Damy - empik

Ze spluwą na księdza, z parabellum do młyna. Tak polscy partyzanci zdobywali żywność

Autor: | 27 września 2015 | 13,963 odsłon

Żołnierze 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK (domena publiczna).

Żołnierze 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK (domena publiczna).

W zakamuflowanej, leśnej kryjówce trudno o frykasy na miarę pięciogwiazdkowego hotelu. A z pustym brzuchem – jeszcze trudniej o skuteczną walkę z okupantem. Na szczęście nasi chłopcy doskonale wiedzieli jak zaradzić tej sytuacji.

Partyzanci Armii Krajowej maszerowali godzinami, kopali ziemianki, przenosili broń i amunicję, wdawali się w potyczki z wrogiem. Tak wzmożona aktywność sprawiała, że ich potrzeby żywieniowe były, delikatnie mówiąc, niemałe. By im sprostać i solidnie nakarmić żołnierzy, kwatermistrzostwo musiało się zdrowo nagimnastykować.

Partyzanci słuchają radia w Kampinosie (domena publiczna).

Partyzanci słuchają radia w Kampinosie (domena publiczna).

Naturalni sojusznicy

Po prowiant partyzanci udawali się między innymi do swoich naturalnych sojuszników – polskich leśników. Ci, znający puszcze jak własną kieszeń i od początku wojny z ogromnym zaangażowaniem działający w konspiracji, nigdy nie odmawiali.

Artykuł powstał w oparciu o materiały zebrane w czasie pisania najnowszej książki "Ciekawostek historycznych" - "Okupacja od kuchni. Kobieca sztuka przetrwania" - pierwszej publikacji poświęconej kulinarnej zaradności Polek w czasie okupacji, która jest już w sprzedaży! Kliknij, aby kupić ją ze specjalnym rabatem.

Artykuł powstał w oparciu o materiały zebrane w czasie pisania najnowszej książki „Ciekawostek historycznych” – „Okupacja od kuchni. Kobieca sztuka przetrwania” – pierwszej publikacji poświęconej kulinarnej zaradności Polek w czasie okupacji, która jest już w sprzedaży! Kliknij, aby kupić ją ze specjalnym rabatem.

Wielu z nich należało nawet przed wojną do paramilitarnej organizacji Przysposobienie Wojskowe Leśników, a za okupacji wykorzystywało zdobytą w niej wiedzę.

Robotnikom pracującym przy wyrębie drzew na potrzeby Niemców przysługiwały przydziały żywnościowe, a za wydawanie racji odpowiadali właśnie leśnicy. Jak zanotował w swych wspomnieniach żołnierz AK Zbigniew Zieliński, konspiratorzy postanowili to wykorzystać.

Na listach osób, którym przysługiwały racje zaczęły się pojawiać setki osób, które wprawdzie pracowały w lasach, ale z bronią w ręku. I przeciwko Niemcom, a nie na ich zlecenie.

W przypadku opisanym przez Zielińskiego lista spuchła dwukrotnie. Słoniny, oleju, cukru, wódki i papierosów miało starczyć i dla pracowników fizycznych i dla stacjonującego w kniei oddziału.

Do magazynu po prowiant pojechało dwóch ludzi z podziemia – praktykant leśny i syn leśniczego z surowym przykazaniem, by nie zabierali ze sobą niczego obciążającego, w szczególności broni. W końcu Niemców nie ma co prowokować, a poza nimi wokół sami swoi.

Wyżywienie takiej kompanii nie należało do łatwych zadań. Na zdjęciu 4 kompania 2 batalionu 2 Pułku Piechoty Legionów Armii Krajowej (dawniej "Jędrusie"). (domena publiczna)

Wyżywienie takiej kompanii nie należało do łatwych zadań. Na zdjęciu 4 kompania 2 batalionu 2 Pułku Piechoty Legionów Armii Krajowej (dawniej „Jędrusie”). (domena publiczna)

Kiedy już udało się pobrać żywność z magazynów i mężczyźni wracali do leśniczówki… napadł ich oddział partyzantów z konkurencyjnej Armii Ludowej. Zostali ograbieni, jednak im samym nic się nie stało. Sprawa została potem wyjaśniona na wyższym szczeblu i część przydziałów zwrócono, jednak co AL-owcy zjedli do tego czasu, to ich.

Grabić tylko Niemców!

Czasem to AK-owcy musieli uciekać się do odbierania siłą żywności. Polakom, jeśli tylko mogli, nie zabierali. Ich ofiarą padali przede wszystkim Niemcy i Volksdeutsche oraz ich gospodarstwa, magazyny, przedsiębiorstwa pozostające pod ich zarządem.

Tak było kiedy Władysław Jasiński, słynny „Jędruś” (pseudonim przyjął od imienia syna), wraz ze swoim oddziałem zjawił się na progu młyna w miejscowości Wiązownica. Wieczorem kilku partyzantów weszło do środka i sterroryzowało chłopów, którzy przyjechali na mielenie. Po chwili uspokojono ich stwierdzeniem, że partyzantów interesuje tylko zboże z przeznaczeniem dla Niemców. Jak zanotował Eugeniusz Dąbrowski w książce „Szlakiem »Jędrusiów«”:

Stało ono w dużych workach z niemieckimi napisami i „czarnymi wronami”, jak powszechnie nazywano stylizowane godło Wehrmachtu. W młynie powstał problem załadowania tak dużej ilości zboża. Prawie 10 ton – to przecież jest co dźwigać. Przebywający tu chłopi chętnie pomagali w ładowaniu zboża na sanie.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2 3

Powiedz innym co myślisz:

Aleksandra Zaprutko-JanickaAleksandra Zaprutko-Janicka - Krakowska historyczka i publicystka, współzałożycielka „Ciekawostek historycznych”. Autorka ponad 200 artykułów popularnonaukowych.We wrześniu 2015 roku wydała książkę „Okupacja od kuchni” poświęconą kulinarnemu obliczu II wojny światowej.. Więcej informacji o autorze.

