Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Strażnicy pamięci. Zapomniani bohaterowie z krakowskiego prosektorium

Niezwykli bohaterowie, strzegący tajemnic anonimowych grobów (fot. wp, lic. cc-by-sa-2.5,2.0,1.0). Po zakończeniu II wojny światowej, do drzwi Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie zaczęli pukać ci, którzy przeżyli. Poszukiwali grobów swoich bliskich. Za sprzymierzeńców mieli bohaterów, którzy z narażeniem życia i w absolutnej tajemnicy ratowali pamięć o Polakach mordowanych przez Niemców. Najwyższa pora, by także ich historia ujrzała światło dzienne.

W latach wojny i okupacji do Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie trafiały zwłoki różnych osób. Ośródek znajdował się wówczas w rękach Niemców, jednak pracował w nim także personel polski. W części przypadków wszystkie czynności prowadzone były oficjalnie, wraz z oględzinami i sekcjami zwłok, fotografią i pobieraniem odcisków palców (w sprawach, którymi interesowała się Kripo – nazistowska policja kryminalna).

W czasie powstania trafiały do krakowskiego zakładu zwłoki uchodźców i przesiedleńców z terenu Warszawy, głównie osób starszych, pozbawionych dokumentów. Również wobec tych zmarłych czynności pracowników polegały między innymi na sfotografowaniu denata, zabezpieczeniu przedmiotów osobistych i fragmentów odzieży, które mogłyby posłużyć do identyfikacji. Zwłoki ewidencjonowano w księdze sekcyjnej, choć o sekcji, ani nawet dokładnych oględzinach nie było mowy.

Wiedza zakazana

Sytuacja przedstawiała się inaczej, gdy do zakładu trafiały zwłoki z terenu Krakowa i okolic, określane jako „NN”. Według informacji z „Przeglądu Lekarskiego” z 1971 roku, większość z nich stanowiły ciała osób, które zmarły w więzieniu policyjnym na ul. Montelupich (gdzie do tej pory działa zakład penitencjarny), na gestapo na ul. Pomorskiej, bądź zginęły w czasie ulicznych łapanek, obław i „kotłów”. Ilość tych zwłok rosła z każdym kolejnym rokiem okupacji. Początkowo niemiecki dyrektor Zakładu, dr Werner Beck, nie dopuszczał do nich polskiego personelu. Niezidentyfikowane, niezewidencjonowane i nieopisane przechowywano je pod kluczem, a po jakimś czasie po cichu wywożono na cmentarz. Wiele z tych ciał nosiło ślady ciężkich przesłuchań (charakterystyczne sińce, rany, otarcia).

Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie. Zdjęcie współczesne ze strony internetowej Katedry Patomorfologii CM UJ.

Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie. Zdjęcie współczesne ze strony internetowej Katedry Patomorfologii CM UJ.

W czasie okupacji zgłaszanie się rodzin poszukujących zmarłych „NN” do Zakładu Medycyny Sądowej było sporadyczne. Z drugiej strony przeprowadzane po cichu rozpoznanie ciał było ważne dla podziemia. Niemniej jednak polski personel zdawał sobie sprawę z tego, że wojna się kiedyś skończy i zaczną się poszukiwania grobów. W związku z tym, z największą dyskrecją i przy współpracy zakładu pogrzebowego i zarządu cmentarza pracownicy Zakładu zwłoki oznaczone jako „NN” na własną rękę opisywali. Zbierali przy tym wszystkie detale, jakie mogłyby pomóc w ich identyfikacji (np. charakterystyczne blizny i znamiona, ogólny stan fizyczny, kolor włosów i oczu, stan uzębienia i temu podobne). Następnie w księdze sekcyjnej przy osobach o ustalonej tożsamości w sposób zaszyfrowany notowali informacje o lokalizacji grobu bezimiennego denata. Ową księgę sekcyjną uciekając z Krakowa zabrał dr Werner Beck. Informacje w niej zawarte pracownicy w dużym stopniu zdołali odtworzyć dzięki zachowanym protokołom sekcyjnym i fenomenalnej pamięci samych pracowników.

