Damy - empik

Strażnicy pamięci. Zapomniani bohaterowie z krakowskiego prosektorium

Autor: | 17 listopada 2013 | 5,044 odsłon

Niezwykli bohaterowie, strzegący tajemnic anonimowych grobów (fot. wp, lic. cc-by-sa-2.5,2.0,1.0). Po zakończeniu II wojny światowej, do drzwi Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie zaczęli pukać ci, którzy przeżyli. Poszukiwali grobów swoich bliskich. Za sprzymierzeńców mieli bohaterów, którzy z narażeniem życia i w absolutnej tajemnicy ratowali pamięć o Polakach mordowanych przez Niemców. Najwyższa pora, by także ich historia ujrzała światło dzienne.

W latach wojny i okupacji do Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie trafiały zwłoki różnych osób. Ośródek znajdował się wówczas w rękach Niemców, jednak pracował w nim także personel polski. W części przypadków wszystkie czynności prowadzone były oficjalnie, wraz z oględzinami i sekcjami zwłok, fotografią i pobieraniem odcisków palców (w sprawach, którymi interesowała się Kripo – nazistowska policja kryminalna).

W czasie powstania trafiały do krakowskiego zakładu zwłoki uchodźców i przesiedleńców z terenu Warszawy, głównie osób starszych, pozbawionych dokumentów. Również wobec tych zmarłych czynności pracowników polegały między innymi na sfotografowaniu denata, zabezpieczeniu przedmiotów osobistych i fragmentów odzieży, które mogłyby posłużyć do identyfikacji. Zwłoki ewidencjonowano w księdze sekcyjnej, choć o sekcji, ani nawet dokładnych oględzinach nie było mowy.

Wiedza zakazana

Sytuacja przedstawiała się inaczej, gdy do zakładu trafiały zwłoki z terenu Krakowa i okolic, określane jako „NN”. Według informacji z „Przeglądu Lekarskiego” z 1971 roku, większość z nich stanowiły ciała osób, które zmarły w więzieniu policyjnym na ul. Montelupich (gdzie do tej pory działa zakład penitencjarny), na gestapo na ul. Pomorskiej, bądź zginęły w czasie ulicznych łapanek, obław i „kotłów”. Ilość tych zwłok rosła z każdym kolejnym rokiem okupacji. Początkowo niemiecki dyrektor Zakładu, dr Werner Beck, nie dopuszczał do nich polskiego personelu. Niezidentyfikowane, niezewidencjonowane i nieopisane przechowywano je pod kluczem, a po jakimś czasie po cichu wywożono na cmentarz. Wiele z tych ciał nosiło ślady ciężkich przesłuchań (charakterystyczne sińce, rany, otarcia).

Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie. Zdjęcie współczesne ze strony internetowej Katedry Patomorfologii CM UJ.

Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie. Zdjęcie współczesne ze strony internetowej Katedry Patomorfologii CM UJ.

W czasie okupacji zgłaszanie się rodzin poszukujących zmarłych „NN” do Zakładu Medycyny Sądowej było sporadyczne. Z drugiej strony przeprowadzane po cichu rozpoznanie ciał było ważne dla podziemia. Niemniej jednak polski personel zdawał sobie sprawę z tego, że wojna się kiedyś skończy i zaczną się poszukiwania grobów. W związku z tym, z największą dyskrecją i przy współpracy zakładu pogrzebowego i zarządu cmentarza pracownicy Zakładu zwłoki oznaczone jako „NN” na własną rękę opisywali. Zbierali przy tym wszystkie detale, jakie mogłyby pomóc w ich identyfikacji (np. charakterystyczne blizny i znamiona, ogólny stan fizyczny, kolor włosów i oczu, stan uzębienia i temu podobne). Następnie w księdze sekcyjnej przy osobach o ustalonej tożsamości w sposób zaszyfrowany notowali informacje o lokalizacji grobu bezimiennego denata. Ową księgę sekcyjną uciekając z Krakowa zabrał dr Werner Beck. Informacje w niej zawarte pracownicy w dużym stopniu zdołali odtworzyć dzięki zachowanym protokołom sekcyjnym i fenomenalnej pamięci samych pracowników.

Artykuł powstał w oparciu o "Przegląd Lekarski" z 1971 roku.

Artykuł powstał w oparciu o „Przegląd Lekarski” z 1971 roku.

