Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Pokonamy ich w pięć minut! Niemcy o Wojsku Polskim po I wojnie światowej

W pierwszej połowie lat 20. Niemcy byli pewni, że w razie wojny z Polską to oni odniosą ostateczbe zwycięstwo. Czy była to prawda? Traktat wersalski drastycznie ograniczył niemiecką armię. Wydawać by się zatem mogło, że dowództwo Reichswehry w pierwszej połowie lat 20. powinno żyć w ciągłym strachu przed potencjalnym polskim atakiem. Nic z tych rzeczy. Niemcy byli pewni, że w razie wojny, to oni odniosą ostateczne zwycięstwo.

Zaraz, zaraz, coś tutaj się nie zgadza. Jak niby trzykrotnie słabsze liczebnie i pozbawione ciężkiego sprzętu niemieckie siły zbrojne miały konkurować z Wojskiem Polskim, które dopiero co dało łupnia Armii Czerwonej? Czyżby niemieccy wojskowi po przegranej wojnie stracili kontakt z rzeczywistością? Bynajmniej.

Mimo że traktat wersalski znacznie ograniczył potencjał militarny Niemiec, dowództwo Reichswehry było pewne swego. Na ilustracji fragment obrazu Williama Orpena przedstawiający podpisanie traktatu.

Mimo że traktat wersalski znacznie ograniczył potencjał militarny Niemiec, dowództwo Reichswehry było pewne swego. Na ilustracji fragment obrazu Williama Orpena przedstawiający podpisanie traktatu.

Okazuje się, że doskonale wiedzieli o problemach trapiących naszą armię w tamtym okresie. Jakiego rodzaj były to kłopoty możemy się przekonać czytając pracę profesora Roberta Citino pt. „Niemcy bronią się przed Polską 1918-1933”.

Brak broni oraz słabe wyszkolenie

Podstawowym źródłem informacji dla wojskowych znad Sprewy o stanie polskiej armii była rzecz jasna działalność wywiadowcza. Jak podaje w swej książce amerykański historyk:

Doniesienia niemieckiego wywiadu wojskowego wykazywały jasno, że Warszawie brakowało wiary w możliwości ofensywne polskich sił zbrojnych. Te rezultaty manewrów i gier wojennych, które były znane Niemcom w wyniku działalności ich agentów, dowodziły, że siły zbrojne Polski niezmiennie okazywały się nieprzystosowane do prowadzenia działań ofensywnych.

Doskonałe uzupełnienie danych zdobytych przez wywiad stanowiły ponadto przesłuchania dezerterów, z których wyłaniał się bardzo negatywny obraz polskiej armii.

Żołnierze 63 pułku piechoty w 1932 r. Doskonale umundurowani i dobrze odżywieni. Dziesięć lat wcześniej - jeżeli wierzyć zeznaniom Stanisława Szlachty - sytuacja wyglądała zupełnie inaczej

Żołnierze 63 pułku piechoty w 1932 r. Doskonale umundurowani i dobrze odżywieni. Dziesięć lat wcześniej – jeżeli wierzyć zeznaniom Stanisława Szlachty – sytuacja wyglądała zupełnie inaczej

Przykładowo Stanisław Szlachta – dezerter z toruńskiego 63. pułku piechoty – stwierdzał, że w jego jednostce brak jest jednolitego uzbrojenia i wykorzystuje się karabiny rosyjskie, francuskie czeskie oraz niemieckie – prawdziwy koszmar każdego kwatermistrza. Ponadto podkreślał, że:

Amunicji jest bardzo niewiele i nie jest ona wydawana nawet pełniącym służbę wartowniczą. Odzież składa się w większości z mundurów angielskich. Konie są dobre, ale jest ich niewystarczająca ilość. 8. pułk ma tylko 50 koni na 600 żołnierzy.

Ogromna większość wozów tego pułku jest pozbawiona zaprzęgów, pozostałe zaś mają pojedyncze konie zamiast całych zaprzęgów. Mundury są nędzne; występuje poważny brak obuwia. Często żołnierze pełnią służbę na placu apelowym boso. Jedzenie jest niewystarczające. Żołnierze otrzymują dwa funty [kilogram – przypis autora art.] chleba  dziennie, czasami z odrobioną dżemu.

Po takiej relacji nie można się chyba dziwić Niemcom, że nie obawiali się ataku ze wschodu. Bo niby jak tu się bać armii, która nawet nie ma wystarczającej liczby koni, o obuwiu i wyżywieniu dla żołnierzy nie wspominając?

Przesłuchujących Szlachtę jeszcze bardziej interesowało to, co miał do powiedzenia na temat morale żołnierzy Wojska Polskiego. A stwierdzał on ni mniej, ni więcej, że:

Relacje między żołnierzami są fatalne, ponieważ ci z Pomorza i Kongresówki w niczym się nie zgadzają. Jakieś trzy tygodnie temu oficerowie z Kongresówki zostali wypędzeni z miasta przez żołnierzy z Pomorza, pod przewodnictwem oficerów z Wielkopolski, ponieważ ci pierwsi chcieli wprowadzić kary cielesne.

