Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Wariat na froncie! Zaburzenia psychiczne podczas II wojny światowej

Elektrowstrząsy. Najlepsze lekarstwo na wszystko! Niestety na oddziałach psychiatrycznych szpitali Wehrmachtu nie robiono za wielu zdjęć... Zamiast tego obrazowy kadr z filmu "Shock Corridor" (1963).Podczas wojny niemal milion żołnierzy amerykańskich leczono z powodu zaburzeń psychiatrycznych. Co czwartego członka oddziałów liniowych uznawano za chorego umysłowo. Niemcy z kolei traktowali swoich „neurotyków”… elektrowstrząsami.

Wbrew pozorom to nie straty w postaci zabitych lub rannych były największym problemem dla US Army. Kiedy ktoś został ranny przynajmniej było wiadomo, co z nim zrobić (załatać, odesłać do szpitala, na rekonwalescencję albo do domu). Tymczasem problemów psychiatrycznych armia ani nie przewidziała, ani nie była przygotowana do ich leczenia. Znienacka, kiedy tylko pierwsi jankesi wylądowali w Afryce (a następnie we Włoszech i Francji), wybuchła prawdziwa epidemia…

Niemiecki szpital wojskowy w Siedlcach (fotografia z forum magazynu „Odkrywca”).

Niemiecki szpital wojskowy w Siedlcach (fotografia z forum magazynu „Odkrywca”).

W przeciągu wojny 929 307 żołnierzy amerykańskich było leczonych psychiatrycznie, a 320 000 odesłano z tego powodu do kraju, jako nieodwracalnie niezdolnych do służby. Problemy umysłowe dotknęły łącznie 8,9% Amerykanów w mundurach.

Nieporównanie gorzej sytuacja wyglądała w oddziałach liniowych. W okresie najcięższych walk, od czerwca do listopada 1944 roku, odsetek ten wynosił aż 26%! Były zresztą oddziały, w których „oszalało” więcej żołnierzy, niż w nich służyło (nawet 150%).

Martin van Creveld, autor książki „Wehrmacht kontra US Army” wydzielił dwie grupy ofiar psychicznych na zachodnioeuropejskim teatrze działań:

Do pierwszej zaliczali się nieostrzelani żołnierze, z reguły z uzupełnień, których psychika rozpadała się w ciągu mniej więcej kilku dni od wejścia do walki. Drugi zaś rodzaj to doświadczeni żołnierze, którzy załamywali się po około czterech miesiącach walki. (…) Żołnierze pierwszego typu byli ofiarami systemu uzupełnień i niedostatecznej zwartości amerykańskich jednostek (…) ci zaliczający się do drugiego rodzaju załamywali się pod ciężarem nieograniczonego czasu służby (s. 147).

Amerykański szpital wojskowy z okresu II wojny światowej.

Amerykański szpital wojskowy z okresu II wojny światowej.

Co znamienne, ofiar śmiertelnych było w US Army ponad trzy razy mniej niż psychicznych. Z kolei liczba rannych i dotkniętych zaburzeniami umysłowymi była niemal porównywalna.

O dziwo zupełnie inaczej wyglądała sytuacja w armii niemieckiej, gdzie przynajmniej oficjalnie choroby psychiczne niemalże nie występowały. Martin van Creveld podaje jako przykład statystyki dotyczące Afrika Korps Rommla.

Artykuł powstał w oparciu o książkę Martina van Crevelda pt. "Wehrmacht kontra US Army 1939-1945. Porównanie siły bojowej" (Instytut Wydawniczy Erica, 2011).

Artykuł powstał w oparciu o książkę Martina van Crevelda pt. „Wehrmacht kontra US Army 1939-1945. Porównanie siły bojowej” (Instytut Wydawniczy Erica, 2011).

W okresie intensywnych, czteromiesięcznych walk (IX 1941 – I 1942) do leczenia psychiatrycznego odesłano 283 osoby, z których 68 odniosło rany fizyczne. Nie była to duża liczba na tle 43-tysięcznego korpusu. Ogółem w armii niemieckiej problemy psychiczne diagnozowano u góra 3% żołnierzy rocznie.

