,145 odsłon

Dowódca Armii Krajowej generał Rowecki był gotowy sięgnąć nawet po środki masowego rażenia w walce z Niemcami (źródło: domena publiczna; koloryzacja: RK).

Dowódca Armii Krajowej generał Rowecki był gotowy sięgnąć nawet po środki masowego rażenia w walce z Niemcami (źródło: domena publiczna; koloryzacja: RK).

Mięso na stołówkach doprawione solami uranowymi i wąglikiem, trujące kosmetyki czy wagony kolejowe „Nur für Deutsche” skażone śmiercionośnymi zarazkami. To tylko część z arsenału niekonwencjonalnych środków, wykorzystywanych w wojnie biologicznej, jaką dowódca Armii Krajowej wypowiedział Niemcom.

O tym, że były to powszechnie stosowane i zabójczo skuteczne metody możemy się przekonać czytając relację Stanisława Janusza Sosabowskiego „Stasinka” (syna gen. Sosabowskiego), którą w pierwszej połowie lat 90. minionego stulecia spisał Dariusz Baliszewski.

Człowiek, który zgładził 700 Niemców

W trakcie rozmowy były dowódca kompanii „Kolegium A” Kedywu AK, który posiadał wykształcenie medyczne, przyznał, że za jego sprawą życie straciło od 500 do nawet 700 Niemców! Wszyscy oni padli ofiarą broni biologicznej i chemicznej. Jak wyjaśniał po latach wtedy już blisko 80-letni Sosabowski:

Stanisław Janusz Sosabowski na zdjęciu z harcerskich czasów (źródło: domena publiczna).

Stanisław Janusz Sosabowski na zdjęciu z harcerskich czasów (źródło: domena publiczna).

To się nazywało »materiały specjalne«, przylatywały z Anglii z każdym cichociemnym. Specjalnie zabezpieczone ampułki z acetonem uranu [prawdopodobnie chodzi o octan (acetat) uranu – RK]. Miesiąc po »spożyciu« pojawiało się zapalenie nerek, na które nie było ratunku. Albo ampułki z iperytem, czyli gazem musztardowym w płynie. W zależności od stężenia, wcześniej lub później, dawał objawy tyfusu i nieuchronną śmierć.

Antrax, czyli wąglik płucny, dodawało się do mięsa w niemieckich jednostkach żywienia zbiorowego. Jedne ampułki otrzymywali restauratorzy czy nasi zaprzysiężeni kelnerzy w lokalach „»Nur für Deutsche«, inne współpracujący z nami fryzjerzy w hotelach tylko dla Niemców, a podobno, jak słyszałem, czasem także nasze kosmetyczki w niemieckich salonach urody. 

Komórka do zadań bardzo specjalnych

Wszystko to było elementem dobrze przemyślanej i szczegółowo zaplanowanej akcji, prowadzonej niemal od samego początku wojny. Już w marcu 1940 r. komendant Związku Walki Zbrojnej na terenie okupowanym przez Niemców, płk Stefan Rowecki „Rakoń”, pisał w jednym z meldunków do gen. Kazimierza Sosnkowskiego, że została powołana do życia specjalna komórka dla działań chemiczno-techniczno-bakteriologicznych.

Zapewne właśnie tego typu fiolki znajdowały się wśród "materiałów specjalnych", które trafiały do okupowanej Polski z Londynu. Zdjęcie z Wielkiej Księgi Armii Krajowej (Znak Horyzont 2015).

Zapewne właśnie tego typu fiolki znajdowały się wśród „materiałów specjalnych”, które trafiały do okupowanej Polski z Londynu. Zdjęcie z „Wielkiej Księgi Armii Krajowej” (Znak Horyzont 2015).

Jej członkowie zajmowali się teoretycznymi kwestiami zastosowania broni biologicznej i chemicznej, a przede wszystkim – wytarzaniem na miejscu odpowiednich preparatów. „Rakoń” meldował przy tym swojemu przełożonemu:

Zamierzam je stosować w pierwszym rzędzie w kierunku niszczenia materiału i sprzętu, w drugim – zakażania ludzi bez groźby dla naszej ludności, a nawet przenosząc je na teren właściwej Rzeszy przy pomocy wywożonych robotników.

O tym, że plany te zostały wprowadzone w życie zaświadczają kolejne raporty, w których informowano o wykorzystaniu w walce z okupantem tyfusu, czerwonki, nosacizny, wąglika i wścieklizny. Środki te stosowano zarówno przeciw Wehrmachtowi, jak i ludności cywilnej na terenie Rzeszy.

Tyfusem i czerwonką w Niemców

Przykładowo, w meldunku dotyczącym aktów sabotażu dokonanych przez powołany do życia wiosną 1940 r. Związek Odwetu, awansowany na generała Rowecki donosił, że w okresie od 1 kwietnia do 1 sierpnia 1941 r.: wyjechało do Rzeszy 92 ludzi z bakteriami. Użyto nosaciznę w 143 różnych oddziałach wojska, a tyfus i czerwonkę w 178 wypadkach – podczas koncentracji na wschodzie.