Zadowoleni i pewni siebie oficerowie 5. i 7. Dywizji Reichswehry w trakcie letnich manewrów w 1926 r. Są przekonani, że w razie wojny z Polską zwycięstwo byłoby po ich stronie

Zadowoleni i pewni siebie oficerowie 5. i 7. Dywizji Reichswehry w trakcie letnich manewrów w 1926 r. Są przekonani, że w razie wojny z Polską zwycięstwo będzie po ich stronie

Inny dezerter przesłuchiwany w 1921 r., służący wcześniej w 2. szwadronie 15. Pułku Ułanów Poznańskich, potwierdził słowa Szlachty. Jego zeznania zawierały również informacje rzucające światło na rolę francuskich oficerów przydzielonych do polskich jednostek. Z relacji wynikało, że:

Oficerów francuskich można znaleźć w każdej kompanii. Polski dowódca kompanii nie może sam przedsięwziąć środków dyscyplinarnych, ale musi poprosić o zgodę oficera francuskiego, który z reguły dwukrotnie zwiększa karę.

Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że taka sytuacja odbijała się negatywnie na morale żołnierzy, a co gorsza również kadry oficerskiej, której autorytet ustawicznie podważano.

Bolszewicy i mniejszości narodowe

Artykuł powstał w oparciu o książkę „Niemcy bronią się przed Polską 1918-1933” Roberta Citino (Instytut Wydawniczy Erica, 2012)

Artykuł powstał w oparciu o książkę „Niemcy bronią się przed Polską 1918-1933” Roberta Citino (Instytut Wydawniczy Erica, 2012)

Jakby tego wszystkiego było jeszcze mało, mimo zawarcia w marcu 1921 r. pokoju z bolszewikami, ciągle musiano utrzymywać silny kontyngent wojskowy na wschodniej granicy, co uniemożliwiało wysłanie większych sił na zachód. Innym palącym problemem wykluczającym ewentualną polską ofensywę przeciw Republice Weimarskiej w pierwszej połowie lat 20. była kwestia mniejszości narodowych.

Część z nich – na przykład Niemcy czy Ukraińcy – wręcz jawnie odnosiło się wrogo do państwa polskiego. Dodatkowo – jak pisze R. Citino – obecność licznej społeczności niemieckiej w zachodnich województwach Polski zwiększało prawdopodobieństwo utrudnienia na tych obszarach działań armii polskiej przez nieprzyjazną ludność.

W świetle danych dostarczonych przez wywiad oraz informacji przekazywanych przez dezerterów łatwo zrozumieć dlaczego Niemcy w pierwszej połowie lat 20. właściwie nie brali pod uwagę sytuacji, w której Polska wypowiedziałaby im wojnę. Byli przekonani, że nasza armia – mimo swej liczebności – jest źle wyszkolona oraz wyposażona i nie stanowi godnego przeciwnika dla Reichswehry. Czy była to prawda? Niestety w dużej mierze tak. Zresztą nie ma się czemu dziwić, wszak Polska dopiero co odrodziła się po ponad 120 latach niewoli.

Źródło:

Kup ciekawą książkę (dużo taniej niż inni):

Czy wiesz, że ...

...w latach międzywojennych w warszawskim Mirowie było tak niebezpiecznie, że do dzielnicy przylgnęła nazwa Dzikiego Zachodu? Utrzymała się ona zresztą jeszcze długo po wojnie.

…pierwowzorem stereotypowego fryzjera geja był polak Antoni Cierplikowski? Żona tego króla fryzjerów musiała patrzeć, jak trwonił pokaźny majątek na utrzymanków.

...chcąc zwrócić na siebie uwagę i skłonić Hitlera do małżeństwa z nią, Ewa Braun dwukrotnie próbowała popełnić samobójstwo, w 1932 i 1935 roku. Mimo to Hitler pozostawał niewzruszony na jej wołanie o uwagę i nie zamierzał wchodzić z nią w formalny związek.

...w lipcu 1918 roku bolszewicy stracili nie tylko najbliższą rodzinę cara Mikołaja II? W nieczynnej kopalni pod Ałapajewskiem kolejnej nocy zostało zatłuczonych na śmierć pięciu krewnych władcy oraz wdowa po jego stryju.

Komentarze (8)

  1. Werner Odpowiedz

    Sytuacja wówczas była raczej odwrotna: to Polska się obawiała niemieckiej interwencji (w 1919 roku dowództwo polskie ściągnięło 2 dywizje ze wschodu dla zabezpieczenia zachodnich rubieży). Wszak Niemcy traktowali odrodzoną Polskę jako „państwo sezonowe” ( Saisonstaat)…

  2. Znafca Odpowiedz

    „Traktat wersalski drastycznie ograniczył niemiecką armię. ”
    I tak powinno być do końca świata.A zachciało im się atomówek.

  3. Członek redakcji | Kamil Janicki Odpowiedz

    Znafco,
    Niemcy nigdy nie posiadały ani nie posiadają broni atomowej. No chyba, że mówisz o zupełnie nierealistycznym planie konstrukcji takiej broni w Niemczech podczas IIWŚ?

  4. big fellah Odpowiedz

    No cóż sytuacja w polskiej armi w latach 20-stych była odbiciem sytuacji Polski we wszystkich dziedzinach administracji,gospodarki,prawodastwa.II RP to zlepek z trzech zaborów trzeba to było ujednolicić,pozszywać,połatać a to nie była (jest) praca na rok czy dwa ale na dziesięciolecia.

    • Członek redakcji | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Panie Januszu, dziękujemy za zwrócenie uwagi, ale nie ma w końcowym zdaniu błędu. „Polska (…) odrodziła się po ponad 120 latach niewoli” – gdyby 120 zamienić na 123, byłoby to niezgodne z prawdą. Zostało tu rzeczywiście wykorzystane przybliżenie do pełnej liczby w dół. Oczywiście zdanie mogłoby również brzmieć „Polska (…) odrodziła się po 123 latach niewoli”, pomijając wtedy „ponad”, ale to już dowolność autora.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.