Na pewno znaczenie miała dyscyplina, sposób szkolenia, statystycznie większe doświadczenie bojowe i brak akceptacji dla tego rodzaju problemów. Wydaje się jednak, że najskuteczniej na członków Wehrmachtu działała sama wizja „leczenia”. Jeśli komuś nie pomógł tydzień odpoczynku, podczas którego mówiono do niego w stanowczy, lecz przyjacielski sposób (sic!) oraz seria forsownych ćwiczeń fizycznych, wysyłano go do specjalnego szpitala wojskowego.

Tam krnąbrnych pacjentów czekała tak zwana „faradyzacja” – kuracja prądem elektrycznym, na tyle silnym, by wywołać ból. Chorym podawano też narkotyki (np. kardiazol). Nic dziwnego, że nawet 85% z nich szybko wracało na front, zapewniając o swoim całkowitym ozdrowieniu…

Źródło:

  • Martin van Creveld, Wehrmacht kontra US Army 1939-1945. Porównanie siły bojowej, Instytut Wydawniczy Erica, 2011, s. 138-148.

Komentarze (11)

  1. Członek redakcji | Autor publikacji | Redakcja Odpowiedz

    Komentarze z naszego profilu na Facebooku (http://www.facebook.com/ciekawostkihistoryczne):

    Łukasz Męczykowski: //www.youtube.com/watch?v=AL5noVCpVKw A tu coś z poprzedniej wojenki. Ci z II wojny mieli o tyle łatwiejszą sytuację, że „nerwica frontowa” była już uznaną jednostką chorobową, podczas I byli uznawani za zwykłych tchórzy.

    Ciekawostki historyczne: No właśnie nie do końca. Niby taką chorobę uznawano… ale: u Niemców przyjmowano, że natura prawdziwego żołnierza niemieckiego wyklucza jakieś tam neurozy i w przeciwieństwie do I wojny światowej niemal ich nie diagnozowano. Zdarzały się – oficjalnie – tylko pojedyncze przypadki na całe dywizje! Lekarze woleli uznawać, że dany żołnierz to „psychopata” albo „jednostka niedostosowana”. Z kolei Amerykanie przeprowadzali psychologiczną selekcję rekrutów. Odrzucono milion kilkaset tysięcy osób (ponoć) potencjalnie podatnych na zaburzenia psychiczne i przyjęto, że reszcie żadne neurozy nie będą grozić… Tak więc i jedni i drudzy niewiele się nauczyli po I wojnie światowej.

    Łukasz Męczykowski: Nic nie mówiłem o stosowaniu tej diagnozy, tylko o jej istnieniu :) A że lekarze niechętnie ją stosowali – cóż, rzecz zrozumiała. Jest problem z załamaniami nerwowymi – TADAAAA – nie ma problemu :)

    • Ciotka Odpowiedz

      Zachowaly sie akta medyczne szpitala psychiatrycznego SS w Gessen (a moze i innych). Byc moze te „elite” niemieckiej armii traktowano specjalnie, niemniej diagnozowano i neurozy, i depresje kliniczna – te ostatnia wlasnie do leczenia elektrowstrzasami. To nie byl zaden wymysl nazistowski, ale dosc standardowa, a nawet i wielce „nowoczesna”, metoda leczenia depresji w owym czasie (psychiatria amerykanska – przykladowo – robila z psychicznie chorych zombies dzieki lobotomii etc) . I stosowano ja przynajmniej do konca XX wieku i na wschodzie, i na zachodzie.
      Czasem gwoli scislosci historycznej warto sprawdzic zanim sie cos palnie.

  2. Adaś Odpowiedz

    Ojej – to nie wiecie, że chory psychicznie żołnierz niemiecki jechał prosto do pieca? Ale kto by tam odróżniał zaburzenia od chorób psychicznych?

