Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Niemcy zabili pół tysiąca niemieckich jeńców. Niechcący!

O paskudnej wpadce Niemców pisały brytyjskie gazety...Przypadkiem można się potknąć. Czasami człowiekowi zdarza się wyrzucić przez przypadek jakieś ważne papiery, zostawić parasol w tramwaju czy rozbić ulubiony wazon cioci. Ale żeby tak przypadkiem usiec kilkuset jeńców własnej narodowości i kilkuset sojuszników? No! Taką właśnie sztukę opanowali Niemcy.

Pewnego pięknego lipcowego poranka 1940 roku okręt podwodny U47 mknął sobie spokojnie przez Atlantyk, gdzieś  na zachód od Irlandii. Wiózł na swym pokładzie zadowoloną załogę i nie mniej zadowolonego kapitana Güntera Priena. Właśnie kończył swój bardzo owocny patrol bojowy i pruł fale zmierzając w stronę ojczystych brzegów. Sielanka!

Kiedy kapitan Prien dowiedział się, że właśnie zabił kilkuset Niemców, z jego twarzy musiał spełznąć ten radosny uśmiech.

Kiedy kapitan Prien dowiedział się, że właśnie zabił kilkuset Niemców, z jego twarzy musiał spełznąć ten radosny uśmiech.

Przed godziną 7 rano U47 zupełnie przypadkowo natknął się na duży brytyjski statek pasażerski, wybudowany w 1927 roku. Dumna „Arandora Star”, pływająca pod banderą armatora z Liverpoolu, w czasie pokoju oferowała miejsca dla 400 pasażerów. Łup idealny.

Statek nie był oznaczony emblematami Czerwonego Krzyża, które mogłyby mu dawać nadzieję na ochronę przed atakami wilczych stad lub innych jednostek niemieckich. W dodatku na dziobie i na rufie „Arandora Star” miała zamontowane uzbrojenie w postaci dział. Nic więc dziwnego, że niemieccy marynarze wzięli ją za krążownik pomocniczy.

Widząc nie lada okazję, kapitan Prien rozkazał załadować jedyną torpedę, jaka pozostała na U-boocie (przypomnijmy − jednostka wracał z patrolu bojowego) i w pozycji 55° 20´ N i 10° 33´ W zatopił duży statek pasażerski. „Arandora Star” otrzymała trafienie w śródokręcie i szybko poszła  na dno.

Wracająca zwycięsko do domu załoga U47 jak gdyby nigdy nic dołączyła do swojego końcowego wyniku jeszcze 15 501 BRT (ton rejestrowych brutto). Łącznie puścili na dno 81 501 BRT! Ostatnia torpeda, idealne trafienie…

SS "Arandora Star" pełnej krasie. Taki ładny statek, a tak marnie skończył!

SS „Arandora Star” pełnej krasie. Taki ładny statek, a tak marnie skończył!

Wszystko byłoby tak piękne, gdyby nie jedno ale… Na pokładzie statku przebywali jeńcy i internowani przez Brytyjczyków obywatele państw Osi. Na dobrą sprawę „Arandora Star” była jednym wielkim, pływającym obozem jenieckim! Pokład statku zmierzającego do Kanady był wypełniony ludźmi, z których tylko niewielką część stanowili członkowie załogi i alianccy żołnierze.

Artykuł powstał w oparciu o książkę "U-booty II wojny światowej".

Artykuł powstał w oparciu o książkę „U-booty II wojny światowej”.

Jak pisze Andrzej Perepeczko, autor książki U-Booty II wojny światowej, spośród przymusowych pasażerów 56 Niemców zostało pojmanych w trakcie działań wojennych, a pozostałych 500 było internowanych. 734 Włochów internowano po rozpoczęciu włoskiej inwazji na Francję. Oprócz tego na „Arandorze” płynęło 174 członków załogi i 200 żołnierzy alianckich konwojujących jeńców.

Kiedy torpeda wystrzelona przez U47 uderzyła w statek, wystarczyła godzina, a według innych źródeł tylko pół, by ten zatonął. Zanim jednak jednostka poszła na dno, zdołano nadać SOS oraz spuścić na wodę szalupy i tratwy. Na sygnał odpowiedziała brytyjska łódź latająca „Sunderland”, która niedługo później pojawiła się nad rozbitkami i zrzuciła im sprzęt ratunkowy.

Dopiero po pięciu godzinach na miejscu tragedii pojawił się kanadyjski niszczyciel „St. Laurent”, by zabrać ze sobą ocalałych. Na swój pokład podjął 322 Niemców, 243 Włochów, 163 żołnierzy i 119 członków załogi. Utonęło 243 Niemców, 491 Włochów, 37 żołnierzy alianckich i 55 członków załogi.

U47 dumnie pruje fale ruszając na kolejny patrol.

U47 dumnie pruje fale ruszając na kolejny patrol.

