Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Manuskrypt Jana Żeglarza (Andrzej Dudziński)

5/6Okazuje się, że odkrycie Ameryki przez niejakiego pana Kolumba to wierutna bujda. Ubiegł go nasz rodak, Jaśko z Kolna! Jakby tego było mało, cała awantura wydała się za sprawą polskiego naukowca szperającego w bibliotece zakonnej na… Wyspach Owczych.

No dobrze, a jak to wszystko się zaczęło? Oczywiście od Andrzeja Dudzińskiego, który popełnił „Manuskrypt Jana Żeglarza”. Sam autor jest dość tajemniczy. Poza informacjami, jakie serwuje nam na swojej stronie wydawnictwo Bukowy Las wiadomo niewiele. W każdym razie mamy do czynienia ze sporym indywiduum: scenarzystą telewizyjnym, reżyserem filmów dokumentalnych, miłośnikiem Kaszub i badaczem śladów pierwszych Polaków na kontynencie amerykańskim. Pan Dudziński ma naprawdę szerokie zainteresowania, a jako ciekawostkę mogę dodać to, że pisywał scenariusze do serialu telewizyjnego „Klan”. I proszę tu bez żartów – moja babcia regularnie go ogląda. W każdym razie autor „Manuskryptu Jana Żeglarza”, zaczerpnąwszy po trochu z każdej dziedziny swoich zainteresowań, zdołał stworzyć coś innego od rzeczy, które dotychczas zdarzyło mi się czytać. Przejdźmy ad rem i poznajmy głównych bohaterów: profesora Roberta Nowickiego oraz piętnastowiecznego żeglarza-odkrywcę Jana z Kolna.

Jan z Kolna. Czy ten pan dopłynął do Ameryki? (fot. Mateusz War, lic. CC ASA 3,0).

Jan z Kolna. Czy ten pan dopłynął do Ameryki? (fot. Mateusz War, lic. CC ASA 3,0).

Badacz i badany

Robert jest gdańskim historykiem. Kiedyś najbardziej pasjonowało go żeglarstwo i podrywanie studentek, a doktorat ukończyć chyba jakimś cudem. Wszystko zmieniło się od czasu jego pobytu w Stanach Zjednoczonych. Po spotkaniu z profesorem jednej z tamtejszych uczelni i zapoznaniu się z jego biblioteką, z nową siłą odkrył w sobie zamiłowanie do zgłębiania tajników historii (a konkretnie epoki wielkich odkryć geograficznych). I prawdę powiedziawszy nie ma w tym niczego dziwnego. Każdy badacz, który trafiłby przez przypadek do skarbnicy białych kruków, mieszczącej książki nie do zdobycia, znane tylko ze wzmiankowania w innych pozycjach, odkryłby w sobie nowe pokłady zaangażowania i zapału.

My jednak poznajemy Nowickiego już jako ustatkowanego profesora, starającego się o grant fundacji Nansena. Po ogłoszeniu wyników konkursu przed Robertem otwierają się zupełnie nowe możliwości. Z pozoru zwyczajna wyprawa wakacyjna wprowadzi go niespodziewanie na ścieżkę przełomowego odkrycia. Nie może też zabraknąć romansu, o którym aż chciałoby się zaśpiewać nieśmiertelny tekst Agnieszki Osieckiej: „A gdy się zejdą raz i drugi kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością…” Jeśli dodamy, że wszystko to przeplata się z wątkami kryminalnymi i dużymi pieniędzmi, nie potrzeba będzie już chyba większej zachęty do lektury.

Jan z Kolna to zupełnie inna postać. Ten urodzony w pierwszej połowie XV w. kaszubski młodzieniec był zafascynowany swoim stryjem – marynarzem i podróżnikiem. Słuchając jak urzeczony jego opowieści chciał wieść podobne życie. Porzucił dom rodzinny i karierę duchownego przewidzianą dlań przez ojca. Zamiast tego szukał szczęścia w Gdańsku, gdzie zakochał się w spojrzeniu pewnych figlarnych oczu. Właścicielką owych zwierciadeł duszy była nieosiągalna dla niego wówczas córka bogatego kupca Marynia, odwzajemniająca uczucie. Żeby stać się godnym ukochanej Jan postanowił wspiąć się po szczeblach kariery wilka morskiego i już jako kapitan statku lub armator starać się o jej rękę. Wraz z kolejnymi fragmentami przekładu pewnego starego manuskryptu, jakie docierają do Nowickiego, poznajemy zmagania Jana z przeciwnościami losu. Wreszcie jego statkiem ruszamy w podróż, która może okazać się ostatnią, a jednocześnie jest przełomową.