Artykuł powstał w oparciu o "Przegląd Lekarski" z 1971 roku.

Artykuł powstał w oparciu o „Przegląd Lekarski” z 1971 roku.

Pamięć absolutna

Autorka artykułu „Z działalności identyfikacyjnej pracowników Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie podczas okupacji”, Maria Byrdy, wspominała o tym, że poza oficjalną dokumentacją sekcyjną pracownicy mieli zakaz sporządzania notatek odnośnie zwłok. Zwłaszcza odnośnie zmarłych „NN” spisywanie szczegółów pozwalających na identyfikację było niedozwolone. Polski personel, unikając podejrzeń, po prostu zapamiętywał szczegóły i utrwalał je poza Zakładem. Jak pisze autorka, obserwacje tego rodzaju, dokonywane w stanie ustawicznego napięcia, wykształciły w nas pamięć niemal fotograficzną. Dzięki temu nawet wiele lat po wojnie pracownicy Zakładu mogli z pamięci podawać wiele najdrobniejszych szczegółów dotyczących stanu i wyglądu zwłok. Ofiarna praca tych osób pomogła po wojnie wielu ludziom. Przykładem mogą być tu ciała trzech młodych osób, które pojawiły się w Zakładzie Medycyny Sądowej pod koniec lipca 1944 roku.

Trzy ciała (dwóch mężczyzn i kobiety, w wieku około 20 lat) przewieziono z więzienia na Montelupich. Pracownicy po dokonaniu oględzin (prawdopodobnie dawniejsze rany postrzałowe, które zdążyły zaropieć, powstałe dwa tygodnie wcześniej oraz rany egzekucyjne – strzał w głowę z bliskiej odległości) skojarzyli fakty. 11 lipca miał miejsce nieudany zamach na wyższego dowódcę SS i policji w Generalnym Gubernatorstwie Wilhelma Koppego. Przeprowadzająca akcję wydzielona grupa z „Parasola” poniosła w jej wyniku spore straty. Trójka „NN” to byli akowcy. Przypuszczenia pracowników Zakładu potwierdziły się po wojnie. Dzięki ich pomocy rodziny zamachowców mogły zidentyfikować swoich zmarłych. Dzięki współdziałaniu zakładu pogrzebowego i dyrekcji cmentarza dokładnie wiedziano, gdzie są pochowani. A był to tylko jeden z szeregu przykładów.

Źródła:

„Przegląd Lekarski”, nr 1 (1971)

Kup ciekawą książkę (dużo taniej niż inni):

Artykuł porusza następujące tematy:

    Czas akcji:

    Miejsce akcji:

    Komentarze (5)

    1. Bolesław Chrobry Odpowiedz

      Podziwiam tych ludzi. Sama praca do najprzyjemniejszych i najłatwiejszych nie należy, a oni jeszcze zapamiętywali te wszystkie szczegóły, żeby później móc jakoś pomóc rodzinom tych ofiar. Ci ludzie musieli mieć silną psychikę, ja sobie siebie nie wyobrażam w czymś takim. Wielki szacunek, naprawdę.

    2. anieszka Odpowiedz

      Tacy ludzie również zasługują na pamięć. Bardzo dobrze, że o tym wspomnieliście. Dla rodzin ofiar na pewno znaczyło wiele. Cóż innego im pozostało…?

    3. widzący z Lublina Odpowiedz

      „Trzy ciała…” to Bogusław Niepokój „Storch”, Tadeusz Ulankiewicz „Warski” oraz Halina Grabowska „Zeta”

      • john wisniewski Odpowiedz

        Halina Grabowska „Zeta” to wielka bohaterka Polska….smutne ze dzis co druga ulica w Polsce
        jest od nazwiska pilsudskiego kundla ktory postawil no konia i szabelke i na anglie i francje a i
        usa to tez byl jego idol….

    Dodaj komentarz

    Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

    Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.