Promo styczeń

Brytyjczycy też mieli swojego Szarika

Autor: | 29 października 2014 | 6,282 odsłon

Sadystka Betty i jej wierny pies.Czego potrzebujesz, aby nauczyć psa skakać ze spadochronem? Po pierwsze: bezdusznej sześciolatki, która odda swojego zwierzaka wojsku na „przechowanie”. Po drugie: weterynarza, który powie ci, że potrzebujesz mięsa poupychanego po kieszeniach, aby zachęcić psa do wyskoczenia z samolotu. Po trzecie: wojskowego buta w ramach awaryjnej motywacji.

W cywilu nosił imię Brian, na służbie zwano go Bing. W połowie był owczarkiem szkockim, w połowie niemieckim. Trafił do armii w efekcie odważnego eksperymentu 13. Batalionu Spadochronowego Lancashire, który przygotowywał się do D-Day.

Wojsko postanowiło włączyć psy w swoje szeregi. Tzw. “paradogs” były specjalnie szkolone jako psy desantowe. Miały pod ostrzałem wroga skakać ze spadochronem, razem z ludźmi. Ponadto pełniły rolę maskotek, podnosząc morale żołnierzy walczących na terytorium wroga.

Ciężkie szkolenie nie dla tchórzy

Na szczęście to nie wypchany Bing tylko jego muzealna podobizna.

Na szczęście to nie wypchany Bing tylko jego muzealna podobizna. Przynajmniej tak nam się wydaje.

Psy do służby pozyskiwano drogą oficjalnego apelu radiowego, wystosowanego do obywateli brytyjskich. Pierwszy taki apel wyemitowano już w 1941 roku, a wiele osób uznało armię za idealne miejsce na „przechowalnię” dla swoich pupili na trudny okres wojny. Nie martwili się najwyraźniej tym, że ich psy trafią do piekła wojny, a nie do schroniska.

W ten sposób do 13. Batalionu trafił dwuletni Brian oddany przez sześcioletnią Betty Fetch. Został zwerbowany do brytyjskiej armii jako Pies Wojenny nr 2720/671 w 1944 roku.

Strachliwe czworonogi nie miały szans na wojskową karierę, bo szkolenie zaczynało się od przyzwyczajania do hałasu, zachowania pod ostrzałem, nauki rozpoznawania zapachów materiałów wybuchowych i prochu, a także reakcji na schwytanie opiekuna przez wroga. Po dwóch miesiącach rozpoczynały się skoki. Smukłe ciała psów okazały się atutem, ponieważ armia mogła wykorzystać spadochrony zaprojektowane do transportu… rowerów.

Zrzucanie psów ze spadochronem niewiele różni się od transportu rowerów. Tak w każdym razie uważała brytyjska armia.

Zrzucanie psów ze spadochronem niewiele różni się od transportu rowerów. Tak w każdym razie uważała brytyjska armia.

Nie chcesz skakać? To z buta!

Andrew Woolhouse w książce poświęconej 13. Batalionowi Spadochronowemu podaje, że psy zaczęto szkolić już na początku 1944 roku ze względu na wykształcenie weterynaryjne służącego w batalionie kpr. Kena Bailey’a. Opisał on w notatniku pierwszy skok treningowy wykonany z Ranee – swoją suką rasy owczarek niemiecki. Była ona zresztą jedyną „spadochroniarką” w batalionie. Wszystko poszło gładko, Ranee świetnie zniosła skok, nie miała problemów ani z opuszczeniem samolotu, ani z lądowaniem.

Regułą było, że psom przed skokiem nie dawano jeść ani pić, a żołnierze trzymali przy sobie porcje mięsa, aby psy wyskakiwały za nimi, a także by po wylądowaniu nakarmić swoje psy, nagradzając je w ten sposób za skok i wyrabiając w nich nawyk odszukiwania ich na polu bitwy. Jeśli któryś miał problemy z motywacją – nie patyczkowano się za bardzo. Wojskowy but ratował sytuację i pies natychmiast odzyskiwał odwagę. Nawet bohaterski Bing potrzebował takiej pomocy przynajmniej raz w swojej karierze.

Nosy i uszy na polu bitwy

Psy okazały się bardzo przydatne w bitwie. Bezbłędnie lokalizowały miny i pułapki. Jeden z ocalałych żołnierzy 13. Batalionu wspominał, że jeśli coś wykryły, to siadały obok podejrzanego miejsca i spoglądały na opiekuna wzrokiem pełnym satysfakcji i oczekiwania. Ponadto pomagały podczas patroli, wskazując pozycje wroga, dzięki czemu ocaliły życie wielu alianckim żołnierzom.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2

Powiedz innym co myślisz:

Agnieszka Bukowczan-Rzeszut - Absolwentka etnologii i antropologii kultury UJ w Krakowie, prywatnie i zawodowo pasjonatka słowa pisanego zafascynowana tajemnicami przeszłości, zwłaszcza historią zakurzoną, skazaną na zapomnienie i mało frapującą dla współczesnych.

Okupacja
Komentarze do artykułu (4)

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

W mrokach średniowiecza Polską rządziły kobiety. I były piekielnie skuteczne

Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium. Ich duma unicestwiła królestwo. Bezkompromisowa opowieść przywracająca godność najważniejszym kobietom w dziejach polskiego średniowiecza. Już dzisiaj kup „Damy ze skazą” z autografem autora!

2 listopada 2016 | Czytaj dalej...

Damy ze skazą. Bez nich nie byłoby Polski

Silne, bezwzględne i żądne władzy. Oto historia kobiet, które nie czekały bezczynnie, co przyniesie los. To właśnie one sprawiły, że początki państwa polskiego wyglądały tak, a nie inaczej. Poznaj „Damy ze skazą”, bohaterki naszej najnowszej książki, którą wydajemy wspólnie ze Znakiem Horyzont.

30 października 2016 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Mala zbrodnia - pion

Czy wiesz że...

Panna-mloda
na ślubie pewnego księcia z różnych przyczyn zginęło aż sześć osób? Korowód nieszczęśliwych wypadków zawierał między innymi hrabiego, który zginął pod kołami powozu nowożeńców.

minia
…na początku okupacji hitlerowskiej przeciętnemu szmalcownikowi wystarczyło zaszantażować jednego Żyda, by zapewnić sobie miesięczne utrzymanie?

Czlonek-fransuskiego-ruchu-oporu-koloryzacja-miniatura
…francuski ruch oporu działał też w… gastronomii? Stołującym się u nich nazistom restauratorzy zamiast szampana i trufli podawali tanie wino musujące i pieczarki.