Damy - empik

Wielkie strzelanie do Niemców nad Cieśniną Sycylijską. Cyrk Skalskiego w akcji

Autor: | 10 marca 2015 | 24,988 odsłon

Myśliwiec spitfire (fot. Harry (Howard) Potts, CC BY 2.0).Brawurowa akcja polskich myśliwców z legendarnego Cyrku Skalskiego. Polscy piloci strącają 6 nieprzyjacielskich maszyn bez strat własnych. Dzięki temu Brytyjczycy doszczętnie niszczą wyprawę wielkich transportowców Luftwaffe. Los Afrikakorps „Lisa Pustyni” zostaje przypieczętowany.

W kwietniu 1943 r. klęska wojsk Osi w Afryce Północnej była już właściwie przesądzona. Siły niemiecko-włoskie, okrążone w Tunezji, zostały praktycznie odcięte od zaopatrzenia. Trudno im było również uzupełnić straty w sprzęcie i żołnierzach. Alianckie samoloty i okręty topiły nieprzyjacielskie statki jeden za drugim.

Jedyną nadzieją było lotnictwo. W ciągu dwóch miesięcy eskadry transportowców Luftwaffe za cenę ogromnych strat przerzuciły do Afryki około 21 tys. żołnierzy oraz broń, amunicję i paliwo.

Najkrótsza trasa biegła między Sycylią a Przylądkiem Bon (Cape Bon) w Tunezji. Odległość blisko 140 km samoloty pokonywały w około pół godziny. Loty wykonywane były wcześnie rano, zazwyczaj na małych wysokościach, w celu uniknięcia wykrycia przez brytyjskie radary. Rejon ten szybko stał się obiektem zainteresowania ze strony alianckich myśliwców.

Piloci Polskiego Zespołu Myśliwskiego. Pierwszy z lewej kpt. Wacław Król. Zdjęcie wykonane w Afryce Północnej.

Piloci Polskiego Zespołu Myśliwskiego. Pierwszy z lewej kpt. Wacław Król. Zdjęcie wykonane w Afryce Północnej.

Piętnastu wspaniałych przybywa

Polski Zespół Myśliwski, popularnie zwany „Cyrkiem Skalskiego”, stacjonował w Afryce Północnej od początku marca 1943 r. Była to doborowa jednostka składająca się z samych ochotników, jednych z najlepszych myśliwców w Polskich Siłach Powietrznych. Dowódcą mianowano kpt. Stanisława Skalskiego.

Wśród pilotów były takie asy myśliwskie jak por. Eugeniusz Horbaczewski czy kpt. Wacław Król. Łącznie polska eskadra składała się z 15 pilotów i oficera łącznikowego. Polacy wchodzili w skład 145 Dywizjonu RAF, należącego do 244 Skrzydła Myśliwskiego.

Od 13 kwietnia polscy myśliwcy stacjonowali na polowym lotnisku Goubrine w północnej Tunezji. Na wyposażeniu eskadry znajdowały się samoloty Spitfire Mk IX, najnowocześniejsze wówczas myśliwce na Pustyni Zachodniej.

To miał być rutynowy patrol

22 kwietnia 1943 r., około 6 rano, na patrol nad Cieśninę Sycylijską wyruszyło sześciu polskich myśliwców z Cyrku Skalskiego. Dowodził nimi por. Karol Pniak. Pozostałymi pilotami byli: por. Eugeniusz Horbaczewski, por. Kazimierz Sporny, ppor. Jan Kowalski, st. sierż. Marcin Machowiak i st. sierż. Kazimierz Sztramko.

Oprócz tego w skład formacji wchodziły jeszcze trzy dywizjony z 244 Skrzydła. Łącznie było to 30 spitfire’ów. Brytyjczycy pilotowali starsze wersje Mk V.

