Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Księga wojny (zbiór opowiadań)

­­­Ocena 4-/6Trochę wybuchów, gram dramatu, szczypta satyry i garść fantastyki. Dwa słowa – „Księga Wojny” i zaczynasz rozumieć. Z czym to się je? Z karabinami, II wojną światową, zagadkowym, zakrzywiającym rzeczywistość przedziwnu, z rzymsko-bizantyjskimi herosami i krematoryjnymi piecami w tle. ­­­

Może nie jeżdżę na konwenty, nie jestem pasjonatką planszówek, karcianek i larpów ani nie prenumeruję „Nowej Fantastyki”, ale niejedną książkę w życiu czytałam, a gustuję właśnie w fantastyce. Sięgając po antologię „Księga Wojny” Agencji Wydawniczej Runa wiele sobie obiecywałam.

Mowa o zbiorze dziesięciu opowiadań, autorstwa dziesięciu różnych pisarzy. Podobno wojna to męska rzecz i być może dlatego w gronie tych autorów znalazła się tylko jedna kobieta. Zapowiadało się ciekawie, bo mniej znani twórcy miewają wyobraźnię nawet bardziej szaloną, niż czołowi pisarze na rynku. Aby sprawdzić, czy to prawda, najlepiej przyjrzeć się samym opowiadaniom.

Książeczko pokaż przecie, co się w twoim środku gniecie

Zbiór otwiera tekst autorstwa jedynej niewiasty w tym gronie, Anny Brzezińskiej. Nie będę owijać w bawełnę – moim zdaniem najsłabszy w całym tomie i kompletnie niepasujący do reszty.

Po przeprowadzeniu krótkich poszukiwań dowiedziałam się, że opowiadanie „Jeden dzień” osadzone jest w uniwersum „Wód głębokich jak niebo”, wymyślonym przez autorkę. To świat całkowicie fantastyczny, pełen magii i dość specyficznych istot. Dla czytelnika niemającego z nim wcześniej styczności, część rzeczy może okazać się niezrozumiała. Niestety Anna Brzezińska albo tego nie przewidziała, albo zbytnio się tym nie przejęła. Niewątpliwą zaletą „Jednego dnia” jest to, jak ciekawie jego autorka operuje językiem. Barwne opisy pozwalają popuścić wodze fantazji, a Brzezińska zręczne wplata w nie odwołania do wojny, która ma rozegrać się już niedługo. Mimo wszystko, czytając nudziłam się.

Kolejny tekst to „Bajka o trybach i powrotach” Jakuba Ćwieka. Najtrafniej scharakteryzuje go określenie: „specyficzny”. Rzecz dzieje się w zrujnowanym teatrze lalkowym gdzie ukrywa się grupka uciekinierów. Na zewnątrz trwa wojna, a w środku starsi opowiadają maluchom bajki, żeby odwrócić ich uwagę od głodu, grozy, no i oczywiście od oczekiwania na „tego, który zawsze wraca”. Autor nadaje narracji ton bajki. Zmieniając jedną z maszyn wojskowych w Słoniosmokomaszynozwierza, a wrogich żołnierzy w metalowych ludzi, zaczarowuje opowieść o wojnie, dodając do niej odrobinę zegarmistrzowskiej magii – naprawdę polecam.

Księga wojny

Księga wojny

Fabuła opowiadań Michała Krzywickiego („Głosy”) i Pawła Palińskiego („Wszystko, co przyjdzie, już pozostanie”) obraca się wokół tej samej tematyki, a mianowicie obozów koncentracyjnych. Autorzy obierają wszakże całkowicie odmienne perspektywy. Pierwszy z nich opisuje obóz oczami nowo przybyłego więźnia, który uczy się panujących tam reguł i wie, że albo się dostosuje, albo zginie. Drugi autor prezentuje perspektywę dwójki dzieci – Oskara i Matyldy. Chłopiec jest synem tutejszego inżyniera i dla zabicia czasu zajmuje się badaniem stonki, dziewczynka natomiast to istota przemykająca chyłkiem, która wierzy w magię i dokarmia tajemniczego Pełzaka. Pod względem języka i struktury znacznie bardziej interesujące jest opowiadanie Pawła Palińskiego. Autor ciekawie prowadzi narrację i zmienia ją w zależności od aktualnego bohatera, w moim odczuciu najlepiej przedstawiając przeżycia dziewczynki.

A to ci kanał!

Tekstu Łukasza Orbitowskiego („Kanał”) na pewno nie można uznać za perełkę tego zbioru. Opowiadanie jest bardzo długie, wręcz rozlazłe, i mało dynamiczne (nawet wątek miłosny w niczym tu nie pomaga). Osią fabuły jest w tym wypadku wędrówka. Grupa niemieckich uciekinierów przemierza zrujnowany Berlin, kryjąc się przed Polakami i Rosjanami w kanałach, niczym szczury. Mamy tu podróż przez podziemny, okrutny świat, gdzie nietrudno natknąć się na gnijącego trupa i zawsze istnieje ryzyko, że wróg wrzuci do środka granat. Czyżby autor zaczerpnął inspirację z opowieści polskich powstańców, ale postanowił zamienić role? Pomysł ciekawy, choć Orbitowski nie wykorzystał jego potencjału, a marne zakończenie dodatkowo pogłębia to wrażenie.

Nadszedł czas na Jacka Piekarę. Przyznam szczerze – spodziewałam się czegoś innego. Autor dotąd kojarzył mi się przede wszystkim z poczciwym Mordimerem Madderinem i braćmi inkwizytorami, a tu taka niespodzianka. „Artur Potter Lwie Serce” to kpina w czystej postaci. Piekara wziął na celownik fantastyczne opowieści o bohaterach przybywających na ratunek z innego świata, czyli bardzo częsty motyw literatury fantasy. Mamy tu do czynienia z wprost idealnym schematem – młodzieńca odwiedza czarodziej, błaga go o pomoc, która wymaga tylko podróży do innego świata… Jest też wiadomość od biednej uciśnionej księżniczki oraz próba, którą należy przejść przed wyruszeniem. Po prostu full service! Tu kończy się ów schemat, a zaczyna przewrotny, ociekający ironią świat Kalindry.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Komentarze (1)

  1. Kamil Janicki Odpowiedz

    Drodzy czytelnicy, prze drobny problem techniczny ze stroną zniknęło nam kilka komentarzy do tego wpisu. Oczywiście postaramy się je odzyskać, ale jesli możecie to dodajcie je ponownie :)

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.