Krakowski tramwaj linii numer 8, „Nur für Deutsche”. Właśnie w miejscach przeznaczonych "tylko dla Niemców" AK stosowała środki masowego rażenia (źródło: domena publiczna).

Krakowski tramwaj linii numer 8, „Nur für Deutsche”. Właśnie w miejscach przeznaczonych „tylko dla Niemców” AK stosowała środki masowego rażenia (źródło: domena publiczna).

Z kolei w meldunku datowanym na 31 lipca 1942 r. czytamy: Użyto trucizny w 194 wypadkach, skażono 7 wagonów osobowych. Akcja była skoordynowana i prowadzona na ogromną skalę, o czym najlepiej świadczy fakt, że tylko na Opolszczyźnie miano zarazić nosacizną aż 20 tysięcy koni, wcześniej zrabowanych przez Niemców na terenach okupowanej Polski.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2

Powiedz innym co myślisz:

Rafał KuzakRafał Kuzak - Magister historii, fan muzyki rockowej i dobrej książki. Współautor "Wielkiej Księgi Armii Krajowej". Autor ponad stu artykułów poświęconych głównie przedwojennej Polsce i II wojnie światowej. Obecny zastępca redaktora naczelnego „Ciekawostek historycznych”. Więcej informacji o autorze.

Okupacja
Komentarze do artykułu (16)
  1. Szkoda, że tak ciekawy temat nie podaje bardziej dokładnych danych co do ilości zamachów oraz nic nie wspomina o brutalnych represjach na ludności cywilnej za przeprowadzone zamachy. Proszę też o więcej szczegółów akcji zarażenia koni na opolszczyznie, która należała wówczas do Reichu.

    • Drogi Anonimie, niestety temat wykorzystania broni biologicznej i chemicznej przez AK jest nadal bardzo słabo zbadany, dlatego trudno o jakiekolwiek dokładne dane. Co do represji to właśnie o to chodziło, że taka działalność ich z założenia nie sprowadzała, właśnie z uwagi na to, że Niemcy nie wiedzieli, że padają ofiarą wojny biologicznej. Ponieważ tutaj nie było mowy o zamachach jako takich. Co do Opolszczyzny to na terenie Reichu dywersją z użyciem broni biologicznej i chemicznej mieli zajmować się przymusowi robotnicy. Wspominał o tym w swojej książce Czesław Łuczak.

    • Ten tekst to przykład niebywałej perfidii autora. W tytule sugeruje, że AK miało truć niemiecką ludność cywilną (co jest oczywistą bzdurą i nieprawdą), a w samym artykule nie ma żadnego uzasadnienia dla takiej „tezy”. Wstrętna manipulacja. Goebbels by się nie powstydził.

  2. Wiem o jednej z akcji KG AK „Osjan”, która miała miejsce kilka dni przed Świętami Bożego Narodzenia 1943 roku, o kryptonimie „Wędliny”. Grupa miała za zadanie zniszczenie masarni niemieckiej i magazynów z wędlinami przy ul. Otwockiej w Warszawie. W akcji wzięło udział siedmiu mężczyzn: dowódca grupy Witold Matuszewski ps. „Witold”, Stanisław Cwil ps. „Stanisław”, , Edmund Markowski „Mundek”, Ireneusz Kordes ps. „Słoń”, dwaj bracia Zarębowie i „Ślązak” (nazwiska nie znam). Na miejsce akcji ul. Otwocka, udano się tramwajem z bunkra mieszczącego się przy ul. Dobrowoja (Warszawa Grochów), który dość długo służył oddziałowi. cytuję fragment wspomnień „początkowo planowaliśmy spalenie masarni, magazynów i zniszczenie około 25 ton wędlin, ale na prośbę polskich robotników postanowiliśmy część wędlin po prostu zabrać. W tym celu uprowadziliśmy samochód marki Hanse, który naładowaliśmy szynkami i kiełbasami. Żywność w magazynach: beczki ze smalcem, szynki i boczki szykowane dla Niemców na czas świąt niszczyliśmy opryskując środkami chemicznymi. Na rozkaz Dowódcy „Witolda” miejsce akcji opuścili Stanisław i Ślązak. W razie niemieckiej kontroli Ślązak mówiący biegle po niemiecku miał ratować sytuację. Około północy zabraną samochodem żywność pozostawiliśmy w sklepie Państwa Parzyńskich, później została ona rozdzielona pomiędzy żołnierzy Osjana i grupy AK Pruszków. Samochód zostawiono na polanie w lesie za Wawrem, „Ślązak” na pamiątkę wymontował zegar z tablicy rozdzielczej samochodu, który przetrwał wojnę w sklepie u Państwa Parzyńskich. Na zakończenie dodam, że Niemcy obawiając się trucizny zniszczyli całą pozostałą w masarni przy ul. Otwockiej żywność i przyprawy.