W akcji z 22 kwietnia wzięło udział sześciu pilotów Polskiego Zespołu Myśliwskiego: Karol Pniak (trzeci od lewej), Eugeniusz Horbaczewski (czwarty od lewej), Kazimierz Sporny (pierwszy od lewej), Jan Kowalski (drugi z prawej), Marcin Machowiak (siódmy od lewej) i Kazimierz Sztramko (ósmy od lewej).

W akcji z 22 kwietnia wzięło udział sześciu pilotów Polskiego Zespołu Myśliwskiego: Karol Pniak (trzeci od lewej), Eugeniusz Horbaczewski (czwarty od lewej), Kazimierz Sporny (pierwszy od lewej), Jan Kowalski (drugi z prawej), Marcin Machowiak (siódmy od lewej) i Kazimierz Sztramko (ósmy od lewej).

Alianckie myśliwce uformowały szyk nad lotniskiem Goubrine i skierowały się w kierunku Cape Bon. Poszczególne dywizjony znajdowały się na różnych wysokościach, od półtora do czterech i pół tysiąca metrów. Najwyżej leciały polskie spitfire’y. W razie niespodziewanego ataku wroga to one miały osłaniać pozostałe myśliwce i przyjąć na siebie impet pierwszego uderzenia.

W celowniku Messerschmitty

Po niespełna 20 minutach lotu, gdy myśliwce minęły już Cape Bon, z naziemnego stanowiska dowodzenia RAF przyszła elektryzująca informacja. Kontroler meldował o wykryciu nad środkiem Kanału Sycylijskiego około 60 nieprzyjacielskich samolotów, lecących na małej wysokości kursem na Tunis. Spitfire’y zakołysały się niespokojnie na tę wieść. Piloci poczęli uważnie lustrować niebo w poszukiwaniu wroga.

Uwaga, chłopaki! Z prawej strony lecą, cholery! zakomunikował niezbyt regulaminowo swoim pilotom por. Pniak. Rzeczywiście, po krótkiej chwili na małej wysokości ukazały się wielkie, sześciosilnikowe transportowce. Leciały w kilku grupach po 5 maszyn, razem było ich blisko 30.

Były to messerschmitty Me 323 „Gigant”, największe samoloty transportowe II wojny światowej. Maszyny silnie uzbrojone, nawet w kilkanaście działek i kaemów, stosunkowo wytrzymałe na ogień, lecz powolne, osiągały zaledwie 225 km/h. Mogły transportować 120 żołnierzy lub do 10 ton ładunków, w tym ciężarówki i lekkie czołgi.

Messerschmitty Me 323 „Gigant” w pełnej okazałości. Jego rozmiary naprawdę robią wrażenie. Wystarczy wspomnieć, że rozpiętość skrzydeł wnosiła ponad 55 metrów! (źródło: Bundesarchiv; lic. CC ASA 3.0).

Messerschmitty Me 323 „Gigant” w pełnej okazałości. Jego rozmiary naprawdę robią wrażenie. Wystarczy wspomnieć, że rozpiętość skrzydeł wnosiła ponad 55 metrów! (źródło: Bundesarchiv; lic. CC ASA 3.0).

Nadarzała się niesamowita okazja zniszczenia wroga niemal bezbronnego wobec szybkich i zwrotnych myśliwców. Jednakże polscy piloci byli ostrożni. Tak duża grupa transportowców nie mogła lecieć bez eskorty. Por. Pniak ponownie jako pierwszy wypatrzył myśliwce wroga.

Wysoko ponad „gigantami” uwijało się około 30 wrogich myśliwców. Trzeba było oprzeć się pokusie zaatakowania niemieckich transportowców. Źle by to się mogło skończyć dla Brytyjczyków pozbawionych w ten sposób osłony.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2

Powiedz innym co myślisz:

Dariusz Kaliński - Specjalista od II wojny światowej i działań sił specjalnych, a także jeden z najpoczytniejszych w polskim internecie autorów z tej dziedziny. Od 2014 roku stały publicysta "Ciekawostek historycznych.pl". Wielbiciel zlotów militarnych, zespołu Dżem i talentu aktorskiego Clinta Eastwooda.

