Damy - empik

Zabawa w wyklejanki. Jak szkolono superszpiegów PRL?

Autor: | 23 października 2014 | 15,600 odsłon

Polskim szpiegom pewnie lepiej poszłoby rysowanie słoneczek niż szpiegowanie.Polska Rzeczpospolita Ludowa była bez wątpienia krajem mlekiem i miodem płynącym. Mieliśmy najlepsze samochody (Fiat 125p ustanowił trzy światowe rekordy prędkości), najwyższe budynki (PKiN był drugi co do wielkości w Europie) i najpiękniejsze kobiety (w 1989 roku Miss Świata została Aneta Kręglicka). I tylko szpiegów szkoliliśmy metodami co najmniej… dziwacznymi.

Aby zostać profesjonalistą w jakiejkolwiek dziedzinie, trzeba pozyskać niezbędne w tym celu wiedzę i narzędzia. Szpiegostwo nie różni się w tym wiele od każdego innego fachu. Można by sądzić, że gruntowne przeszkolenie agenta obejmuje wiele miesięcy wyczerpujących treningów fizycznych i paramilitarnych, szkoleń psychologicznych, językowych, treningu pamięci.

Jak wyszkolić superagenta?

Hollywoodzkie filmy w rodzaju serii przygód Jamesa Bonda, Rekruta czy Salt wpoiły nam przekonanie, że dobry szpieg powinien przede wszystkim otrzymać przeszkolenie wojskowe. Obejmuje ono naukę obsługi różnych rodzajów uzbrojenia, samoobrony i walki wręcz czy zachowania na wypadek schwytania.

Czy coś łączyło polskich szpiegów z Jamesem Bondem? Na pewno nie ich szkolenie.

Czy coś łączyło polskich szpiegów z Jamesem Bondem? Na pewno nie ich szkolenie.

Drugi obowiązkowy punkt to szkolenie operacyjne – a w jego ramach poznawanie technik konspiracji, zakładania rezydentur, tajna łączność czy pozyskiwanie źródeł informacji.

Wzorce zgniłych kapitalistów

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę "Szpiedzy PRL-u" Patryka Pleskota i Władysława Bułhaka (Znak Horyzont 2014).

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę „Szpiedzy PRL-u” Patryka Pleskota i Władysława Bułhaka (Znak Horyzont 2014).

W latach 70-tych w Camp Peary na terenie Virginii, w obozie zwanym potocznie „Farmą”, szkolono szpiegów CIA. Uczono ich tam m.in. otwierania zamków i kopert, prowadzono zajęcia paramilitarne w zakresie obsługi broni lekkiej, infiltracji czy skoków spadochronowych.

W latach 60-tych agenci wysyłani na Kubę otrzymywali pełne przeszkolenie w zakresie technik dywersyjnych i szpiegowskich. W podobnym zakresie (szkolenie fizyczne i w terenie, czytanie map, metody walk ulicznych, podkładanie ładunków) wdrażali swoich szpiegów Brytyjczycy.

Z kolei agenci japońscy szkoleni w jednostce kontrwywiadowczej Kempei Tai uczeni byli na przykład metod kontroli umysłu. Zasłynęli potem z ekstremalnych technik torturowania więźniów.

Dobry szpieg wie kiedy milczeć.

Dobry szpieg wie kiedy milczeć.

Szpiedzy bratniego narodu

Również radziecki wywiad przykładał wagę do tego, aby jego szpiedzy byli najlepsi z najlepszych i dopiero potem z licencją na zabijanie wysyłał ich w świat. Słynny szef kontrwywiadu KGB Oleg Kaługin tak opisywał szkolenia techniczne, którym sam był poddawany:

Specjaliści pokazywali nam, jak skonfigurować nadajniki radiowe, jak wykorzystywać i wykrywać urządzenia podsłuchowe, jak sporządzić mikrofilm i ukryć go w mieszkaniu.

Poznaliśmy podstawy kodowania i kryptologii. Otrzymaliśmy specjalne instrukcje, jak znaleźć nasze rzeczy, zrzucone na wrogie terytorium.

Uczono nas, jak ukryć film czy inne przedmioty. Spędziliśmy cały dzień w centrum Moskwy śledząc doświadczonych oficerów KGB i będąc śledzonymi przez nich. Dotarłem do punktu, w którym mogę dostrzec ogon całkiem łatwo i przekazać paczkę mojemu towarzyszowi nie będąc zauważonym.

Słowem: było na kim się wzorować. Tymczasem w socjalistycznej Polsce szpiegów szkolono metodami… po prostu przedszkolnymi.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2

Powiedz innym co myślisz:

Agnieszka Bukowczan-Rzeszut - Absolwentka etnologii i antropologii kultury UJ w Krakowie, prywatnie i zawodowo pasjonatka słowa pisanego zafascynowana tajemnicami przeszłości, zwłaszcza historią zakurzoną, skazaną na zapomnienie i mało frapującą dla współczesnych.