    • Otóż to, zgadzam się. To wmówione nam przez kilka dekad „kłamstwo” o etosie Polaków, którzy przyjęli pierwsze uderzenie Hitlera „na klatę” razem z pseudo-moralnością rodem z rycerskich czasów pokutuje tym, że Polacy uchodzą za bohaterów (jakimi niewątpliwie są !), ale tylko w swoim mniemaniu. Większa część świata nami gardzi jawnie lub nie i w obrzydliwy sposób się nami wysługuje grając właśnie w te nasze mesjańskie nuty (wojna w Iraku, polskie obozy zagłady teraz mieszanie się do spraw NIEbratniego nam narodu ukraińskiego), a gdy tylko czemu się sprzeciwimy od razu jesteśmy piętnowani (np. przez organizacje żydowskie). Polacy uratowali najwięcej Żydów podczas II WŚ chociaż nie musieli w zamian za to jesteśmy atakowani, że nie uratowaliśmy wszystkich :). Polacy nie chcą uchodźców – jesteśmy nietolerancyjni i ksenofobiczny, bo nam się pomagało (szczególnie podczas II WŚ i po niej he he), a my nie potrafimy się odwdzięczyć swoim Panom (mowa o Niemcach) – ostatnia wypowiedź pijaka Schultz’a.
      Polska odniosła największe straty i doznała najwięcej cierpień ze wszystkich krajach podczas i po II WŚ mimo tego, że dzielnie – aczkolwiek głupio – walczyła przez całą wojnę z Niemcami, potem ją sprzedano i do dziś nią się gardzi w świecie. A czemu głupio ?
      Bo należało być neutralnym albo zaatakować Związek Radziecki z Niemcami lepiej byśmy na tym wyszli niż na papierowych sojuszach z Francją i Anglią (po wsze czasy hańba tym krajom).
      Dlatego puentując przestańmy patrzeć przez pryzmat wartości rycerskich na politykę i wojnę, a myślmy logicznie i egoistycznie wobec swojego Narodu – jeden martwy Niemiec wtedy to dobry Niemiec i bardzo się ciesze, że Polacy walczyli wszelkimi środkami i to takimi ekwilibrystycznymi – ot ciekawostka, której nie znałem.

  3. Gdzieś (niestety, nie pamiętam już gdzie) czytałem, że wobec plagi donosów do Gestapo ZWZ zaczął sam wysyłać „donosy”, ale z wkładką w postaci wąglika. Po pewnym czasie Gestapo tak było przerażone tymi „wkładkami” że przestano w ogóle otwierać takie listy – czyli nawet sam aspekt psychologiczny miał bardzo pożądany efekt.

  4. Ten tekst to przykład niebywałej perfidii autora. W tytule sugeruje, że AK miało truć niemiecką ludność cywilną (co jest oczywistą bzdurą i nieprawdą), a w samym artykule nie ma żadnego uzasadnienia dla takiej „tezy”. Wstrętna manipulacja. Goebbels by się nie powstydził.

      • A w którym to miejscu wobec tego pada jakiekolwiek uzasadnienie zupełnie fałszywej tezy, że AK miało stosować broń biologiczną wobec niemieckiej ludności cywilnej? To jest absurd, który Pan świadomie zasugerował w tytule i tylko tam – niewybredna i typowa technika manipulacji.

        A po drugie – przecież AK działała na terenie okupowanej Polski, więc o jakich niemieckich cywilach mogła być mowa? Czy czytelnicy ciekawostek mają być tak naiwni, żeby dać się na takie coś nabrać?

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

W mrokach średniowiecza Polską rządziły kobiety. I były piekielnie skuteczne

rycheza

Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium. Ich duma unicestwiła królestwo. Bezkompromisowa opowieść przywracająca godność najważniejszym kobietom w dziejach polskiego średniowiecza. Już dzisiaj kup „Damy ze skazą” z autografem autora!

2 listopada 2016 | Czytaj dalej...

Damy ze skazą. Bez nich nie byłoby Polski

zapowiedz2-miniatura

Silne, bezwzględne i żądne władzy. Oto historia kobiet, które nie czekały bezczynnie, co przyniesie los. To właśnie one sprawiły, że początki państwa polskiego wyglądały tak, a nie inaczej. Poznaj „Damy ze skazą”, bohaterki naszej najnowszej książki, którą wydajemy wspólnie ze Znakiem Horyzont.

30 października 2016 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Imperium

Czy wiesz że...


…już w 1956 roku w Związku Radzieckim zaplanowano załogową misję na Marsa? Kosmonauci mieli spędzić na czerwonej planecie cały rok, a zabrać miał ich tam statek kosmiczny o masie 1600 ton, prawie czterokrotnie cięższy niż Międzynarodowa Stacja Kosmiczna.

warta
w XVIII wieku w Szkocji cmentarzy musiały pilnować straże, by zapobiec wykradaniu zwłok? Złodziejami byli studenci medycyny lub szajki tzw. rezurekcjonistów. Na wsiach mogił pilnowali sami mieszkańcy, siedząc przy ognisku, nierzadko popijając whisky i wesoło się bawiąc.

January_Sucholdovski_A_kircholmi_csata_1858-600x446
…bitwa pod Kircholmem wcale nie była zmarnowanym zwycięstwem? Tak naprawdę starcie to pozwoliło przyjść z odsieczą obleganej przez Szwedów Rydze, czyli drugiemu co do wielkości miastu ówczesnej Rzeczpospolitej.