Okupacja
Komentarze do artykułu (11)
  1. hmmm Nie żebym chciał się kłócić, ale z jednej z książek Wacława Króla przypomina mi się, że trochę narzekał, że po wstąpieniu do PFT musiał przesiąść się na „stare” Mk V… A może coś pomyliłem…

  2. Wybrane komentarze do artykułu z naszego facebookowego profilu
    //www.facebook.com/ciekawostkihistoryczne/posts/1138579919503999

    Mateusz J. J.:
    Jestem dumny ze wszystkich polskich lotników, zawsze i wszędzie, czy to w domu na ulicy Żwirki i Wigury czy tez rowerem na lotnisku. Uratowaliśmy anglię i wygralismy z niepokonanymi. Chwała im!

    Roman R.:
    306 dywizion. a teraz SKALSKI lata w 22 BLT

    Paweł F.:
    z Waszej bibliografii nie mam tylko tej pozycji Bernard Ireland; Wojna na Morzu Śródziemnym, Dom Wydawniczy Bellona, Warszawa 2006 Muszę naprawić to przeoczenie

    Witek M.:
    Chwała bohaterom!!!

  3. To nie był RUTYNOWY PATROL!!! Niemiecka depesza o przelocie tych samolotów została rozszyfrowana dzięki „złamaniu” Enigmy! Polacy i Brytyjczycy nie przypadkowo znaleźli się w tym miejscu!

      • Pisze o tym Władysław Kozaczuk w książce „W kręgu Enigmy” (w wyd. II na str. 266-267). Co prawda umieszcza to w maju, ale ponieważ o innej tak dużej rzezi 323 nie słyszałem, więc podejrzewam, że chodziło o tę walkę.

  4. Nie 6 maszyn zestrzelili…tylko zgłosili 6 maszyn….a w realu zestrzelili max 3 …

    Spośród 25 jako pewne zestrzelenia P.F.T. w ramach 145 RAF F SQ zestrzelili ok 10 maszyn wroga.

  5. Członkiem Grupy był również por. Bohdan Arct. Po wojnie pisarz zajmujący się tematyką lotniczą – w jednej ze swoich książek opisal dokładnie działalnośc polskiej grupy lotniczej pod dowództwem kpt (póżniej gen. Stanisława Skalskiego) najwybitniejszego polskiego pilota myśliwskiego II wojny światowej

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

W mrokach średniowiecza Polską rządziły kobiety. I były piekielnie skuteczne

rycheza

Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium. Ich duma unicestwiła królestwo. Bezkompromisowa opowieść przywracająca godność najważniejszym kobietom w dziejach polskiego średniowiecza. Już dzisiaj kup „Damy ze skazą” z autografem autora!

2 listopada 2016 | Czytaj dalej...

Damy ze skazą. Bez nich nie byłoby Polski

zapowiedz2-miniatura

Silne, bezwzględne i żądne władzy. Oto historia kobiet, które nie czekały bezczynnie, co przyniesie los. To właśnie one sprawiły, że początki państwa polskiego wyglądały tak, a nie inaczej. Poznaj „Damy ze skazą”, bohaterki naszej najnowszej książki, którą wydajemy wspólnie ze Znakiem Horyzont.

30 października 2016 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Imperium

Czy wiesz że...

Nie wszędzie w Europie można było świętować zwycięstwo już 8 maja.
walki w Europie w czasie II wojny światowej nie zakończyły się 8 maja, wraz z kapitulacją Niemiec? Krwawe starcia trwały jeszcze co najmniej dwa tygodnie…

Le_bal_paré
nawet Casanova padł ofiarą wyrachowanej famme fatale? Niejaka Charpillon już w pierwszym tygodniu znajomości oskubała go z 400 gwinei, a później naciągała na drogie prezenty, zwodząc i nie dając nic w zamian.

Ravenna
pewien bizantyński cesarz kompletnie oszalał? Kąsał służących, chował się pod łóżko w obawie przed upiorami i… godzinami słuchał muzyki organowej.