  3. dd reporter Odpowiedz

    Zawsze mnie to zastanawialo, nie sa to chyba bardzo rozpowszechnione dane. I dzis (poczynajac od Wietnamu, na Afganistanie i Iraku konczac), media poruszaja ten temat, tylko w skrajnych przypadkach (jak ten co zabijal bezdomnych), albo „cudownie uzdrowionych”. O niemieckie, to nawet nie pytam, ale amerykanskie media wspominaly cos na ten temat? Byly jakies wzmianki, czy doliczano ich do rannych? Wiadomo cos na ten temat?

  4. Członek redakcji | Autor publikacji | Kamil Janicki Odpowiedz

    Wydaje mi się, że nawet sami żołnierze wystrzegali się tego tematu jak ognia. Pracując nad swoją książką o alkoholu podczas II wojny światowej (//ciekawostkihistoryczne.pl/2012/03/02/zapowiedz-pijana-wojna-alkohol-podczas-ii-wojny-swiatowej/) przewertowałem ponad 250 różnych wspomnień i pamiętników. I nie przypominam sobie wzmianki o żadnym zdiagnozowanym lub hospitalizowanym przypadku „psychicznym”…. Choć oczywiście nie szukałem akurat takich fragmentów.

  5. Joker Odpowiedz

    ziomboj- kozak w necie, d#pa w swiecie. Niejeden z tobie podobnych okazów narobiłby w pory zanim by strzały usłyszał. Niejeden z tobie podobnych okazów najprawdopodobniej nawet nie usłyszałby pierwszego strzału (ponoć nie słyszy się kuli, która cię zabija). Strugać wirachę to można w necie- ale to własnie w tamtym czasie faceci mieli jaja jak byki, obecnie chyba wróble mają większe ;).

  6. Członek redakcji | Redakcja Odpowiedz

    Kolejna porcja komentarzy z naszego profilu na Fb http://www.facebook.com/ciekawostkihistoryczne:

    Majka S.: Szkoda, ze sie nie leczy tych psychpatow z obsesja wojenki.

    Henry C.: Niestety, doprowadzajacy do wojen rzadko biora w nich udzial

    Piotr J.: A Patton walił w mordę. Ale i tak go bardzo lubię, bo chciał walczyć z Sowietami.

    Ciekawostki historyczne: No i to „walenie w mordę” pozbawiło go szans na dowodzenie lądowaniem w Normandii. Ale masz rację mimo wszystko Patton po prostu da się lubić, nie to co pewien przemądrzały brytyjski generał/marszałek

    Adrian M.: Właśnie mialem pisać ze pan Montgomery zasługuje na miejsce na tej liście „ciekawostki historyczne”

    Piotr J.: Chociaż z drugiej strony odegrał istotną rolę w powodzeniu lądowania w Normandii, jako dowódca Armii duchów. Ale on pewnie wolałby dowodzić rzeczywistą armią.

    Ciekawostki historyczne: Oj, zdecydowanie. Kto jak to, ale on walki nigdy nie unikał.

    Marek Cz.: Ale z tego, co wiem, to zdawał sobie sprawę z tego, że jego funkcja, tak jak i sama „armia duchów”, jest bardzo ważna w tej kampanii. Zresztą potem miał okazję się wykazać

  7. Ciotka Odpowiedz

    Szpital psychiatryczny Waffen SS miescil sie bodajze w Gessen. Bo i SSmani dostawali hopla, glownie Totenkopf – personel obozow koncentracyjnych. Pakowano tez don i alkoholikow, ale to byl dosc typowy odwyk.
    Leczenie elektrowstrzasami jest do dzis uznana praktyka psychiatryczna, szczegolnie przy depresjach klinicznych, a wiec z gory bym jej nie potepiala w czambul.
    Nie jest takze prawda. ze dzis sie problemy psychiatryczne zolnierzy ukrywa (moze w Polsce). W swiecie anglosaskim istnieje nawet jednostka chorobowa „gulf syndrom” , od pierwszej Wojny w Zatoce (Perskiej, rzecz jasna); w Wlk.Brytanii poza renta wyplaca sie nawet i odszkodowania. To rodzaj stressu potraumatycznego, ale z pewnymi swoistymi cechami.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.