Naoczny świadek wydarzeń, sierżant Norman Price, który był na pokładzie „Arandory”, tak opisuje swoje przeżycia:

Widziałem setki ludzi trzymających się kurczowo statku. Byli niczym mrówki i wtedy statek przechylił się do góry z jednej strony i szybko poszedł na dno, ciągnąc ludzi za sobą. Wielu połamało karki skacząc lub nurkując do wody. Inni poranili się uderzając o dryfujące szczątki obok tonącego statku.

Ciekawe jak czuł się Günther Prien ze świadomością, że ma na rękach „bezcenną” niemiecką krew?

Źródła:

Andrzej Perepeczko, U-Booty II wojny światowej, Instytut Wydawniczy Erica, Warszawa 2012.

Kup ciekawą książkę (dużo taniej niż inni):

Komentarze (9)

  1. Seprioth Odpowiedz

    Bezcenną jak bezcenną. Jeśli tych pięciuset Niemców na pokładzie okrętu było internowanych, to najpewniej byli to nielegalni emigranci, a tych Hitler nie darzył specjalną sympatią. :P Za tymi, co trafili do obcej niewoli, też nie przepadał, z tego co pamiętam.

    Ale ciekawostka fajna :)

  2. Decal Odpowiedz

    W trochę prześmiewczym tonie napisane – troszkę jakby na siłę. Takie rzeczy się zdarzały zdarzają i będą zdarzać, Skąd kapitan mógł wiedzieć co jest na drugim statku?

    • Ciotka Odpowiedz

      Oj, duzo w tym tekscie bledow rzeczowych, poczawszy od samego tytulu – powinno byc raczej „Niemcy zabili pol tysiaca wloskich emigrantow”, bo w istocie smierc ponioslo 446 Wlochow, w tym wielu ludzi w wieku znacznie ponadpoborowym (pierwszym odnalezionym cialem, wyrzuconym przez morze w co. Donegal, Eire, bylo cialo 71-letniego Wlocha, Ernesto Moruzzi)
      W tej historii nie ma nic smiesznego – moze poza tym, ze statek mial zamontowane jakies prowizoryczne (stalowe siatki pod kadlubem itp) zabezpieczenia przeciwtorpedowe. Wyraznie sie nie sprawdzily – wystarczyla jedna torpeda. I to torpeda wczesniej nieuzyta, bo kpt Prien wzial ja za wadliwa, sam byl zdziwiony, gdy eksplodowala. Jak pech to pech…

      Tym bardziej dziwi mnie uciecha autorki z zatopienia akurat TEGO statku (chyba przestane pania Ole lubic!), ze wlasnie na „Arandora Star” ewakuowano z Francji w 1940 1700 polskich zolnierzy, odcietych przez Niemcow w Saint-Jean-de-Luz, a wczesniej kilkuset waszych z Norwegii (+ Bryty i Francuzi, w sumie 1600 ludzi). Czy rownie smiesznie by bylo, gdyby kpt.Prien wowczas ten statek upolowal? Albo chocby Luftwaffe? Stad zreszta i owe dzialka przeciwlotnicze na tym statku – Luftwaffe nie jeden raz do niego walila.
      Poza tym przypominam: na storpedowanym statku byli internowani, CYWILE, niemieckich jencow wojennych bylo w tej ogromnej liczbie (ponad 1000 samych pasazerow) zaledwie osiemdziesieciu paru, z tego ocalalo niemal 3/4. Ofiar zreszta byloby mniej, gdyby Wlosi nie wpadli w panike i stupor; nie dalo sie ich ruszyc ze statku nawet jencom niemieckim, ktorzy wg. ocalalych Brytow niezle sie w akcji ratunkowej spisali. Szalupy i tratwy ratunkowe nie zostaly wiec w pelni wykorzystane, choc 2 uszkodzil sam atak,a jedna z pierwszych spuszczonych zatonela. Kapitan i 12 oficerow pozostalo na tonacym statku z pozostalymi pasazerami. Wielka tragedia i wielki heroizm.

      Naprawde jestem lekko zszokowana ogolnym tonem tego tekstu i dosc bezmyslnym Schadenfreude, bo Brytyjczycy w sprawie tego tragicznego zdarzenia zachowuja sie raczej godnie: poczawszy od tablic pamiatkowych i tzw. parkow pamieci w paru miejscach na Wyspach (i Liverpool, i Walia, i Szkocja, i Londyn etc) z nazwiskami wszystkich ofiar, bez wzgledu na nacje. Jak wspomnialam: najwiecej zginelo WLOCHOW, i to z imigrantow zasiedzialych w Wlk.Brytanii – moze i decyzja wladz brytyjskich byla niepotrzebnym dmuchaniem na zimne, ale gdyby nie kpt Prien wszyscy ci mezczyzni doczekaliby konca wojny w Kanadzie, pewnie z duzo lepszym zarciem nizli na Wyspach.
      W rocznice tragedii, 2 lipca, odprawia sie takze anglikanskie i katolickie msze memoracyjne, fundowane przez rozne stowarzyszenia, nie tylko wloskie, oraz angielskich, walijskich i szkockich potomkow sasiadow tych ofiar. I przypomina o tym BBC.