Okupacja
Komentarze do artykułu (9)
  1. Podobne sytuacje działy się w moich okolicach (okolica Pruchnika). Tylko że partyzanci byli znani z rabowania miejscowej ludności (nie ważne, czy to samotna matka z 3 małych dzieci, czy nie), a nie z walki z Niemcami. Moja babcia nie raz widziała nad ranem przemarsz wojaków z obładowanymi dobytkiem wozami i pędzoną za nimi trzodą.

    • Partyzanci mieli swoje tabory stąt taki przemarsz.
      Reszta to tylko twoje brednie.

      Owszem rabunki były, ale to nie partyzanci lecz zwykli bandyci którzy gdy wpadli w ręce partyzantów byli rozstrzeliwani.

      • To dlatego w każdej książce o regionie mówi się, że to żołnierze AK? Chciałbym zauważyć, że nie wszystko co się teraz powie, że tak było, jest prawdą. No ale widzę, że historia jednak jest czarno biała :P

      • Wierzę, że lubisz historię czarno – białą, ale niestety nasze chęci by tak było nie zmieniają prawdy. Poczytaj sobie wspomnienia partyzantów (różnych ugrupowań), to sam zobaczysz, że różnie z uczciwością partyzantów bywało. Ze wspomnień moich dziadków też jasno wynika, że oddziały były różne – w zależności kto dowodził i dotyczy to zarówno AK jak i AL, czy NSZ.

        • Ależ oczywiście,to sympatie i antypatie dowódców poszczególnych formacji decydowały o miejscach pozyskiwania zaopatrzenia.”Swoje” wsie pooszczędzamy,pójdziemy do ….,bo np. są za mało patriotyczni…cooo,nie chcą dać kromki chleba dla polskiego żołnierza ? to weżmiemy wieprzka ! Do dworu,do księdza…bo to krwiopijcy…Wieś polska była jak wielka szachownica,z kilkoma różnobarwnymi graczami… tylko żołądki były jednakowe.;)

    • Tak zmanipulowanego artykułu to nawet na ciekawostkach ciężko znaleźć. Zaczynając od samego tytułu, którego sformułowanie ma na celu błędne zasugerowanie, że partyzanci rzekomo mieli rabować polską ludność cywilną, a na samym sposobie prezentowania faktów kończąc. Ktoś stara się spotwarzyć polską historię.

  2. Partyzanci z AL ? Raczej bandyci i złodzieje , którzy rabowali wsie i napadali na ludność cywilną. Armia Krajowa i sądy podziemne musiały dbać o bezpieczeństwo społeczeństwa , bo dość , że Niemcy rabowali i mordowali to dodatkowo jednostki wojskowe składające na z Ukraińców w mundurach SS no i oczywiście bandy tzw. RONA i ROA czyli upraszczając własowcy czyli żołnierze rosyjscy walczący za swojego furera pod wodzą Bohatera Związku Radzieckiego , odznaczonego również orderem czerwonego Sztandaru – gen. Własowa. Który najpierw kochał tow. Stalina a później pokochał tow. Hitlera. Obydwaj spod znaku tej samej czerwonej szmaty. Cała ta banda meneli, złodziei ,morderców i rzezimieszków została uzupełniona oddziałami maruderów miejscowy ( z kryminalną przedwojenną kartoteką ) + element żydokumny , który nazwał się AL. Byli armią ,ale armią morderców a powojnie stanowili główny aparat przemocy o nazwie UB i KBW.

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

W mrokach średniowiecza Polską rządziły kobiety. I były piekielnie skuteczne

rycheza

Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium. Ich duma unicestwiła królestwo. Bezkompromisowa opowieść przywracająca godność najważniejszym kobietom w dziejach polskiego średniowiecza. Już dzisiaj kup „Damy ze skazą” z autografem autora!

2 listopada 2016 | Czytaj dalej...

Damy ze skazą. Bez nich nie byłoby Polski

zapowiedz2-miniatura

Silne, bezwzględne i żądne władzy. Oto historia kobiet, które nie czekały bezczynnie, co przyniesie los. To właśnie one sprawiły, że początki państwa polskiego wyglądały tak, a nie inaczej. Poznaj „Damy ze skazą”, bohaterki naszej najnowszej książki, którą wydajemy wspólnie ze Znakiem Horyzont.

30 października 2016 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Imperium

Czy wiesz że...

miniaturka-4
najważniejszą rolę we Francuskim Ruchu Oporu odegrali komuniści? Szczególnie w początkowych okresie, kiedy zwykli Francuzi chowali głowę w piasek.

visit
…polski ambasador w Londynie na przełomie lat 50. i 60. miał manię dotykania ubrań rozmówców? Przed wyjazdem do Wielkiej Brytanii usłyszał radę: „Towarzyszu ambasadorze, królowej nie macajcie”.

miniaturka2

…w 1944 powstanie planowano nie tylko w Warszawie? W lipcu krakowskich AK-owców postawiono w stan alarmowy, a potem w „stan czujności do powstania”. Dlaczego Kraków pozostał bierny?