Okupacja
Komentarze do artykułu (10)
  1. Spodziewałem się po tym portalu i co gorsza po IPN jakiegoś większego profesjonalizmu. A tu widać pełną amatorkę i to przez duże A
    Wszyscy się pośmiali jaki to ten wywiad PRL był śmieszny. A teraz konkrety:
    //pl.wikipedia.org/wiki/Marian_Zacharski wykradł plany Abramsa, technologi Stealth, F-15, oraz kilka innych rzeczy. Jak na kolesia szkolonego za pomocą kredek to wynik dość imponujący
    -ktoś pamięta jak nad Serbią został zestrzelony F-117 to właśnie dzięki agentowi co szkolili go jak wycinać podwójne dno w lekach. Co ciekawe udało się zestrzelić to też przy użyciu komputerów Odra.
    -Ile może być wart jeden agent PRL najbardziej śmiesznej agencji według „expertów” z IPN[ci to są dopiero śmieszni] No co najmniej 3/25 bo za tylu wymienili trzech agentów w tym Zacharskiego na 25 amerykańskich „współpracowników”
    Idźmy dalej. Kolejny przykład pokazujący, że książki IPN to stronnicze publikacje ?
    Operacja Samum. Ile to się naczytaliśmy jak to wszyscy bali się uwolnić amerykanów i tylko dzielni polscy agenci to zrobili. To ja się pytam. To kto wyszkolił ludzi odpowiedzialnych za tą operację? PRL czy przez jeden rok po upadku PRL tak ich przeszkolili.
    Po trzecie! Jak macie takie książki polecać to aż strach przyglądać się innym. Ktoś może zarzucić, że to tylko dwa przykłady. Jasne, ale dwa nam znane, a ile było operacji, które nigdy nie ujrzały światła dziennego tego się nigdy nie dowiemy.
    Pozdrawiam redakcje i mega amatorskie stronnicze IPN

    • Odnośnie naszego „naczelnego superszpiega” Zacharskiego to naprawdę polecam przeczytać książkę, bo rzuca nowe światło na jego (auto)legendę – na podstawie odtajnionych teczek IPN, które autorzy widzieli, a Pan, Panie Łukaszu nie. I na podstawie tychże teczek powstała książka. Tutaj krótki fragment artykułu, którego zapewne Pan nie czytał:

      „Tymczasem autorzy „Szpiegów PRL-u”, badacze z Instytutu Pamięci Narodowej, nazywają Zacharskiego „amatorem”. Co więcej, dr Władysław Bułhak (współautor m.in. zbioru „Wywiad i kontrwywiad Armii Krajowej”) oraz dr Patryk Pleskot (autor książki „Dyplomata, czyli szpieg?” o agentach w zachodnich placówkach dyplomatycznych), odnosząc się do wspomnień Zacharskiego, używają sformułowań: „przejaskrawione”, „ubarwione”, „mylące”. Kwestionują też niektóre przypisywane Zacharskiemu osiągnięcia, jak na przykład wykradzenie w USA dokumentacji systemu obrony przeciwrakietowej Patriot.”

      Warto więc nieco uaktualnić swoje informacje, jeśli naprawdę interesuje się Pan tematyką :)

      (Dalszy ciąg: //wyborcza.pl/alehistoria/1,141519,16823225,Parada_peerelowskich_Bondow.html)

      • Od kiedy teczki IPN mówią prawdę. Czy to przypadkiem badacze z IPN na dokumenty, które nie pasują do ich tez nazywali zafałszowanymi a w najlepszym przypadku, że urzędnik się pomylił.
        Obyśmy mieli więcej takich amatorów w naszych służbach. Bo chyba ciężko jest zakwestionować fakt, że Zacharski wykrył te dokumenty a chyba zestrzelenie F-117 nad Serbią jest na to namacalnym dowodem.
        Bardzo umiejętnie został pominięty kolejny przykład. Operacja „Samum” tu też IPN mówi o amatorskich działaniach i ponowie pytanie. Skoro te wszystkie super PRO wywiady nic nie mogły zrobić to jak możliwe, że udało się to „amatorom” wyszkolonymi przez „Śmieszne” służby specjalne. No chyba, ze przyjmiemy wariant taki, że tych umiejętności nauczyli się w jeden rok po 89.