      Polacy – jak widac – uczcili te tragedie po swojemu…

      Gunther Prien (jeden z najlepiej zapowiadajacych sie dowodcow U-bootow, zdazono go jeszcze za zycia nagrodzic Krzyzem Rycerskim z Liscmi Debu) mogl sie istotnie nigdy nie dowiedziec, co zrobil. Przepadl wraz ze swa lodzia w 1941, prawdopodobnie trafiony przez brytyjski niszczyciel „Wolverine” na zachod od Irlandii. Jego pomylke z „Arandora Star” moze tlumaczyc wspomniany juz tu fakt, ze ten statek poorzednio sluzyl wielokrotnie do transportu i ewakuacji alianckich wojsk, i jego sylwetka, jak i jego najczestsza rola, mogly byc Niemcom znane.
      Poza tym „Arandore” storpedowano na zachod od Szkocji (Hebrydow Wewnetrznych – to najblizszy lad) i sporo dluzszy odcinek na polnoc od Irlandii, ale to juz drobiazg.
      Mysle, ze w tym wlasnie miejscu, niemal przy samym wyjsciu z Morza Irlandzkiego na Atlantyk nikt sie zadnego U-boota nie spodziewal i brak eskorty tu akurat nie dziwi. Pojecia nie mam, czy nie planowano zadnej po pelnym wyjsciu na Atlantyk, poza Hebrydy Zewnetrzne (w okolicach tej
      tragedii baza marynarki wojennej siedziala i siedzi na bazie) – wypadaloby sprawdzic

      • Ciotka Odpowiedz

        By lepiej zrozumiec moja ostatnia uwage nalezy wziac pod uwage … geografie. U-boot Priena znalazl sie pomiedzy Irlandia i Brytania (Szkocja), zaatakowal statek (ten wyszedl z Liverpoolu) niemalze na Morzu Irlandzkim, co najdobitniej ilustruje fakt, ze bodajze dwadziescia kilka cial wlasnie Morze Irlandzkie wyrzucilo na plaze w okolicach Wicklow (na pld. od Dublina, sasiedni dystrykt), co zreszta i Irlandczycy uczcili, stawiajac tam kaplice. Eskorta dla „Arandora Star” na Morzu Irlandzkim? Bylaby to lekka przesada.
        Ten caly kpt Prien to byl niezly cowboy, bo dodajmy i wspomniane bazy marynarki w okolicy, w tym przynajmniej jedna duza, ktora Hitler chcial wysadzic w powietrze z pomoca .. IRA, co skonczylo sie ich procesem w Dublinie. Tez ciekawa historia, ale o tej moze sama cos napisze.

      • Adi Odpowiedz

        Cyt: „Tym bardziej dziwi mnie uciecha autorki z zatopienia akurat TEGO statku (chyba przestane pania Ole lubic!), ze wlasnie na „Arandora Star” ewakuowano z Francji w 1940 1700 polskich zolnierzy, odcietych przez Niemcow w Saint-Jean-de-Luz, a wczesniej kilkuset waszych z Norwegii (+ Bryty i Francuzi, w sumie 1600 ludzi).”

        Tylu było Polskich żołnierzy? Toż to chyba więcej niż wszystkich przed wojną obywateli RP !

  3. Wanda Odpowiedz

    Statek, który w czasie wojny nosi uzbrojenie staje się okrętem wojennym i może być torpedowany. O tym, że na pokładzie byli jeńcy kapitan wiedzieć nie mógł i nie wiadomo, czy się nawet później dowiedział. Ciekawostka owszem interesująca.
    Nb. większość jeńców amerykańskich wiezionych do Japonii z Guam, Filipin itp. nigdy tam nie dotarła – statki japońskie były torpedowane przez amerykanskie okręty wojenne.

  4. wrobel.cwirek Odpowiedz

    A to przypadniem nie Anglicy popełnili tutaj „wykroczenie” względem Konwencji Genewskiej nie znakując odpowiednio statku wiozącego jeńców. W dodatku statek szedł nie w konwoju. De’facto, Brytole sprowokowali chyba specjalnie ten atak.

  5. Anonim Odpowiedz

    ale o ile dobrze pamiętam Alianci mają koncie większy „wyczyn” – podczas bombardowania bunkrów w północnej Francji w 1943 lub 1944 roku uśmiercili za jednym razem 10 tyś zatrudnionych przy ich budowie więźniów. Rzeczywiście, tego typu przypadki się na wojnie zdarzają wszystkim stronom … i to tylko pokazuje ja straszną jest rzeczą wojna i jak niszczycielskie przynosi skutki, szczególnie w jej „nowoczesnym” (sic!) wydaniu.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.