Pamięć absolutna

Autorka artykułu „Z działalności identyfikacyjnej pracowników Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie podczas okupacji”, Maria Byrdy, wspominała o tym, że poza oficjalną dokumentacją sekcyjną pracownicy mieli zakaz sporządzania notatek odnośnie zwłok. Zwłaszcza odnośnie zmarłych „NN” spisywanie szczegółów pozwalających na identyfikację było niedozwolone. Polski personel, unikając podejrzeń, po prostu zapamiętywał szczegóły i utrwalał je poza Zakładem. Jak pisze autorka, obserwacje tego rodzaju, dokonywane w stanie ustawicznego napięcia, wykształciły w nas pamięć niemal fotograficzną. Dzięki temu nawet wiele lat po wojnie pracownicy Zakładu mogli z pamięci podawać wiele najdrobniejszych szczegółów dotyczących stanu i wyglądu zwłok. Ofiarna praca tych osób pomogła po wojnie wielu ludziom. Przykładem mogą być tu ciała trzech młodych osób, które pojawiły się w Zakładzie Medycyny Sądowej pod koniec lipca 1944 roku.

Trzy ciała (dwóch mężczyzn i kobiety, w wieku około 20 lat) przewieziono z więzienia na Montelupich. Pracownicy po dokonaniu oględzin (prawdopodobnie dawniejsze rany postrzałowe, które zdążyły zaropieć, powstałe dwa tygodnie wcześniej oraz rany egzekucyjne – strzał w głowę z bliskiej odległości) skojarzyli fakty. 11 lipca miał miejsce nieudany zamach na wyższego dowódcę SS i policji w Generalnym Gubernatorstwie Wilhelma Koppego. Przeprowadzająca akcję wydzielona grupa z „Parasola” poniosła w jej wyniku spore straty. Trójka „NN” to byli akowcy. Przypuszczenia pracowników Zakładu potwierdziły się po wojnie. Dzięki ich pomocy rodziny zamachowców mogły zidentyfikować swoich zmarłych. Dzięki współdziałaniu zakładu pogrzebowego i dyrekcji cmentarza dokładnie wiedziano, gdzie są pochowani. A był to tylko jeden z szeregu przykładów.

Źródła:

„Przegląd Lekarski”, nr 1 (1971)

Kup ciekawą książkę (dużo taniej niż inni):

Powiedz innym co myślisz:

Aleksandra Zaprutko-JanickaAleksandra Zaprutko-Janicka - Krakowska historyczka i publicystka, współzałożycielka „Ciekawostek historycznych”. Autorka ponad 200 artykułów popularnonaukowych.We wrześniu 2015 roku wydała książkę „Okupacja od kuchni” poświęconą kulinarnemu obliczu II wojny światowej.. Więcej informacji o autorze.

Okupacja
Komentarze do artykułu (5)
  1. Podziwiam tych ludzi. Sama praca do najprzyjemniejszych i najłatwiejszych nie należy, a oni jeszcze zapamiętywali te wszystkie szczegóły, żeby później móc jakoś pomóc rodzinom tych ofiar. Ci ludzie musieli mieć silną psychikę, ja sobie siebie nie wyobrażam w czymś takim. Wielki szacunek, naprawdę.

    • Halina Grabowska „Zeta” to wielka bohaterka Polska….smutne ze dzis co druga ulica w Polsce
      jest od nazwiska pilsudskiego kundla ktory postawil no konia i szabelke i na anglie i francje a i
      usa to tez byl jego idol….

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

W mrokach średniowiecza Polską rządziły kobiety. I były piekielnie skuteczne

rycheza

Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium. Ich duma unicestwiła królestwo. Bezkompromisowa opowieść przywracająca godność najważniejszym kobietom w dziejach polskiego średniowiecza. Już dzisiaj kup „Damy ze skazą” z autografem autora!

2 listopada 2016 | Czytaj dalej...

Damy ze skazą. Bez nich nie byłoby Polski

zapowiedz2-miniatura

Silne, bezwzględne i żądne władzy. Oto historia kobiet, które nie czekały bezczynnie, co przyniesie los. To właśnie one sprawiły, że początki państwa polskiego wyglądały tak, a nie inaczej. Poznaj „Damy ze skazą”, bohaterki naszej najnowszej książki, którą wydajemy wspólnie ze Znakiem Horyzont.

30 października 2016 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Imperium

Czy wiesz że...

Koniecpolski-pod-Haliczem-600x390
…hetman wielki koronny Stanisław Koniecpolski zmarł z powodu przedawkowania środków na potencję? 52-letni magnat, po ślubie z o połowę młodszą Zofią Opalińską, zażywał w wielkich ilościach konfortatywę, czyli odpowiednik dzisiejszej „viagry”. Po kilku tygodniach takiej kuracji wyzionął ducha.

12788183_1025328684191269_802950172_n
…według ostrożnych statystyk podczas i tuż po II wojnie światowej Polki urodziły niemieckim żołnierzom około 20 000 dzieci? Taka liczba pojawia się w raportach „The War and Children Identity Project” i jest zbliżona do skali zjawiska we Francji i w Belgii.

cyceron1 (1)
…w trosce o biel swoich zębów starożytni Rzymianie płukali usta ludzkim moczem? Zauważyli, że zawarte w urynie związki amoniaku mają działanie wybielające. By stłumić przykry zapach, specyficzną płukankę mieszano z innymi substancjami, dodając do niej węgiel i korę.