Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Crimen (Józef Hen)

No, siadajcie Waszmość, ogrzejcie się przy ogniu. Weźcie piwa i słuchajcie. Swego czasu chadzał drogami najjaśniejszej Rzeczpospolitej człek, co to świętego Józefa za patrona miał, a kiedy bajał, to niechybnie Wergiliusz jego rękę prowadził. Kędy jego dumanie płynęło jeno sam Pan Bóg wiedzieć raczy. Po ojcach Hena miano nosił i dumnie je w świecie rozsławiał, a nam maluczkim braci szlacheckiej dzieje opowiadał.

Patrzę na leżącą przede mną książkę i zastanawiam się jak to możliwe, że jedna nieskomplikowana okładka przekazuje tak wiele treści. Widząc szlachciurę, któremu cienkimi strużkami płynie po twarzy krew, z marsowym obliczem wyrażającym więcej niż tysiąc słów, myślę: Tomasz Błudnicki. Któż to taki? Bohater powieści przygodowo-detektywistycznej Crimen Józefa Hena.

Na początek przedstawmy szanownego autora. Józef Hen to człowiek nad wyraz wszechstronny: powieściopisarz, autor opowiadań, publicysta, dramaturg, scenarzysta i reportażysta. Na podstawie jego dzieł powstało kilka filmów i seriali, sama zresztą pamiętam z dzieciństwa serial Rycerze i rabusie z Tomaszem Stockingerem w roli starościca Piotra Wolskiego (który nota bene jest jedną z drugoplanowych postaci także w Crimenie). W czasach, kiedy do dyspozycji były tylko dwa kanały telewizji publicznej, a o powszechnie dostępnych komercyjnych stacjach wróbelki jeszcze nie ćwierkały, z wypiekami na twarzy śledziłam losy młodego stróża prawa… No dobrze, dość juz tych wspominków. trzeba wziąć się do roboty i wydedukować, kto popełnił tytułowy crimen.

Jeszcze tylko drobny wtręt dla czytelników, którzy nie musieli w szkole wykuwać na pamięć fragmentów dzieł Cezara w oryginale i przyswajać sobie miliona łacińskich sentencji, śniąc po nocach o deklinacjach i koniugacjach. Tytułowy Crimen to po łacinie zbrodnia. I właśnie ów czyn niegodny staje się początkiem naszej wędrówki.

Podróż w znane albo i nieznane

Razem z nami podróż w nieznane odbywa Tomasz Błudnicki. Ktoś mógłby zapytać, czy w sytuacji pana Tomasza mówienie o owym „nieznanym” nie jest nadinterpretacją, skoro wraca on po latach do domu rodzinnego, mając w pamięci trudy kampanii wojennych, niewoli i tułaczki. Miejsce do którego jedzie nie jest jednak tym samym, które opuszczał jako nastolatek. Już w drodze dowiaduje się, że jego ojciec od niedawna nie żyje, a gdy przybywa do rodzinnych Błudnik, zastaje majątek w opłakanym stanie. Najtrudniejsze jednak dopiero przed nim, bowiem młody szlachcic podejrzewa, że ktoś dopomógł jego ojcu opuścić ziemski padół.

Tomasz Błudnicki, nie bacząc na spokój zmarłego i na opinie żywych, postanawia za wszelką cenę poznać okoliczności tej tajemniczej śmierci. Odnalezienie winnego ma stać się katharsis dla nowego pana na Błudnikach, któremu pozostało niewiele ponad honor szlachecki i krew przelaną na dymitriadach. Zanim dotrze do prawdy musi jednak poznać wszystkie fakty i zbadać każdy potencjalny motyw. Podejrzanych jest wielu, a niejeden z nich był feralnej niedzieli w Sańsku, gdzie starego Błudnickiego dosięgło kościste ramię śmierci…

Józef Hen, Crimen, Instytut Wydawniczy Erica, 2011.

Józef Hen, Crimen, Instytut Wydawniczy Erica, 2011.

Cały wachlarz podejrzanych

Crimen to powieść detektywistyczna spod znaku kontusza i szabli, osadzona w okresie panowania Zygmunta III Wazy, kiedy Rzeczpospolita szlachecka przeżywała swoje apogeum. Hen sięga po wiele wątków charakterystycznych dla tych czasów i dla Rusi Czerwonej, gdzie rozgrywa się większość wydarzeń. W powieści przewija się wiele nacji i wyznań. Znajdziemy tu katolików, prawosławnych, wyznawców religii mojżeszowej i radykalnych arian, zwanych przez bohaterów Crimena kosturowcami. XVII-wieczna Ruś to także mozaika etniczna. Błudnicki spotyka na swej drodze Polaków, Rusinów, Tatarów, Ormian, Niemców i Żydów, ocierając się o ich wzajemne animozje i obserwując wszystkie warstwy społeczne, od ubogich chłopów, poprzez mieszczan, aż do bogatej szlachty. Granice pomiędzy nimi są sztywne niczym w społeczeństwie kastowym, jednak pewna chłopka ma w sobie coś, co sprawia, że panowie-szlachta mają te bariery za nic.

Poddanka ze wsi pana Łukasza Bezłeckiego − Nastka − sprawia, że mężczyźni wariują na jej punkcie. Nie ważne czy to pan, czy to chłop, tracą rozum jakby im ziela zadała – mawiają wiejskie baby, a teściowa kobiety niczym rasowa burdelmama wyciąga rękę po pieniądze za milczenie i za swoje ciche przyzwolenie na pańskie amory na chłopskim. O tempora, o mores! chciałoby się zakrzyknąć. Cóż, skoro mąż Nastki Wasyl niewiele z tego wszystkiego rozumie. Wasyl chodził do Sańska słuchać śpiewów kosturowców. Kiedy zginął Błudnicki, też tam był.

Podejrzliwie pan Tomasz patrzy też na miejscowych zabijaków Rosińskich, których kompanija sieje postrach w okolicy. Zapomnieli co to honor szlachcica i hejże napadać na panów braci i gwałtem brać czego zapragną. Jeden z nich z dziwną czułością patrzy na siostrę Błudnickiego, może nawet z wzajemnością… Najlepiej żeby było po bożemu i z błogosławieństwem brata, ale po drodze jest jeszcze pani-matka Rosińska – herod baba jakich mało − komenderująca swoją zbójecką watahą. Czy Rosińscy skorzystali na śmierci Błudnickiego?

Komentarze (1)

  1. Kofek Odpowiedz

    Nie tylko książka jest niesamowita, ale również serial z lat 80-tych. Bardzo fajna rola Bogusława Lindy (chyba tam go pierwszy raz widziałem) jako Tomka Błudnickiego, a muzyka Satanowskieo – niesamowita

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.