Na Wyspy Owcze i jeszcze dalej

„Manuskrypcie Jana Żeglarza” zaskakuje na każdym kroku. Założenie, jakie autor przyjął dla swojej powieści trudno mi porównać do czegokolwiek innego. Poznajemy zakulisowe rozgrywki świata nauki, poczucie wolności, jakie może dać wyłącznie mieszkanie w pokoju z widokiem na ocean (dalej jest już tylko Ameryka) i pasję, z jaką można tylko kochać lub odkrywać. I wbrew obiegowej opinii zaczynamy wierzyć, że polski naukowiec może dokonać wielkich rzeczy. Wystarczy mu jego wiedza, samozaparcie i łut szczęścia. Bez wielkich pieniędzy na starcie (wszak o duże wsparcie finansowe dla humanistów nad Wisłą z roku na rok coraz trudniej) Robert Nowicki ma szansę postawić całą historię wielkich odkryć geograficznych na głowie. A który z początkujących studentów historii czy archeologii nie marzy skrycie o takiej możliwości?

Andrzej Dudziński, "Manuskrypt Jana Żeglarza", Bukowy Las 2012.

Andrzej Dudziński, „Manuskrypt Jana Żeglarza”, Bukowy Las 2012.

Fabuła toczy się w dwóch liniach czasowych, skupiając się dwóch głównych bohaterach – badaczu i obiekcie jego badań. Obszerniejsza część oscyluje wokół naukowca z Gdańska. Jej akcja toczy się mniej więcej współcześnie, głównie na Wyspach Owczych. Tam polski profesor na prośbę opata zajmuje się klasztorną biblioteką, odnajdując niezwykły manuskrypt. Stara księga okazuje się kluczem do jego wcześniejszych badań i odsłania przed nim zupełnie nowe fakty. Dzięki manuskryptowi poznajemy także historię Jana. Dzieje się ona ponad pół tysiąca lat wcześniej i każdy jej etap wpływa na badającego ją współcześnie Roberta.

Powieść w sam raz dla historyka?

Całość czyta się bardzo przyjemnie. Z każdym kolejnym rozdziałem przeplatające się historie Jana i Roberta intrygują coraz bardziej. Wielowątkowość powieści jest zdecydowanie jej atutem. Pojawia się nawet wątek piłkarski. Młodzi braciszkowie zakonni wypraszają od opata wychodne na mecze lokalnej drużyny piłkarskiej (tylko żebyście mi na completę byli z powrotem! – odpowiadał przełożony). Gdzieś w tle poznajemy historię Ryśka, rybaka z Gdańska, który na Wyspach Owczych szukał świętego spokoju czy skrytą Inuitkę Inę z trudną przeszłością i dobrym sercem. Z naszej perspektywy ważniejsze jest jednak to, że powieść Dudzińskiego zawiera w sobie solidną dawkę bardzo przystępnie podanej historii. Przy tym opowieść okraszona jest zaskakującymi zwrotami fabuły, co nie pozwala czytelnikowi się nudzić. Jeśli chcecie się dowiedzieć, co mają ze sobą wspólnego dziwna fajka, płatki róż zasuszone pomiędzy kartami bardzo starego rękopisu i pewna rudowłosa dziewczyna, gorąco polecam lekturę „Manuskryptu Jana Żeglarza”.

Autor: Andrzej Dudziński
Tytuł: Manuskrypt Jana Żeglarza
Wydawca: Bukowy Las
Oprawa: miękka
Liczba stron: 518
ISBN: 83-7123-630-1
Data wydania: 27 czerwca 2012
Cena: 41,90 zł
Ocena: 5/6

Komentarze (6)

  1. Sławek Odpowiedz

    wszystko to bardzo ciekawe, ale przecież wiadomo od dawna, że przed Kolumbem do Ameryki dopłynęli Wikingowie a przed nimi jeszcze prawdopodobnie Chińczycy :)

  2. Jarek Odpowiedz

    A przed Chińczykami przeszli na piechotę po lodowcu późniejsi Indianie z Północnej Azji .

    A przed Indianami przypłynęli Aborygeni z Australii, ale Indianie ich później wybili do cna.

  3. Wojtek Bartnik Odpowiedz

    „Spore indywiduum”. Autorka recenzji miała na myśli chyba to, że autor jest „indywidualnością”.

  4. Wojtek Bartnik Odpowiedz

    Niniejszym uczyniłem to co mi pan Janicki zalecił i oto jeden z pierwszych wyników:

    „niemniej zdarza się czasem indywiduum, które przerasta swym bezhołowiem”

    lub

    „fraku, a nie z indywiduum w gumofilcach blokującym drogę pod”

    Autor książki nie wyróżnia się zapewne bezhołowiem, ani nie blokuje dróg, osobliwie w gumofilcach. Użycie słowa „indywiduum” w tym zdaniu, w którym autorka chciała oddać hołd jego rozlicznym talentom, to błąd zaburzenia łączliwości semantycznej.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.