  2. Jak lubię ten portal i zawarte w nim ciekawostki, tak ten artykuł uważam za całkowite nieporozumienie. Temat potraktowany po macoszemu, podany jeden tylko przypadek krótkiego „szkolenia”(?) i brak argumentów na poparcie tezy.
    Po pierwsze, szkolenie przez połowę okresu PRL odbywało się w zamkniętej i urządzonej w zachodnim stylu szkole w Kiejkutach (obecnie Ośrodek Agencji Wywiad), a to nie było przedszkole. Wcześniej, przed powstaniem szkoły, wielu agentów szkoliło się w innych zorganizowanych i wydzielonych placówkach, a nawet w Moskwie – i z samego tekstu wiadomo, że był to dobry trening. O ile jeszcze w czasach stalinizmu wielu szpiegów, jak i cała reszta aparatu państwowego, pochodziła z awansu społecznego, o tyle po „odwilży” i za czasów Gierka osoby kształcące się na szpiegów to byli często członkowie rodzin korpusów dyplomatycznych i agentów, którzy połowę życia spędzali na placówkach.
    Po drugie, osoby związane z tą szkołą nie były przypadkowe – Gromosław Czempiński (ten od wspomnianej wyżej operacji Samum i GROMu), Aleksander Makowski, Sławomir Petelicki, Wojciech Brochwicz i kilku innych. Każdy jej absolwent miał wiedzę w zakresie etykiety dyplomatycznej, prawa międzynarodowego, znał języki, był wyposażony w cały wachlarz umiejętności – od obserwacji, negocjacji, poprzez picie i uwodzenie (!) aż do organizowania pracy całej siatki czy departamentu. Co najważniejsze – nikt w nich nie wpajał sowieckiej ideologii, przez co cała masa została później pozytywnie zweryfikowana w III RP.
    Po trzecie, wszystko to, co przytoczyłem powyżej skutkowało w postaci całej masy akcji. Pewnie, Marian Zacharski jest medialną gwiazdą i przez to część faktów miesza się z domysłami, ale oprócz niego wywiad dysponował rzeszą agentów, którzy infiltrowali i rozpracowywali opozycję w Polsce, Polonię za granicą, Radio Wolna Europa i masę zagranicznych instytucji. Potrafili także zakładać działające na wielką skalę organizacje przestępcze (patrz: afery „Żelazo” i „Zalew”) i pozyskiwać z nich mnóstwo pieniędzy. O ilu akcjach nie dowiemy się nigdy? O całej masie, gdyż podczas transformacji zniknęły tony dokumentów, teczki świecą pustkam i nawet IPN tego nie ma.
    Podsumowując, artykuł zupełnie nie zachęca do zakupu książki (podejrzewam, że taki był jego cel) i zamiast niej wolę jednak wspomnienia agentów poparte faktografią (tak, żeby mieć możliwość weryfikacji ich słów), niż wybiórcze opracowanie niektórych dokumentów. Temat jest zbyt rozległy, by na podstawie kilku przesłanek stworzyć „ciekawostkę” jednoznacznie oceniającą cały, działający na przestrzeni półwiecza wywiad.

    • Dzięki za tak wnikliwy komentarz i za krytykę. Jestem pewien, że autorka postara się do niego odnieść. Na ile ja rozumiem temat (ale przyznaję: w żadnym razie nie czuję się ekspertem!) wyklejanki i przedszkolne zabawy były domeną szkolenia tak zwanych „polskich nielegałów”. Niekoniecznie dotyczyło to całego wywiadu przez cały okres PRL-u.

  3. Nie wiem smiac sie czy plakac czytajac te brednie (ksiazka).Widzialem szkolenie , cwiczylem z wolfami usilujac ich namierzyc i zapobiec dywersji.Czapki z glow pozyteczni idioci (Lenin ) z IPN.Jestem emerytowanym oficerem wojsk specjalnych po pracy w zwiadzie WOP (niezla szkola pracy operacyjnej )

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

W mrokach średniowiecza Polską rządziły kobiety. I były piekielnie skuteczne

rycheza

Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium. Ich duma unicestwiła królestwo. Bezkompromisowa opowieść przywracająca godność najważniejszym kobietom w dziejach polskiego średniowiecza. Już dzisiaj kup „Damy ze skazą” z autografem autora!

2 listopada 2016 | Czytaj dalej...

Damy ze skazą. Bez nich nie byłoby Polski

zapowiedz2-miniatura

Silne, bezwzględne i żądne władzy. Oto historia kobiet, które nie czekały bezczynnie, co przyniesie los. To właśnie one sprawiły, że początki państwa polskiego wyglądały tak, a nie inaczej. Poznaj „Damy ze skazą”, bohaterki naszej najnowszej książki, którą wydajemy wspólnie ze Znakiem Horyzont.

30 października 2016 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Imperium

Czy wiesz że...

Christian-Krohg-Struggle-for-Survival-1
…w Londynie pod koniec XIX wieku żyło ponad 4 mln biedaków? Dla porównania w 1900 roku Warszawa, Gdańsk, Kraków, Poznań, Łódź, Lwów i Wilno łącznie liczyły nieco ponad półtora miliona mieszkańców. W stolicy Imperium Brytyjskiego tylko nędzarzy było dwa i pół razy więcej!


…Kazimierz Moczarski, szef Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK, doświadczył w ubeckim więzieniu aż 49 rodzajów tortur? Umieszczenie w jednej celi z hitlerowskim zbrodniarzem Jürgenem Stroopem miało być 50. z nich.



mini2
…w komunistycznej Rumunii panował kult jednostki, a gdy Ceaușescu wyruszał na prowincję, spryskiwano drzewa zieloną farbą i wieszano na gałęziach dorodne jabłka?